Jessica Townsend

Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow

Inspiracje serią książek o Harrym Potterze są u Jessici Townsend bardzo wyraźne. Nie ma nic złego we wzorowaniu się na słynnej powieści. Zwłaszcza że dzisiaj trudno jest napisać coś naprawdę oryginalnego, jeśli chodzi o literaturę fantasy dla młodzieży.

Przypadkach Morrigan Crow przede wszystkim rzuca się w oczy podobieństwo głównych bohaterów. Nastoletnia dziewczynka, będąca na bakier z rodziną, ma wkrótce zejść z tego świata. Pogodzona z taką koleją rzeczy, nagle zostaje uratowana i przeniesiona do przedziwnej krainy, w której wszystko jest wywrócone do góry nogami.

Im dłużej czytamy, tym więcej podobieństw znajdziemy. Poczynając od tajemniczego Towarzystwa Wunderowego, które równie dobrze mogłoby być szkołą dla magów, przez dziwne stworzenia i postacie zaludniające Nevermoor, na głównym złym charakterze, którego imienia lepiej nie wymawiać, czyli Wundermistrzu skończywszy. Morrigan odnajduje swój nowy dom i kochającą, trochę pacz workową rodzinę, a także prawdziwych przyjaciół i wrogów. Przeżywa niebezpieczne przygody, prowadzące czytelnika do nagłego, trochę przewidywalnego, ale całkowicie zmieniającego nastrój, zakończenia.

W żadnym wypadku nie umniejsza to przyjemności płynącej z lektury Przypadków Morrigan Crow. Jessica Townsend odrobiła pracę domową na szóstkę z plusem i wykrzyknikiem. Świetnie zdając sobie sprawę z tego, co będzie się dobrze czytało, napisała powieść niemal idealną. Pozostając w nurcie literatury dziecięcej i młodzieżowej, robi także krok w stronę nieco poważniejszej fantastyki. Przypadki Morrigan Crow to realizacja marzenia każdego dziecka, czyli beztroskie życie w bajecznym miejscu, bez konieczności chodzenia do szkoły, z nieograniczoną możliwością objadania się przysmakami. Nie jest to jednak przesłodzona bajka dla najmłodszych. Morrigan, aby dostać się do Towarzystwa Wunderowego musi przejść kilka bardzo niebezpiecznych prób. Dziewczynka wykazuje się w nich odwagą i hartem ducha. Nie wszystko też idzie po jej myśli.

Towsend w swojej debiutanckiej powieści bawi się konwencjami, mieszając klasyczne fantasy z urban fantasy i stempunkiem. W Nevermoor jest magia, dużo magii i jeszcze trochę więcej magii. Jest fantastyczny hotel, w którym mieszka wielki, gadający kot. Są przyjazne wampiry i inne magiczne stworzenia, przemierzające ulice miasta, a także smoki i czarownice. Bohaterowie podróżują dziwnymi maszynami, mechanicznymi pająkami, parasolkową kolejką czy wundermetrem, a porządku na granicach pilnują wielkie, mechaniczne oczy, przywodzące na myśl film Moja macocha jest kosmitką. Świetny, barwny i bardzo smakowity to koktajl.

Jedyne co można zarzucić powieści to drobny brak konsekwencji w kreacji świata, a zwłaszcza problemów, jakie spadają na główną bohaterkę. Tworząc alternatywne rzeczywistości, należy pamiętać, że one też rządzą się swoimi prawami. Wydaje się, że Jessica Townsend zapomniała o tym, zbytnio folgując swojej wyobraźni. Jednak biorąc pod uwagę, że to jej pierwsza książka, można przymknąć na to oko.

Media Rodzina, 2018


(Visited 138 times, 1 visits today)