„non/fiction: Głowa” – recenzja

Nieregularnik reporterski non/fiction jest najlepszym tytułem, jaki obecnie ukazuje się na polskim rynku prasy. Jest to periodyk bardzo przemyślany i dopracowany w każdym calu. W czasach, gdy wiele tytułów działa głównie w sieci, a wersja papierowa jest już tylko dodatkiem, marginesem działalności wydawniczej, redakcja non/fiction nie tylko dba o wybór ciekawych, pouczających tekstów, ale też pilnuje, by szata graficzna była na odpowiednim, wysokim poziomie, pozostając przy tym miłą dla oka. Niestety nawet najlepszym zdarzają się słabsze chwile, i to właśnie miało miejsce w przypadku ostatniego numeru.

Motywem przewodnim numeru ósmego non/fiction jest głowa. Temat ważny szczególnie dziś, kiedy w związku z pandemicznymi ograniczeniami i restrykcjami łatwiej o problemy z nią, a na fachową pomoc czy zwykłą poradę można czekać jeszcze długie miesiące. Tylko że za bardzo się on rozmywa, na chwilę stając się nawet lekko niepoważnym. Ale po kolei.

Otwierający numer wywiad z Mirą Marcinów, pisarką, filozofką, była psycholożka, która w swoich książkach przepracowuje swoje traumy i problemy, stawia przed czytelnikiem pytanie, czy warto w ogóle wybierać się do psychologa, czy terapeuty, skoro istnieje taka możliwość, że on również ma problemy, z którymi sobie nie radzi? Czy będzie obiektywny? Czy nie będzie to wyglądało jak spacer głuchego ze ślepym?

Potem następuje ciąg świetnych tekstów o Pląsawicy Huntingtona, o DPS-ach dla osób z zaburzeniami psychicznymi, uchodźcach i dwa z trzech najciekawszych reportaży tego numeru, o traumatyzacji i kompleksach związanych z własnym ciałem. Trzecim z nich jest komiks Na granicy ciszy i dźwięku, którego bohaterami są osoby KODA/CODA, czyli słyszące dzieci niesłyszących rodziców. Bardzo ciekawa forma i chętnie zobaczyłbym takich komiksowych reportaży więcej w kolejnych numerach.

Sięgając po najnowsze wydanie non/fiction warto przeczytać także Ludzie świętych głów, w którym to autorka przybliża nam maoryską tradycję tatuowania twarzy, ukazując ją od tej bardziej intymnej, duchowej strony. Ciekawy jest także tekst opowiadający o niezwykłej rewolucji, jaką w 1994 roku rozpoczęli rdzenni mieszkańcy stanu Chiapas w Meksyku. Trwa ona do dziś, a rewolucjoniści od pierwszego dnia przełamywali stereotyp, organizując konferencje prasowe i przenosząc swoją walkę do internetu, w czasach gdy nikt jeszcze nie wykorzystywał w ten sposób globalnej sieci.

Nieporozumieniem są natomiast dwa teksty, które nie powinny się znaleźć w non/fiction z dwóch różnych powodów. Pierwszym z nich jest reportaż pod intrygującym tytułem Uwaga, tnę! Co się za nim kryje? Banalna, opowiedziana trochę po łebkach, historia o kilku barcelońskich fryzjerkach i fryzjerach. Tekst ten wyraźnie odstaje od pozostałych i czytając go, można odnieść wrażenie, że redakcja traktuje na równi strzyżenie włosów z wielowiekową maoryską tradycją czy problemem edukacji dzieci ze spektrum autyzmu. Powiązanie fryzjerów z pozostałymi problemami poruszanymi w bieżącym numerze non/fiction jest też mocno naciągane.

Tekstem budzącym niepokój, trochę niebezpiecznym, tak jak rady Beaty Pawlikowskiej, jak samodzielnie poradzić sobie z depresją, jest felieton Juliusza Strachoty Pozwólcie, że przypomnę z szacunkiem. Po raz kolejny opowiada o tym, jak walczył i walczy ze sobą i swoją psychiką, słuchając porad i wskazówek nauczyciela zen. Byłbym ostrożny z publikowaniem tego typu artykułów, które jeden czy drugi czytelnik mogą potraktować jako prawdy objawione i porzucić trapię, skupiając się na zen.

Są to jednak tylko moje opinie i refleksje, jakie pojawiły się podczas lektury ósmego numeru non/fiction. Nie są bardziej prawdziwe ani błędne niż te, które zrodzą się w Waszych głowach. Non/fiction pozostaje ulubionym tytułem prasowym i tylko żal, że tak rzadko się ukazuje.

(Visited 203 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.