N.K. Jemisin

Piąta pora roku

Pomysł na świat przedstawiony w trylogii N.K. Jemisin może zachwycać. I udaje się to pisarce do momentu, gdy uświadomimy sobie jak wiele w nim zapożyczeń z innych dzieł literatury fantasy i SciFi, a także z kina.

Wszystko wskazuje na to, że ów świat to bardzo daleka przyszłość dzisiejszej Ziemi. Majaczące na horyzoncie ruiny wielkich budowli, pozostałości po pradawnej cywilizacji, skupiska ludzkie w postaci lepiej lub bardziej chronionych wspólnot i ogromne pustkowia, przemierzane przez wędrowców, ewentualnie ludzi nieprzynależących do żadnej wspólnoty. Można odnieść wrażenie, że to kontynuacja przygód Mad Maxa. Szkoła dla górotworów przywodzi na myśl najsłynniejszą szkołę w literaturze fantasy, a mianowicie Hogwart. Wykorzystywanie wadliwych żwirów jako naturalnych systemów ochrony przed trzęsieniami ziemi, podłączanie ich na stałe do wyszukanej maszynerii, to znowuż motyw zaczerpnięty z filmu Raport mniejszości. Główna bohaterka natomiast i wszystkie jej wcielenia, to żeńska wersja Geda z Ziemiomorza. W zasadzie różni ich tylko płeć i rodzaj nadprzyrodzonych zdolności.

Zbyt odtwórcze podążanie za mistrzami gatunku prowadzi do schematyczności i nudy. Fabularnie Piąta pora roku także nie zaskakuje czytelnika. Essun wędruje w poszukiwaniu córki, po drodze gromadząc swoja „drużynę pierścienia”, i w zasadzie nic się nie dzieje. Raz czy dwa wybuchnie jakiś wulkan, obudzony mocą któregoś z bohaterów, albo też jakaś plująca lawą góra zostanie uśpiona, ewentualnie ktoś popada w obłęd, czy też zostaje opętany, i mówi nie swoim głosem. Po miedzy tymi punktami w narracji, Essun i jej młodsze wcielenia oraz pozostałe postaci snują się i z braku innego zajęcia urządzają sobie orgietki.

Piąta pora roku jest powieścią na wskroś feministyczną, i to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Fakt, że pierwsze skrzypce grają tutaj kobiety, nie jest ani trochę problem. Niestety mamy tu do czynienia niemal z samymi kobietami, a nieliczni mężczyźni są gejami, bardziej kobiecymi niż kobiety, biseksualni, transwestytami, a jeśli już są męskimi facetami, to bezbarwnymi, stanowiącymi jedynie osobowe tło. Kobiety natomiast są oczywiście mocarne, samodzielne, strzelają z kuszy, to one żądzą i stają przed odwiecznym problemem: dziecko czy praca i przygody. Przesada w żadną ze stron nie jest wskazana, a Jemisin okrasza ją jeszcze swoimi niecodziennymi fantazjami seksualnymi i, jak stereotypowa feministka na manifestacji, szokuje kutasami, fiutami i rżnięciem do nieprzytomności.

Można  u Jemisin  znaleźć nawiązania do sytuacji osób czarnoskórych, niewolnictwa, rasizmu i strachu przed odmiennością. Są one wyraźne, chwilami wręcz toporne, podane wprost na talerzu. To jednak tylko puste hasła i stereotypy, bez wniosków i jakiegoś przesłania dla potomnych. To wszystko, w połączeniu z wtórnością pisarki, jej niekonsekwencją w tworzeniu zaludnionego przez roggi i zjadaczy kamieni świata skutecznie zniechęca do sięgania po dalsze tomy.

Wydawnictwo SQN, 2017


(Visited 58 times, 1 visits today)