Ece Temelkuran

Odgłosy rosnących bananów

Powieść Ece Temelkuran, autorki świetnego eseju Turcja: obłęd i melancholia, rozczarowuje do bólu. Przede wszystkim dlatego, że tak bardzo rozmija się z oczekiwaniami potencjalnego czytelnika. Wybierając jako lekturę Odgłosy rosnących bananów, spodziewamy się czegoś wstrząsającego, czegoś na miarę Odłamków Ismeta Prcica. W końcu u obydwu autorów pojawia się wojna. W jednej i drugiej powieści zostaje z nią skonfrontowany zwykły człowiek, ale u  to wszystko jest jakieś udawane.

Czytając kolejne rozdziały, o tym, co działo się z matką Filipiny, o miłym taksówkarzu ukrywającym swoją prawdziwą naturę i jak to wojna zmieniła go na gorsze, czujemy, że tylko o tym czytamy. Uczucie pozostawania z boku, niemożność wejścia w ten świat jest bardzo silne. Od razu orientujemy się, że bohaterowie nie są prawdziwi, tylko udają swoje traumy i problemy na potrzeby tej właśnie powieści. Są przesadnie egzaltowani, jakby chcieli wypaść jak najlepiej przed nami, czytelnikami. Spójrzmy chociażby na ojca Filipiny, który niby opowiada córce o jej matce, ale właściwie to filozofuje o wszystkim i niczym, zalewając nas potokiem pustych słów.

Spośród wszystkich postaci, jakie przewijają się przez kolejne strony Odgłosów rosnących bananów, najmniej wiarygodna jest Deniz. Ta młoda kobieta, której udało się wyrwać ze starego kraju, z Turcji, jest potwornie sztuczna. Jej postawy, przemyślenia i zachowania są irracjonalne. Deniz jest zmanierowaną, znudzoną panienką, mającą pretensje do całego świata dosłownie o wszystko. I trudno nie widzieć w niej samej pisarki, która ma dość oschły stosunek do kraju przodków. Również towarzyszący jej bohaterowie, były lub obecny chłopak Tunc czy też przyjaciółka Rima i sytuacje, w których się znajdują, są zbyt odklejone od rzeczywistości. Autorka niby próbuje wyjaśnić postępowanie bohaterów, ale robi to nieumiejętnie.

Odgłosy rosnących bananów są  napisane w sposób daleki od tego, jaki można by uznać za zadowalający. Narracja jest zdekapitowana, dosłownie rozerwana na strzępy. Co kilka stron pojawia się ktoś nowy, tylko na chwilę, w telegraficznym skrócie opowiadając swoją historię. Następnie Temelkuran powraca do Deniz albo Filipiny i jej rodziców. Autorka nie daje zatem czytelnikowi szansy na to, by zaczepić się o kolejną postać i poczuć jakiekolwiek emocje, czy to złość, oburzenie czy współczucie.

Całość przypomina współczesne malarstwo, gdzie na płótnie znajdujemy dziesiątki albo i setki kleksów farby, z trudem odnajdując w tym chaosie jakiś zamysł. I niestety Odgłosy rosnących bananów jako obraz byłyby szalenie nieatrakcyjnym malunkiem, utrzymanym jedynie w odcieniach szarości, przechowywanym w rzadko używanym pokoju gościnnym. Wszyscy tu bowiem narzekają, łącznie z samą autorką, co strasznie deprymuje i dotarcie do ostatniej strony czyni wyczerpującym zadaniem.

Książkowe Klimaty, 2016


(Visited 58 times, 1 visits today)