Artur Klinau

Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca

Artur Klinau, wszechstronnie utalentowany białoruski artysta, zabiera czytelnika na niezwykłą wycieczkę po rodzinnym mieście. Wraz z nim przemierzamy ulice, place i podwórka Miasta Słońca. Jest to wędrówka niepodobna do żadnej innej. Spacer, na który nigdy nie wybralibyśmy się samodzielnie, nawet gdyby przyszło nam zamieszkać w Mińsku. A z pewnością nie zobaczylibyśmy takiego miasta, jakim widział je i zapamiętał autor.

Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego od opowieści o rodzinnych stronach, o kamienicach, pośród których się wychowywało, o chodnikach, którymi chodziło się do szkoły i podwórkach, na których spędzało się najwspanialsze i najgorsze chwile dzieciństwa, wczesnej młodości. Wystarczy spędzić w danym miejscu odpowiednio dużo czasu i przeczytać wszystko, co możliwe na jego temat. Niestety to zbyt mało. Taka opowieść o Mińsku, czy jakimkolwiek innym mieście, byłaby zbyt sucha, pozbawiona subiektywizmu, a więc i nieszczera.

W tym jak Klinau pisze o Mieście Słońca, wyraźna jest mieszanka wszelkich możliwych emocji. Poczynając od fascynacji i dumy, przez rozczarowanie i zmęczenie, na niechęci i lęku skończywszy. Wszystkie składniki miłości, uczucia, które może do miejsca żywić tylko ktoś bardzo wrażliwy, kto jest częścią jego żywej tkanki, kto dorastał i zmieniał się wraz z nim. Jest to więc bardzo osobista podróż, podczas której jest nam dane stać się na chwilę częścią świata, który istnieje tylko w pamięci autora, co czyni go bardziej unikatowym.

Poznajemy ten świat stopniowo. Najpierw z zewnątrz, podziwiając przepych pałaców i ogrom placów. Następnie wędrujemy nieco dalej, na obrzeża Miasta Słońca, by poznać jego inne, dawne oblicze. Potem zapuszczamy się w wewnętrzne przestrzenie kwartałów, w podwórza, na których toczy się prawdziwe życie miasta. Wreszcie przekonujemy się o tym, że wszystko to jest oszustwem. Za pięknymi fasadami budynków kryje się nijakie, niszczejące lub niedokończone wnętrze.

Przewodnik po Mieście Słońca nie jest tylko opowieścią o jednym z miast byłego ZSRR, ale także miniaturą całej tej krainy. Jest próbą wiwisekcji dokonywanej na ciele wciąż nieumarłego systemu. Artur Klinau pisze wprost o swoich rodakach, jako o narodzie z wypaczonym kodem Wolności. O komunizmie wspomina niby neutralnie, ale czytając między wierszami, dotrzemy do tego, co naprawdę o nim sądzi. Już na samym początku książki, Kiedy wymienia kolejne,  sprzeczne elementy, z których zbudowano ten ustrój, każdemu według zasług, każdemu według potrzeb, uświadamiamy sobie, jak kruche są to fundamenty.

Nie jest to jednak kolejna książka o ponurym i strasznym życiu za żelazną kurtyną. Przede wszystkim głównym bohaterem książki jest miasto. Klinau pisze o nim z czułością, niemal jak o bliskiej osobie, przeplatając historyczne fakty z poezją. Wręcz maluje słowem, sprawiając, że chwilami odnosi się wrażenie, iż nie czytamy, a oglądamy obraz. Piękna książka, skłaniająca do zadumy nad tym, jak bardzo jesteśmy związani z miejscem, w którym przyszło nam żyć. Czy tęsknilibyśmy i jak bardzo, gdybyśmy je opuścili.

Czarne, 2020

 

 

(Visited 155 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.