Osiem mitów o molach książkowych, czyli nie(jestem) molem książkowym

Mól książkowy. Dla niektórych to obraźliwe określenie, związane z przykrymi wspomnieniami czasów szkolnych, kiedy nikt, poza panią bibliotekarką i polonistką, nie rozumiał twojego zamiłowania do czytania. Dla innych bycie molem książkowym to powód do dumy. Ale czy faktycznie jesteś molem książkowym? Czy jest to tylko różnorako nacechowane określenie osób czytających więcej niż jedna książkę rocznie, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością? Spróbuję się przyjrzeć temu zjawisku na swoim przykładzie.

 

1. Każdy mól książkowy ma kota

Stereotyp który dotyczy także bibliotekarzy, i choć w wielu przypadkach się sprawdza, nie jest regułą. Bardo to wygodne stwierdzenie, gdyż kot, jak się powszechnie uważa to zwierzę, które jeśli już poświęca uwagę swojemu człowiekowi, robi to w stacjonarny sposób. Czytaj: fotel, kocyk, herbatka, futrzak na kolanach i książka w dłoni. Są bibliotekarze nieposiadający kotów, ani żadnych innych zwierzaków domowych. Ba, są nawet tacy, którzy nie czytają zbyt wiele, poświęcając się zawodowo i prywatnie na przykład muzyce. Podobnie jest z cywilnymi czytelnikami, czyli nie pracującymi z książką. Jestem jednym i drugim. Mam kota, ale zdecydowanie wolę psy. Kot pojawił się u mnie właściwie przypadkiem, a jego obecność zamiast skłaniać do czytania, wręcz mi to uniemożliwia. Gdy moja kocica akurat nie patroluje okolicy, domaga się zabawy, jedzenia, uwagi. Nawet drzemiąc na kolanach, gdy zbyt długo nie zwracam na nią uwagi, nie drapie za uchem, po policzkach (uwielbia to), zaczyna mnie ugniatać pazurkami i podgryzać. Pies byłby w tym momencie znacznie bardziej pro czytelniczy. Po nawet najdłuższym spacerze ległby obok na kanapie, szczęśliwy z samej możliwości leżenia na niej. Przy dzisiejszym tempie i stylu życia, zwłaszcza będąc singlem, w ogóle nie wskazane jest posiadanie zwierząt domowych, i skazywanie ich na wielogodzinne, samotne przesiadywanie w domu. Kot zatem odpada, jako atrybut mola książkowego.

2. Mole książkowe mają tysiące książek, i nigdy nie jest im za dużo

Owszem, posiadam ogromną bibliotekę. Często sam jestem zaskoczony tym, co w niej znajduję (np. „Dzieła Zebrane Mao Tse Tunga” z 1955 roku). Jestem jednak osiadłym czytelnikiem, który przez ostatnie 30 lat przeprowadzał się jedynie z pokoju do pokoju. Czytający znajomi, którzy często zmieniają miejsce zamieszkania, a nawet mający własne cztery ściany, raczej nie gromadzą książek. Raz z obawy przed kolejną przeprowadzką, i problemem z dźwiganiem kartonów przepełnionych słowem, które okazują się wtedy cholernie ciężkie, no i jest to dosyć kosztowne. Dwa, gdy już ma się swoje wymarzone m-4, zaaranżowane mniej lub bardziej tak jak się chciało, dba się o to by go nie zagracać, a do domowego księgozbioru wybierać tylko wyjątkowe tytuły. Sam zacząłem pozbywać się nadmiaru książek, sprzedając, rozdając znajomym i rodzinie, albo zanosząc do biblioteki. W ten sposób pozbyłem się między innymi całego regału mang, które od lat tylko zbierały kurz. Z tego powodu też ostatnio częściej sięgam po e-booki. Nie zajmują miejsca, poza wirtualną przestrzenią. Gromadzenie odpada.

3. Mól książkowy jest jednocześnie bibliofilem

Bibliofilstwo (gr. biblos – książka, phileo – kocham) – miłośnictwo i znawstwo w zbieraniu książek, uwzględniające zarówno dobór tematyczny (np. kolekcjonowanie dzieł z zakresu hippiki) jak też rzadkość dzieła[1]. Książki będące przedmiotem pasji bibliofilskiej często wyrabiane są na cennych i kosztownych, ręcznie czerpanych papierach, ilustrowane oryginalnymi sztychami (np. drzeworytami lub miedziorytami) i oprawione w artystyczne oprawy introligatorskie. Miłośnicy ksiąg zwracają dużą uwagę na wysokość nakładu. Wszystkie egzemplarze edycji powinny być numerowane. Bibliofile zwracają również uwagę na obecność rzadkich ekslibrisów[3]. (za wikipedia).

Oczywiście doceniam wartość estetyczną książki, jej układ typograficzny, szatę graficzną, czcionkę, papier i wykonanie. Bardziej jednak kieruję się praktycznymi przesłankami. Pozycje typowo bibliofilskie, miło się przegląda, ale gorzej już z czytaniem. Nie wspominając już o cenach takich wydawnictw. Nie ma też problemu z zagiętymi rogami, notatkami na marginesie (tylko ołówkiem), a czasem, wstyd się przyznać, plamami. Nie robię tego specjalnie, ale też nie staram się obsesyjnie chronić książek przed zniszczeniem. Oprócz tego że są owocem/dziełem sztuki, są też przedmiotami codziennego użytku, a te mają to do siebie że się zużywają. Wiele książek zakończyło w moich rękach swój żywot, trafiając potem na makulaturę (tam też trafił Mao Tse Tung). Tylko nieliczne były reanimowane. No i nie oszukujmy się. Czy najnowszy kryminał Remigiusza Mroza chcemy czytać na czerpanym papierze, z ręcznymi zdobieniami i w szytej oprawie?

4. Mól książkowy wydaje krocie na książki

Kolejny mit. Jeśli mam do wyboru kupić książkę za 50 zł,  albo spotkać się ze znajomymi, wybrać w podróż, przeżyć coś fajnego, zdecydowanie po książkę pójdę do biblioteki.

5. Mól książkowy nie pożycza innym książek

To chyba jedyne co ze stereotypowego mola można powiedzieć o mnie. Rozdaję książki na prawo i lewo, ale są takie, które chcę zatrzymać. Często ktoś prosi o pożyczenie takiego tytułu, i robię to z prawdziwą niechęcią, nawet jeśli pożyczający jest również książkoholikiem.

6. Mól książkowy zawsze ma ze sobą coś do czytania

Faktycznie najczęściej w mojej torbie, plecaku, walizce znajduje się też coś do czytania. Nie zawsze jest to książka, czasem jakiś magazyn, ale najważniejsze że jestem zabezpieczony, i w razie W będzie co robić. Gorzej już z czytaniem poza domem. Czytanie w komunikacji miejskiej nie jest niemożliwe, ale dosyć utrudnione. Szczerze powiedziawszy nie uśmiecha mi się walka o utrzymanie równowagi z książką w ręku, albo czytanie komuś na plecach. Problemem jest też dłuższa kilkunastominutowa podróż. Pojawiają się wtedy problemy ze skupieniem, ból głowy, senność. Lubię natomiast usiąść w kawiarni i poczytać przy dobrej kawie, lub innym napoju. Na pewno nie czytam  w towarzystwie, ani nie zabieram ze sobą książek do teatru, pubu, czy też do znajomych.  O nałogowcach w czytaniu mówi się też że nie widzą świata poza swoim hobby. To zdecydowanie nieprawda. Jako przeciętny przedstawiciel ludzi czytających, czasem uciekam przed problemami w literaturę, ale poza nią mam też prawdziwe życie, inne zainteresowania i plany. Bywa  że nie mam ochoty na lekturę, poświęcając wtedy czas czemuś innemu.

7. Mól książkowy czyta wszystko co mu wpadnie w ręce

Nie da się czytać wszystkiego. To jest fizycznie niemożliwe. Dokonujemy czytelniczych wyborów tak jak i w innych dziedzinach życia. Wpływ na to mają nasze upodobania, przekonania, rekomendacje, nasz charakter, usposobienie i, nie ma co ukrywać, wychowanie. W miarę jedzenia rośnie apetyt, tak i w miarę czytania rozwijamy się literacko. Nigdy jednak nie będziemy czytać wszystkiego.

8. Mól książkowy wygląda …. jak mól książkowy

Czyli generalnie nieciekawie. Tutaj będę nieobiektywny. Do nieciekawego wyglądu mi daleko, i nie jestem jedyny. Naprawdę ze świecą można szukać zaczytanych, którzy pasowaliby do stereotypowego miłośnika książek, w spódnicy z koca, grubych okularach itp. itd.

Pisałem o sobie, ale czy jestem wyjątkiem? Myślę że nie. Z pewnością są jeszcze cechy przypisywane nałogowo czytającym, o których tu nie wspomniałem, i będą one tak samo nieadekwatne do stanu faktycznego. Czy zatem mól książkowy istnieje? Czy jest to raczej stan umysłu?

  • Do punktu 6 wszystko się zgadza. 7 kompletnie nie, raczej jestem wybredna i to się zaostrza z czasem. 8… cóż, niech ocenią inni.

  • A więc jestem wyjątkiem 🙂

  • A jeśli mi wolno, to pozwolę sobie na stwierdzenie że 8 punkt z pewnością Ciebie nie dotyczy.

  • Mogę się tylko pod tym podpisać. 🙂

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Pod większością punktów mogę się podpisać ☺

  • Aga

    Bardzo ciekawe spojrzenie na mola z punktu widzenia (nie) mola 🙂 U mnie kot jest, ale jest też pies, książek mam całe stosy, ale większość w formie Ebooków, nie lubię wydawać dużo pieniędzy na książki, nie zawsze mam przy sobie coś do czytania, bo jesli gdzies ide, to w konkretnym celu i nie mam wtedy czasu na lekturę 🙂 A wyglądam, jak wyglądam.

  • Czyli przybij pionę nie molu 🙂

  • Kota nie mam, bo strasznie ich nie lubię, tysiąca książek nie mam, ale powoli zbieram:) zdecydowanie bibliofilem nie jestem ale ostatnio skusiłam się na Neila Gaimana w nowym wydaniu, kroci na książki nie wydaję, raczej jeśli coś muszę-już-mieć-i-przeczytać-bo-umrę to kupuję ebooka albo idę do biblioteki, od momentu jak mój stary "Czarnoksiężnik z Archipelagu" wrócił bez okładki rzadko kiedy pożyczam książki, pkt.6 – czytnik mam zawsze w torebce. pkt.7 – hmm, chciałoby się wszystko przeczytać:) pkt.8 – okulary noszę, czasami, to chyba jedyna zgodność;)

  • Stereotypy jak to stereotypy – o dupę je można roztrzaskać. Osobiście uważam siebie za mola książkowego, a jednak prawie żaden z wymienionych tu punktów mnie nie dotyczy. Wyjątkiem jest chyba tylko punkt 2., 5. i 6.

  • Zawsze mam przy sobie coś do czytania (tak na zaś), ale nie wyciągam książek przy znajomych czy w teatrze. Mam stosy książek i wiecznie mi mało, ale nie czytam wszystkiego, co mi wpadnie w ręce (chociaż idąc ulicą, czytam wszystkie literki – od nazw ulic, poprzez szyldy i billboardy reklamowe), wydaję krocie na książki (i gry planszowe… i KOTA, i psa) i chętnie widzę na półkach ładne wydania. Z tego powodu czasami kończę z podwójnymi (a nawet potrójnymi) egzemplarzami ulubionych książek. Nie widzę jednak najmniejszego problemu w pożyczaniu książek innym osobom 🙂

    I nie wyglądam jak stereotypowy mol książkowy.

    Świetne zestawienie 🙂

  • Pięknie dziękuję 🙂

  • Świetne zestawienie. Nie mam kota i nie wyglądam jak mol książkowy, ale gromadzę książki i przy każdej przeprowadzce drżę na samą myśl o ich przewiezieniu. Zawsze mam coś do czytania przy sobie, dużo wydaję na książki (zazwyczaj z promocji), ale nie mam problemu z pożyczaniem ich innym. Część punktów się u mnie zgadza, ale część to mity 😉

  • Myślę, że możemy sobie przybić piątkę 🙂 Podobnym molem to i ja jestem 🙂