Nie mkną po szynach niebieskie tramwaje

Jako wyjątkowe beztalencie samochodowe, cierpiące wręcz na awersję do siadania za kierownicą, od zawsze poruszam się po mieście komunikacją miejską. Od jakichś dwóch miesięcy coraz częściej przemierzam ulice Wrocławia na piechotę, wędrując od jednego do drugiego przystanku o własnych siłach. Bynajmniej nie dlatego, że mam takie widzimisię. Zwyczajnie nie ma innej opcji.

Co najmniej od czerwca tego roku żaden autobus i tramwaj nie jeździ tak, jak powinien. Przynajmniej na tych trasach, po których poruszam się najczęściej. Na moje peryferyjne osiedle tramwaj nie dojeżdża już wcale. Nierzadko muszę się trzy albo cztery razy przesiadać, lub nadkładać drogi, by trafić na właściwy przystanek. Pozostają autobusy, które stoją w korkach, spóźniają się albo odjeżdżają za wcześnie. Tu żaden zegarek nie pomoże. Nawet ten najdokładniejszy i najdroższy, bo wrocławskie MPK ma swój własny czas, który biegnie inaczej niż czas pasażerów.

To wszystko efekt gigantycznej Torywolucji, która ogarnęła stolicę Dolnego Śląska. Miasto jest rozkopane, rozdłubane, poprzesuwane i poprzestawiane już od ponad roku. Torywolucja nasila się i ogarnia coraz więcej miejskiej przestrzeni. Dobrze, że coś się dzieje, ale czemu akurat wszystko na raz? Jakby tego było mało, codziennie gdzieś coś nawala. A to tramwaj wypadnie z szyn, a to się popsuje, a to limuzyna z przyciemnionymi szybami, w imię wrocławskiej tradycji, wjeżdża wprost pod tramwaj, albo prowadzone są pilne prace w studzience kanalizacyjnej znajdującej się dokładnie na torach.

W miniony czwartek wracałem zmęczony po ciężkim dniu pracy. Miałem nadzieję na wygodną, bezproblemową podróż do domu, ale gdzie tam. Było zupełnie inaczej. Znowu. Najpierw długo stałem na przystanku, razem z grupą pasażerów. Jakiś pies szczekał nerwowo. Ktoś zaciągał się zachłannie kolejnym papierosem. Atmosfera gęstniała od zniecierpliwionego oczekiwania. Tramwaje jechały w przeciwnym kierunku, a na naszym przystanku przybywało tylko ludzi. Wyświetlacz pokazywał od piętnastu minut wciąż tę samą informację: przyjazd tramwaju takiego i takiego za 5 minut.

W końcu ruszyłem na piechotę, licząc, że na mijanych po drodze stacjach rowerów miejskich, wypożyczę jednoślad i podjadę nim trochę bliżej domu. Złośliwość losu-wszystkie stacje były puste. Do rowerów miejskich w ogóle mam strasznego pecha. Albo siodełko opada i kręci się na boki, albo kierownica jest źle skręcona, albo działa tylko jeden bieg i jadąc takim rowerem, jestem wyprzedzany przez wszystkich, albo hałasuje bardziej niż stary radziecki traktor i telewizor razem wzięte. Rowerów nie było, więc zmuszony byłem iść dalej, by po ponad godzinie w końcu wsiąść do autobusu i zamiast o 19:00 być w domu o 20:00.

Tak sobie myślę, że to wszystko, łącznie z trwającymi w każdym zakątku miasta przebudowami i budowami nowych torowisk i nieustannymi awariami tramwajów, to dobrze przemyślana strategia tęgich głów z Urzędu Miasta. Przede wszystkim dbają o jakość powietrza. Według tego planu zmotoryzowani wrocławianie, nie chcąc stać w korkach, powinni zostawić samochody i przesiąść się do komunikacji miejskiej. Jeśli na takową natrafią,co, jak już wspomniałem, nie jest takie łatwe. Jeśli się nie uda, i należy pamiętać, że w takim wypadku zaoszczędzamy niemałą kwotę na bilecie, bierzemy rower miejski, jeśli aktualnie jakikolwiek znajdziemy na stacji i możliwie jak najczęściej wymieniamy go na kolejny, by nie zapłacić za wypożyczenie. Gdy jednak tak jak ostatnio, nie ma ani jednego, pozostaje nam poruszanie się po mieście z napędem na własne nogi.

Zatem magistrat dba o jakość powietrza we Wrocławiu, o nasze kieszenie, bo karty do siłowni i na fitness nie są nam już potrzebne, i o naszą kondycję. Nie tylko byśmy zażywali więcej ruchu, ale także stara się uwolnić nas od nałogów. Już i tak bardzo drogie bilety MPK, niedługo mogą kosztować tyle, co paczka papierosów, co powinno doprowadzić do spadku liczby osób palących. Urzędnicy zajmujący się miejską planistyką mają na uwadze także to, byśmy odbudowywali nadszarpnięte przez pandemię więzi społeczne i ponownie się socjalizowali. Dopytując się o aktualną trasę, można zadzierzgnąć wiele nowych znajomości. W sobotę byłem świadkiem takiej właśnie sytuacji. Wyraźnie zagubiona kobieta wsiadła do tramwaju i zapytała współpasażerek, czy on jedzie na Krzyki. Nawiązała się między nimi dłuższa dyskusja, zakończona takim zdaniem „Proszę Pani, to jest czeski film. Wsiada Pani do tramwaju i nie wie, gdzie on jedzie”. Poćwiczymy też naszą znajomość języków obcych, tłumacząc obcokrajowcowi, dlaczego dziś jego autobus nie jedzie tak jak wczoraj o tej samej porze i lepiej poznamy miasto, objeżdżając je dookoła.

Fran Lebowitz w serialu dokumentalnym Udawaj, że to miasto, bardzo dowcipnie krytykuje decyzje władz miejskich dotyczące komunikacji publicznej. Zamknięcie całej linii metra z powodu przykrego zapachu oraz pięciomiesięczne prace nad instalacją artystyczną na jednej ze stacji, co wymusiło wyłączenie jej z ruchu. Nie wiem, jak bardzo śmierdzi w nowojorskim metrze. Nikt nie instaluje nam na peronach mozaiki z psem, ale parę lat temu jedno ze skrzyżowań w centrum miasta było nieczynne przez co najmniej dobę. W tym czasie wystawiano w tym miejscu operę w reżyserii Pani Szapołowskiej. Zaduch i brzydkie wonie także nam towarzyszą. Biorąc pod uwagę to wszystko, o czym napisałem, jestem naprawdę wzruszony i wdzięczny. Dziękuję magistratowi za to, że nieustannie o nas myśli. Za możliwość oddawania się lekturze w trakcie długich postojów na zakorkowanych ulicach. Za wielu nowych znajomych. A przede wszystkim za to, że spełnia moje marzenie. Mogę poczuć się, jakbym mieszkał w Nowym Jorku.

Tytuł nawiązuje do piosenki Marii Koterbskiej Wrocławska piosenka
(Visited 90 times, 1 visits today)

Jedna osoba skomentowała “Nie mkną po szynach niebieskie tramwaje

  1. Mieszkanie w Nowym Jorku to też moje marzenie 🙂 często wybieram komunikację miejską, a jak pogoda dopisuje – własne nogi. Bardzo to lubię i zupełnie inaczej odbieram wtedy moje miasto. Często też słucham w tym czasie muzyki, podcastów czy audiobooków, no i spaceruję 🙂

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.