Ian McGuire

Na wodach północy

Zapierające dech w piersiach osiągnięcie. McGuire oferuje jeden popis narracyjny za drugim. Bezlitośnie wciąga. Jądro ciemności w białych lodach Arktyki. Precyzyjne, przerażające, poruszające. Czytając takie blurby o mały włos można wyjść z własnej skóry, byle tylko dorwać tak zachwalaną książkę. Otóż, drogi czytelniku, na przykładzie Na wodach północy Iana McGuire, po raz kolejny przekonujemy się że oślizgłe macki biznesu dopadły także literaturę.

Powieść Iana McGuire pełna jest okropności. Wręcz ocieka wszelkiego rodzaju ekskrementami. Bohaterowie bez przerwy srają, rzygają, i wydzielają inne płyny ustrojowe, a autor dokładnie takich słów używa opisując te czynności. Oprócz obrzydliwości związanych z ludzką fizjologii, McGuire w swojej dziwnej wizji umieścił również sporo brutalności i przemocy. Drobiazgowe opisy niezwykle wymyślnych sposobów zabijania ludzi i zwierząt, następnie bezczeszczenia zwłok przez ludzi i zwierzęta, są nieodłączną częścią niemal każdego rozdziału. Mało tego. Postacie marynarzy, wielorybników, armatorów, barmanów, dziwek, żołnierzy przewijające się przez karty powieści, to prawdziwa galeria najróżniejszego plugastwa, zboczenia i ułomności ducha.

na wodach północy

Z jednej strony taki nieprzyjemny obrazek wytłumaczyć można próbą bycia wiarygodnym, w końcu akcja Na wodach północy rozgrywa się wśród wielorybników, mężczyzn którzy niejedno widzieli i przeżyli, a ich pochodzenie było co najwyżej średnie. Z drugiej zaś strony weźmy dla porównania „Nędzników”. Wiktor Hugo również uczynił swoimi bohaterami przedstawicieli najniższej, najpodlejszej kasty, ale nie znajdziemy u niego niewyszukanego słownictwa i zbędnego epatowania masakrą. Powieść Hugo nie traci przy tym na wiarygodności, a postacie na realizmie. W przeciwieństwie do Na wodach północy, gdzie po niemożliwie długim czasie spędzonym w przeraźliwie zimnych, arktycznych wodach, jeden z bohaterów przeżywa i ma się świetnie, by niedługo potem przeżyć powtórkę z rozrywki. Takich fenomenalnych cudów znajdziemy jeszcze kilka.

Tu pojawia się fundamentalne pytanie, które każdy chyba słyszał na lekcjach języka polskiego. Co autor miał na myśl? Czemu miało to służyć? Ukazaniu prawdziwej natury ludzkiej? Przekonaniu czytelnika że zło i wynaturzenie jest częścią każdego człowieka? Że ekstremalnie trudne warunki sprawiają że maski, które każdy z nas nosi, spadają, ukazując naszą prawdziwą twarz? Że w starciu człowiek kontra dzika natura, człowiek nie ma prawie żadnych szans, jeśli nie spróbuje chociaż żyć zgodnie z jej prawami? Ale i wtedy ma niewielkie szanse na przetrwanie. A może Ian McGuire chciał zwrócić naszą uwagę na fakt iż kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada? Cokolwiek by to nie było, to nic odkrywczego, nic co mogłoby otworzyć komuś oczy.

Fabuła Na wodach północy pozostawia równie wiele do życzenia, jak warstwa literacka. Teoretycznie skupia się wokół dwóch bohaterów, byłego lekarza wojskowego, Patricka Sumnera, i Henrego Draxa, harpunnika. Ci dwaj spotykają się na pokładzie statku wielorybniczego, który właśnie rusza na kolejne polowanie na wieloryby. W wyniku popełnionej na okręcie zbrodni, mężczyźni stają po przeciwnych stronach barykady. Można by nawet stwierdzić że stają się śmiertelnymi wrogami, ale wątek ten, rzekomo główny, jest potraktowany bardzo po macoszemu. Dopiero w ostatnich rozdziałach nabiera on nieco koloru, a sam finał konfliktu jest w stanie nawet przyjemnie zaskoczyć. O wiele ciekawsze są te wątki, w których McGuire skupia się na próbach przetrwania w nieludzkich warunkach Arktyki, walce z naturą i, niestety zbyt krótki, pobyt wśród Eskimosów.

Gdyby autor poprzestał tylko na tym, mógłby napisać naprawdę piękną i ciekawą powieść, a tak otrzymujemy słabą książeczkę dla niewymagającego czytelnika. Rasizm, seksizm, wulgaryzm, zarówno  językowy jak i ten dotyczący zachowań bohaterów, które mogą przypaść do gustu raczej osobom mocno zaburzonym, to nie jedyne minusy książki. Jest ona zwyczajnie nudna. Tam gdzie nie trzeba niemożliwie rozwleczona, a w kilku naprawdę ciekawych momentach, narracja zostaje urwana i przeskakujemy do przodu. Śmieszą również niektóre porównania, najczęściej nietrafione, gdy na przykład w opisie zorzy polarnej pojawia się określenie „perystaltyczna”, a to niewyobrażalnie piękne przedstawienie natury porównane do pozwijanych jelit.  Na wodach północy zdecydowanie nie jest warte uwagi czytelnika, który w literaturze szuka czegoś wartościowego, ambitnego, poruszającego coś innego niż niestrawiony obiad. Powieść znalazła się wśród finalistów Booker Prize przez pomyłkę, albo kapituła rzucała monetą dokonując wyboru.

Prószyński i Ska, 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 152 times, 1 visits today)