Najgorsze książki 2018

Koniec roku wiąże się z licznymi podsumowaniami. Wydatki, podróże, przeboje, najlepsze i najgorsze filmy itd. itp. To samo dotyczy książek. Nie będzie to pierwsze zestawienie, ale dopiero w tym roku przyszło mi do głowy, że robienie takich zestawień jest trochę bezcelowe i nigdy nie będzie w stu procentach rzetelne. Nie jesteśmy w stanie przeczytać wszystkich książek, które ukazały  się w danym roku. Zawsze przecież może się okazać, że ta naprawdę zła i dobra książka jest wśród tych, których nie mieliśmy nawet w rękach. Jakoś jednak trzeba ten rok zakończyć. Tym razem na pierwszy ogień idą najgorsze książki 2018 roku. Jest ich tylko osiem. Tych najlepszych było więcej. Czy to znak, że w literaturze coś drgnęło i idzie ku lepszemu? A może zwyczajnie nie trafiłem na więcej złych książek?

1. Remigiusz Mróz - "O pisaniu na chłodno"

Zdecydowanie najgorsza książka 2018 roku. Pełna wodolejstwa i pustosłowia w rodzaju kontrolowanego przedawkowania słowa. W dodatku Mróz jest bardzo złośliwy wobec koleżanek i kolegów autorów, będących na tym samym poziomie literackim, podobnie jak on produkujących książki tonami. O samym pisaniu dowiemy się tyle samo, co o konstruowaniu bomb, albo transplantologii. Czytając ją, można się uśmiać po pachy, co jest jedyną zaletą nowej książki Remigiusza Mroza.

2. George Saunders - "Lincoln w Bardo"

Przekombinowana, męcząca i mało czytelna. Za nazbyt oryginalną formą nie kryje się właściwie nic ciekawego, poruszającego czy godnego uwagi. Książka naszych czasów, kiedy wszystko, co dziwne uznawane jest za dzieło sztuki. Lincoln w Bardzo zdecydowanie nim nie jest.

3. Paul Auster - "4 3 2 1 "

Najnowsza powieść Paula Austera, uznawanego za jednego z mistrzów współczesnej prozy amerykańskiej. Autor tym razem postanowił odejść od onirycznej i niepokojącej literatury, pisząc powieść obyczajową. Okazało się, że po odjęciu tej dziwności, znanej z wcześniejszych utworów, nie pozostało nic. Powieść jest nudna, ciężka do udźwignięcia i przeczytania.

4. Stephen King - "Outsider "

Mistrz grozy się skończył. Niestety nie słyszał Niepokonani Perfectu i nie wie, że już powinien ze sceny zejść. Powieść miała świetny i intrygujący początek. Jednak gdy pojawiają się w niej elementy nadprzyrodzone, robi się z niej tandetne czytadło. Niektórzy na siłę doszukują się w niej aluzji do współczesnej Ameryki i Trumpa, ale to tylko podrygi umierającej wyobraźni pisarza.

5. Robert Rient - "Przebłysk. Dookoła świata, dookoła siebie"

Nie jest to najsłabsza książka 2018 roku, ale za to największe rozczarowanie. Po Duchach Jeremiego wiele się spodziewałem po Przebłysku. Oczekiwania nie zostały spełnione. Przebłysku czy odrobiny jakiegokolwiek światła brak. Banał goni banał, przerywany zbyt osobistymi wynurzeniami, swoistym Ceneo (bilety, hotele i żarcie). To takie literackie selfie, w którym autor pokazuje, jak niewiele wie o świecie, chociażby wybierając się w podróż koleją transsyberyjską i będąc zaskoczonym jej trudami, niedogodnościami, a najbardziej współpasażerami.

6. Torbjørn Færøvik - "Orient Express : świat z okien najsłynniejszego pociągu"

Drugie wielkie rozczarowanie 2018 roku. Początek książki zapowiadał świetną lekturę. Niestety zbyt szybko przekonujemy się, że to tylko pozory. Autor rozdrabnia się za bardzo, odbiegając znacznie od tematu i popełniając wiele błędów faktograficznych.

7. Hari Kunzru - "Białe łzy "

Wielki i niewykorzystany potencjał. Historia trudnej przyjaźni między Carterem, ekscentrycznym dziedzicem zamożnej i wpływowej rodziny, oraz Sethem, ubogim, niepozornym chłopakiem. Łączy ich pasja do muzyki, potem także wspólny muzyczny biznes. Gdyby autor poprzestał tylko na tym, byłaby to pasjonująca powieść. Niestety pisarz, mieszkający i tworzący w Anglii, nie wiedzieć czemu dorzucił wątki rasizmu, prześladowania czarnych i nierówności społecznej w Stanach Zjednoczonych. Wyszła z tego męcząca i niezrozumiała papka.

8. Andre Aciman - "Tamte dni, tamte noce"

Historia przypominająca bańkę mydlaną. Duża, kolorowa, ale pusta w środku. Łatwo być Prosiaczkiem i ją pęknąć. Romans między nastolatkiem a studentem jego ojca nie jest ani dramatyczny, ani romantyczny. Taka bajka dla gejów, w dodatku średnio napisana. Gdyby romans dotyczył nastolatki i dorosłego mężczyzny albo chłopca i dorosłej kobiety, z pewnością nie spotkałby się z takimi zachwytami. Jedyne piękno w tej powieści to krajobrazy Włoch.


(Visited 1 765 times, 1 visits today)