Marek Górlikowski

Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie

Hanna i Antoni są chyba najbardziej znaną parą małżeńską w kraju. Liczba osób, które znają ich z telewizyjnego programu, czy z alejek wrocławskiego zoo maleje. Coraz więcej osób kojarzy ich tylko ze znęcaniem się nad zwierzętami, którymi powinni się opiekować. Tak przynajmniej przedstawiają to głodne sensacji i chwytliwych tematów media. A jak jest na prawdę?

Niedawna interwencja na posesji Państwa Gucwińskich, w wyniku której odebrano im wychudzonego, zagłodzonego konia, zdaje się świadczyć o tym, że to źli, okrutni ludzie bez wyobraźni. Niektórzy przyjmują tę wersję bez zastanowienia. Inni natomiast wierzą w wyjaśnienia Hanny i Antoniego. Zanim doszło do tego kolejnego skandalu, Marek Górlikowski postanowił zbadać temat i poszukać odpowiedzi na wiele pytań i wątpliwości, które przez lata narosły wokół pary byłych dyrektorów  wrocławskiego Zoo.

Udało mu się zdobyć zaufanie Gucwińskich, i dzięki temu mógł odwiedzić ich w domu i porozmawiać. Czy byli szczerzy w swoich wypowiedziach? Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, ale po lekturze książki trudno wierzyć w ich nieszczerość czy złe intencje, co jednak nie zaprzecza temu, że przynajmniej części zwierząt, którymi się opiekowali prywatnie i zawodowo, wyrządzili krzywdę. Tu jednak należy podkreślić fakt, iż przebywanie w zoo, nawet najnowocześniejszym, nie jest dla zwierząt dobre ani normalne. Choćby miały do dyspozycji największe wybiegi i wspaniałe akwaria, to zawsze będą w więzieniu, ku uciesz zwiedzających i oglądających je ludzi.

Ale do rzeczy. Górlikowski włożył w tę książkę sporo pracy. Nie tylko rozmawiał z jej bohaterami, ale także z byłymi pracownikami i współpracownikami Zoo. Przekopał się przez tony archiwalnych dokumentów, nagrań, wywiadów i artykułów, by dotrzeć do takich smaczków jak zatrudniona w szalecie hrabina, która znalazła tam swój azyl po latach prześladowań przez komunistyczne władze, czy do informacji o rodzicach Hanny i Antoniego. Sama rozmowa z mocno starszymi już osobami, nieukrywającymi, że zostali skrzywdzeni i w związku z tym bardzo pilnującymi swojej prywatności, musiała być także dosyć trudna.

Udało się Górlikowskiemu napisać książkę ciekawą, wciągającą, przy której uwaga czytelnika pozostaje niezmiennie na wysokim poziomie. Dla pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków i starszych jest to także książka w jakimś stopniu nostalgiczna. Zwłaszcza dla mieszkańców Wrocławia i odwiedzających tamtejsze zoo, którzy w ten sposób mogli na moment przenieść się w czasie i znów wędrować alejkami, jedną dłonią trzymając watę cukrową a drugą któreś z rodziców za rękę.

Jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy Państwo Gucwińscy zostali słusznie ukarani, czy nie, nie znajdziemy jednak w książce Górlikowskiego. Przytaczanego przez niego wypowiedzi byłych pracowników, krytykujące jak i chwalące kontrowersyjną parę, w większości nie są podparte konkretnymi dowodami. Niektóre wskazuje na zwykłą zawiść i zemstę, jak w przypadku jednego z pracowników, który pisywał do gazety o pracy w zoo, często ją krytykując, za co został z pracy zwolniony. Głośna historia więzionego w klatce niedźwiedzia, o którym władze miejskie dowiedziały się na dwa lata przed wybuchem afery, pokazuje, że potrzebna była zmiana Zoo w dochodowy biznes, i złożono ofiarę z dwóch, a nie jednego kozła ofiarnego.

Cała ta afera ma zdecydowanie dużo głębsze dno, a może nawet kilka den, z których jednym na pewno są grube pieniądze. Jak chociażby te, stracone przez Zoo podczas kampanii wyborczej Schetyny i Dutkiewicza, w którą to zostało zaangażowane, o których dzisiaj Schetyna oczywiście nie pamięta. Historia życia i kariery Państwa Gucwińskich, pokazuje jak w Polsce źle zarządzano i wciąż zarządza się w tej i innych sferach publicznych. Tu znów powraca jak bumerang skandal z niedźwiedziem, który wraz z matką i rodzeństwem trafił do wrocławskiego Zoo w wyniku nieprzemyślanych, głupich decyzji i zaniedbań władz.

Do Zoo, jak i do cyrku, nigdy nie lubiłem chodzić, choć parokrotnie to wrocławskie odwiedziłem. Dziś jest to prężnie działająca spółka. Bilety podrożały znacznie, przez co wizyta w zoo stała się drogą, ekskluzywną rozrywką. Czy dzięki temu zwierzętom żyje się w nim lepiej? Wątpię.

Państwo Gucwińscy pozostaną dla mnie jednak legendą, mimo wszystko pozytywną. Ze stron tej książki, sposobu, w jaki Marek Górlikowski pisze o dyrektorskiej parze, wnioskuję, że dla niego też pozostaną wciąż ważni. Nie ocenia ich. Podchodzi z szacunkiem do tego czego dokonali, a do tego, co im się zarzuca, z dystansem i współczuciem. Biografia ta niewiele wnosi, praktycznie niczego nie wyjaśnia, ale za to porządkuje chaos faktów i półprawd. Wskazuje, że nie wszystko jest tak jednoznacznie czarne i białe, że ktoś mógł wiele zyskać, kładąc głowy Hanny i Antoniego pod topór opinii publicznej. Górlikowski nie narzuca czytelnikowi konkretnej opinii. Pozwala myśleć i wyciągać własne wnioski. Ważna, ciekawa i świetnie napisana książka.

Znak, 2021

(Visited 61 times, 1 visits today)

2 osoby skomentowały “„Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie” – Marek Górlikowski – recenzja

  1. Na pewno sięgnę po tę książkę! Ostatnią przeczytaną przeze mnie pozycją dotyczącą ogrodów zoologicznych i stosunku człowieka do przyrody był „Dobry wilk”. Z recenzji wnioskuję, że historia państwa Gucwińskich została opowiedziana w podobny sposób.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.