Nino Haratischwili

Ósme życie (dla Briki) t.1

Batumi, ach Batumi, cisną się na usta słowa popularnej piosenki, gdy pojawia się temat Gruzji. Jest to ojczyzna Kati Melua, a jeden z bohaterów Czterech Pancernych i Psa był Gruzinem. Poza tym nic więcej z Gruzją się nam nie kojarzy. A kraj ten w jakiś magiczny sposób kusi nas od lat. Nie bez przyczyny coraz chętniej wybieramy właśnie ten kierunek na wakacje.

Powieść Nino Haratischwili miała opowiadać o Gruzji na przestrzeni dwudziestego wieku i pewnej gruzińskiej rodzinie. Faktycznie bohaterowie Ósmego życia są, w większości, Gruzinami, i akcja powieści rozgrywa się przeważnie w ich ojczyźnie, ale samej Gruzji nie ma tu ani na jotę. Czytając gruzińską sagę rodzinną, chciałoby się zachłysnąć ich folklorem. Niestety pod tym względem Ósme życie bardzo rozczarowuje. Poza czarną, mocną herbatą, namiętnie pijaną przez koleje pokolenia, i kilkoma potraw, prawdopodobnie gruzińskich, nie w powieści nic więcej na temat kultury, obyczajów i codziennego życia w tym kraju. Równie dobrze Haratischwili mogłaby miejscem wydarzeń uczynić którąkolwiek z byłych radzieckich republik, co nie miałoby większego wpływu na rozwój wydarzeń.

Rodzina Jaszi, o której opowiada autorka, jest rodziną everymanów. Jest to opowieść o wszystkich rodzinach, które zamieszkiwały ZSRR jak długie i szerokie było, oraz państwa marionetki, takich jak Polska Ludowa, czy inni nasi bezpośredni sąsiedzi. Haratischwili przedstawia w ten sposób proces przenikania komunizmu do serc i umysłów ludzi, wolnych dotąd od podobnych, chorych ideologii, jak każda totalitarna doktryna rozsadza od środka nie tylko kraj, naród, ale też rodzinę i jednostkę, wyzwalając w ludziach najgorsze, patologiczne instynkty.

W powieść rzekę autorka wplata wiele informacji historycznych, pokazując, jak wyglądała dwudziestowieczna historia tego kawałka świata. W kilku miejscach Nino popełniła jednak parę błędów, na przykład twierdząc, że tuż po II wojnie światowej większość wybrzeża bałtyckiego znajdowała się pod kontrolą państw zachodnich. Jedną z bohaterek wysyła na przymusową emigrację, w czym pomagają jej wysoko postawieni urzędnicy państwowi, robiąc z niej później zdrajczynię narodu. Jednocześnie jej brat robi wielką karierę w ministerstwie spraw wewnętrznych ZSRR. Rzecz nie do pomyślenia w krajach komunistycznych, gdzie za wyssane z palca przewinienia skazywano na łagier nie tylko oskarżonego, ale często też całą jego rodzinę. Pojawiają się także pewne logiczne nieścisłości w prowadzonej przez Haratischwili narracji, jak ojciec umierający w otoczeniu czterech córek, by po kilku akapitach czytelnik dowiadywał się, że przy łożu śmierci czuwała tylko jedna z nich.

Haratischwili miała także wyraźne problemy z podjęciem decyzji, jak powinna wyglądać jej powieść. Przez te kilkaset stron pisarka miesza typowo powieścią narrację z rodzinnymi wspomnieniami. Opisuje ze szczegółami fryzury bohaterek i ich stroje, przeszłość postaci epizodycznych, których z rodziną Jaszi nie łączą więzy pokrewieństwa, by nagle zwrócić się do Briki, swojej (narratorki) siostrzenicy, że nie jest pewna czy tak to wyglądało, ale prawdopodobnie tak było. Chwilami styl, w jakim pisze, niebezpiecznie zbliża się do romansów, nierzadko uderzając w patetyczne i nazbyt ckliwe tony.

Nawet słabą, rozpadającą się na kawałki fabułę, są wstanie uratować nietuzinkowe postacie. Niestety u Haratischwili ich brak. Autorka kreuje swoich bohaterów trochę zbyt jednostajnie. Kobiety są silne, twarde, a nawet bezwzględne. Dumnie kroczą przez życie, mimo często bardzo dramatycznych zawirowań losu. To one dźwigają całą historię rodziny. Mężczyźni natomiast okazują się słabymi, niedoskonałymi stworzeniami, o małej odporności i słabej psychice.

Ósme życie jest dobrym czytadłem na długie zimowe wieczory, jednak nie na tyle udanym, by wzbudzić w czytelniku chęć przeczytania drugiego tomu.

Wydawnictwo Otwarte, 2016


(Visited 366 times, 1 visits today)