„Obietnica poranka” – recenzja

Po piętnastu latach od przeczytania Obietnicy poranka trudno jest stwierdzić czy film Erica Barbier, wiernie trzyma się książki. Jeśli nawet gdzieś oddala się od papierowego oryginału, to w tym przypadku jest to nieistotne. Twórcom filmu udało się namalować dokładnie ten same emocje i klimat, jaki towarzyszy książce.

Dokonali tego w prawdziwie mistrzowskim stylu. Trudno jest przedstawić razem wielką, niszczycielską miłość, smutek, radość i szaleństwo, w taki sposób by widz nie czuł się zmęczony po seansie. A taka właśnie jest autobiograficzna powieść Romain Gary. Smutek podszyty radością i specyficznym poczuciem humoru (I tak właśnie nie zabiłem Hitlera), szaleństwo okrywa zdrowy rozsądek.

Film urzeka scenografią. Gdy Romain wraz z matką przyjeżdżają do Nicei i po raz pierwszy widzą Morze Śródziemne, widzom dech zapiera prawie tak samo, jak bohaterom. Niemal czuje się tę złocistą bryzę i lekkość powietrza, niespotykaną w Europie Wschodniej. Scena pojedynku w zrujnowanym, płonącym Londynie zachwyca widowiskowością, udowadniając, że świetne kadry filmowe nie muszą składać się z tony efektów specjalnych i kaskaderskich popisów. Stosunkowo słabo wygląda Afryka, a najgorzej Wilno. To było i jest piękne miasto, a w filmie przedstawiono je jako ciasne, brudne i zniszczone.

Największym jednak atutem filmu są aktorzy. Jak pokazują zdjęcia archiwalne umieszczone w napisach końcowych, podobieństwo między prawdziwym Romain i Niną a tymi filmowymi jest uderzające. Wielkie brawa dla ekipy odpowiedzialnej z kasting, zwłaszcza do roli małego i nastoletniego Romain, oraz dla charakteryzacji. Charlotte Gainsbourg jest wprost genialna, lepsza nawet od Meryl Streep mówiącej po polsku w Wyborze Zofii. Momentami Charlotte również trochę kaleczy, i słychać, że to nie jest jej ojczysty język, ale są to naprawdę ułamki sekundy. A kwestii w języku polskim ma całkiem sporo.

Nina Kacew w jej wydaniu jest troszkę inna od tej książkowej. W powieści budziła głównie negatywne uczucia. Na srebrnym ekranie jest równocześnie odpychająca i pociągająca. Budzi współczucie, litość, ale też szacunek i odrobinę uśmiechu. Jest jeszcze Pierre Niny, niezwykle przekonujący w swym szaleństwie i uzależnieniu od matki.

Wszyscy pozostali bohaterowie nikną na drugim, a nawet trzecim planie, ustępują miejsca tej dwójce. Pozostają w cieniu ich niesamowitego aktorstwa. Nawet II wojna światowa zdaje się nieistotna w zderzeniu z planem Niny uczynienia z Romain wielkiego człowieka. Jest to chyba także zabieg celowy, pokazanie wszystkiego, co jest poza wewnętrznym światem Niny i jej syna, jako mniej znaczące, bez wyrazu. Podkreśla to szczególną więź, jaka łączyła Romain z matką. Pisarz próbował poluzować tę więź, uwolnić się z niej, ale nie udało mu się to do tragicznego końca życia.

Obietnica poranka to naprawdę udana ekranizacja. Świetny, poruszający film, po obejrzeniu którego ma się jeszcze ochotę chwilę posiedzieć w fotelu, wsłuchać się w melodię towarzyszącą napisom końcowym, a zwłaszcza we własne przemyślenia. Oby więcej takich produkcji.


(Visited 148 times, 1 visits today)