Paulina Jóźwik

Strupki

Jeszcze chyba nigdy żaden blurb nie był tak prawdziwy, jak słowa Joanny Bator na okładce powieści Pauliny Jóźwik. Zgadzam się z nimi w pełni. W Strupkach narodziła się pisarka przez duże P.

Jeśli tylko pobieżnie przyjrzymy się fabule Strupków, to okazuje się, że są zupełnie przeciętną powieścią. Ot rodzina jakich wiele, borykająca się ze swoimi wewnętrznymi problemami. Stare waśnie i niewyjaśnione sprawy. Skrywane przez lata sekrety doprowadzają do pęknięć i rozłamów w tej najbardziej elementarnej komórce społecznej. Ich ciężar, choć nieuświadomiony, ma wpływ także na kolejne pokolenia, prowadząc niemal do całkowitego rozpadu rodziny i zerwania więzi. Zdrowa dawka dulszczyzny, z tym że w tym przypadku zwielokrotniona, dotycząca całej wsi, a nie tylko jednej familii.

Historia jakich wiele, zwłaszcza jeśli chodzi o współczesnych polskich prozaików. A jednak coś ją odróżnia od większości utworów pisarzy młodego i średniego pokolenia. Jedną z tych różnic jest wątek choroby Alzheimera, na którą zapada babka głównej bohaterki. Choroba znana od wielu dekad, będąca częstym tematem w literaturze i kinie światowym, na naszym rodzimym podwórku występujący w ilościach śladowych. A jest to przecież sprawa bardzo aktualna i najprawdopodobniej w przeciągu kolejnych kilku, może kilkunastu dekad, nierozwiązywalna.

Paulina Jóźwik skupia się nie na samej osobie chorej, a jej bliskich, w szczególności wnuczkach, dwóch młodych kobietach, którym u progu dorosłego życia los uwiązał u nogi kamień, jakim jest osoba cierpiąca na Alzheimera. Różnie sobie z tym radzą. Jedna poświęca się opiece nad babcią, druga ucieka, przenosi się do dalekiego miasta. Nie jest to jednak ucieczka przed chorą ani chorobą, tylko przed wspomnieniami, które jedno po drugim znikają z pamięci starszej kobiety. Ich brak, puste, nierozpoznające nikogo spojrzenie ukochanej babci, podważają przeszłość Poli, a tym samym jej istnienie.

Czytając Strupki, zastanawiamy się więc nad tym, co nas definiuje. Czy tylko i wyłącznie nasze czyny, czy też przeszłość? Jeśli tak, to czy będzie to tylko nasza własna historia, czy również zakorzenienia, jakich dokonujemy w życiorysach innych. Czy, to jak nas postrzegają inni, właśnie przez pryzmat tych punktów wspólnych, ma wpływ na to, jacy faktycznie jesteśmy? I co istotniejsze, Jóźwik pisze o tym, jak ważne są nasze korzenie, możliwość opuszczania i powracania do konkretnego miejsca, z którym będziemy się też utożsamiać. Bez tego nie da się prawidłowo funkcjonować.

To, co sprawia, że Strupki są tak wyjątkową powieścią, to sposób, w jaki ją napisano. Jest to debiut książkowy Pauliny Jóźwik, ale nie czuć tego ani trochę. Paulina pisze bardzo delikatnie, z wielką wrażliwością, zarówno na piękno, jak i brzydotę. Jej opisy, choć skąpe, są pełne emocji, a umiejętności portretowania bohaterów, mógłby uczyć się od niej niejeden doświadczony pisarz. To właśnie styl, język i warsztat wznoszą tę powieść na literackie wyżyny.

Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że Strupki są warte uwagi czytelnika. Paulina Jóźwik nie obrzuca nikogo błotem. Nie babrze się w brudach, a przecież byłoby to w pełni uzasadnione. Pokazuje, że o sprawach przykrych można pisać pięknie. Strupki w zasadzie nie są nawet smutne. Wręcz przeciwnie, mają w sobie coś pogodnego, a im bliżej końca powieści, tym bardziej się rozpogadza.

Wydawnictwo Znak


(Visited 143 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.