Nominacje do Paszportów Polityki

Już po raz 25-y ogłoszono nominację do prestiżowej nagrody Paszporty Polityki. Nagroda jest przyznawana w kilku kategoriach. Film, teatr, sztuki wizualne, muzyka poważna, muzyka popularna, kultura cyfrowa, i, interesująca nas najbardziej, literatura. Spośród wielu kandydatów do literackiego paszportu, zacne grono krytyków wytypowało trójkę. Kto zwycięży, dowiemy się 09 stycznia 2018 roku. A oto najlepsza trójka.

Anna Cieplak

foto © POLITYKA / Leszek Zych.

Urodziła się w 1988 r. w Dąbrowie Górniczej. Studiowała pedagogikę na Uniwersytecie Śląskim, ale pracuje jako animatorka kultury w Cieszynie, gdzie mieszka od ośmiu lat. W 2009 roku zaczęła tu studiować animację społeczno-kulturalną. W tym samym czasie w budynku dawnego przejścia granicznego, powstała Świetlica Krytyki Politycznej, do której dołączyła. Chodziło o to, żeby miejscowa młodzież i dzieci miały miejsce, gdzie mogłyby uczestniczyć w warsztatach artystycznych, ale gdzie znalazłyby też korepetycje. Od zeszłego roku, po przeprowadzce, zespół pracuje w Cieszyńskiej Wenecji, w budynku, który kiedyś należał do Zakładów Przemysłu Dziewiarskiego „Juwenia”. Z doświadczeń pracy z młodzieżą, przede wszystkim z gimnazjalistami, wyrosła pierwsza powieść Cieplak  „Ma być czysto” (2016 r.), za którą autorka otrzymała w tym roku Nagrodę Conrada i Literacką Nagrodę im. Witolda Gombrowicza. Jej książka opowiada nie tyle o „gimbazie”, co o rodzinie i o nierównościach społecznych. W tym roku ukazała się jej druga powieść „Lata powyżej zera” (Wydawnictwo Znak Literanova) – o dorastaniu na śląskim osiedlu na początku lat dwutysięcznych. Cieplak przywołuje tradycje powieści pozytywistycznej w najlepszym wydaniu, a prowincja, którą opisuje, jest miejscem, do którego warto wracać, by je zmieniać. W „Latach powyżej zera” muzyka i artefakty typu Gadu-Gadu, kasety, płyty CD są haczykami, które przywołują pamięć. Nie chodziło jednak o nostalgiczne odtwarzanie przeszłości, tylko o stworzenie tła i klimatu. Cieplak pozwala też spojrzeć na wiek dorastania z obu perspektyw – nie tylko bohaterki, ale i jej rodziców. Ten portret dorastania jest dość krytyczny. Powstała powieść pokoleniowa, która jednocześnie wykracza poza podziały pokoleniowe. „Pisarstwo Anny Cieplak to jedno z najciekawszych zjawisk na literackiej mapie kraju – piszą autorzy bloga Kurzojady. – Dziewczyńskie, pokoleniowe, przygodowe przy jednoczesnym zaangażowaniu społecznym i sporej wrażliwości”.

Paweł Sołtys

foto © POLITYKA / Leszek Zych.

Po raz pierwszy w historii Paszportów laureat z jednej dziedziny jest ponownie nominowany w innej: Pablopavo (ur. w 1978 r.), wokalista, instrumentalista, autor tekstów, otrzymał Paszport w kategorii Muzyka popularna w 2015 r., ale już wtedy zgłoszono go za teksty do nagrody w kategorii Literatura. Teraz, po ukazaniu się jego zbioru opowiadań „Mikrotyki” (Wydawnictwo Czarne), otrzymał nominację nie jako Pablopavo, ale Paweł Sołtys. Karierę muzyczną zaczął w zespole Saduba, w 2002 r. był współzałożycielem tria Zjednoczenie Sound System, specjalizującego się w muzyce jamajskiej, a od 2003 r. jest wokalistą warszawskiego zespołu reggae Vavamuffin. Już na pierwszej płycie firmowanej pseudonimem Pablopavo (z grupą Ludziki) „Telehon”, wydanej w 2009 r., zwracały uwagę literackie, znakomite teksty. I tak było w kolejnych albumach. Opowiadania zebrane w „Mikrotykach” powstawały przez wiele lat, ale dopiero teraz Paweł Sołtys zdecydował się wydać je w książce. Okazało się, że pisze od razu własnym, dojrzałym głosem, nie idzie niczyim śladem, a jego opowiadania są kunsztowne literacko i trafiają również do czytelników, którzy zupełnie nie znali jego twórczości muzycznej. Są bowiem czymś innym, choć niektóre z nich autor mógłby zaśpiewać. Pojawia się w nich warszawski Grochów, który „ściska za wątrobę”, i żal za miastem, które dziś niestety zarasta apartamentowcami. Piotr Bratkowski nominował Sołtysa „za współczesną »Smugę cienia« i niezwykle udane przeniesienie doświadczeń songwritera do prozy artystycznej”. W tych opowiadaniach co i raz czas ulega zawieszeniu – przeszłość wchodzi niespodziewanie w teraźniejszość. O tym również opowiada ta książka, o współistnieniu wszystkich historii na przekór czasowi. „Jestem ojcem moich zmarłych” – czytamy w ostatnim opowiadaniu, a wszystkich bohaterów tej książki, rozmaitych rozbitków życiowych,  ogarnia współczujące spojrzenia narratora. Michał Nogaś: „W „Mikrotykach”, jak w swoich znakomitych piosenkach, Sołtys czułość łączy z tym, co szorstkie. Jest w tym szczery i autentyczny do bólu”.

Marcin Wicha

foto © POLITYKA / Leszek Zych.

Urodził się w 1972 r. w Warszawie, jest grafikiem, współwłaścicielem firmy projektowej Frycz i Wicha. Projektuje okładki książek i czasopism (np. „Literatury na Świecie”), plakaty, znaki graficzne. Przez kilka lat publikował cotygodniowe komentarze rysunkowe w „Tygodniku Powszechnym”. Pisuje artykuły i współpracuje z czasopismami, a dzieci i rodzice mogą go znać jako autora słynnej Klary z książek „Klara. Proszę tego nie czytać” i „Klara. Słowo na Szy”. W tej ostatniej książce pada fundamentalna kwestia: „Czwarta klasa. Żarty się skończyły”. Dla dzieci napisał jeszcze książkę „Łysol i strusia” i kontynuację przygód Bolka i Lolka. Pierwszą jego książką eseistyczną była opowieść „Jak przestałem kochać design” (2015 r.) , w której połączył opowieść autobiograficzną o dorastaniu w domu architekta, w którym toczy się wojna z PRL-owską brzydotą, z opowieścią o estetycznym przemianach w Polsce ostatnich 40 lat. Najnowsza książka „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (Wydawnictwo Karakter), za którą otrzymał nominację, Piotr Bratkowski docenił za „przejmującą i zarazem błyskotliwą literacko refleksję nad kondycją polskiego „postinteligenta”. To również esej osobisty – opowiada o matce, o śmierci, o porządkowaniu rzeczy, książek i wspomnień. A przede wszystkim o słowach i milczeniu. Juliusz Kurkiewicz nominował tę książkę „za literacko wybitne przeniesienie na polski grunt gatunku, który Amerykanie zwą „memoire” – wspomnienia zorganizowanego wokół jednej, często bolesnej sprawy. W zalewie byle jakich, ekshibicjonistycznych wynurzeń jego książka to prawdziwa perła”. Charakterystyczne, że na okładce tej książki literka „m” się nie mieści. Bo to jest też książka o niemieszczeniu się w słowach i w życiu, o niedopasowaniach rodzinnych. O tym wszystkim Wicha opowiada niesłychanie dopasowanym stylem – oszczędnym, zdystansowanym, z podszewką ironii i ostrego humoru. Wicha wychodzi od konkretów i przedmiotów, żeby mówić prosto w oczy o tym, co ważne.