Pięć książek, których nie przeczytam po raz drugi

Są takie książki, bywa że nawet wybitne, kultowe, poważane i cenione przez krytyków i miłośników literatury, których nie chce się czytać po raz drugi. Najlepiej by zniknęły z naszego życia, i nigdy więcej nie wracały. Każdy ma taką listę, dłuższą lub krótszą. Oto moja. Pięć książek, których nie przeczytam po raz drugi.

1.Umerto Eco „Imię Róży”

Kultowa, głośna i uwielbiana przez rzesze czytelników powieść, której nie trawię jak mało której. Lektura jej zajęła mi równy miesiąc, i był to miesiąc stracony.  Opowieść o mnichach i zbrodni popełnionej w znajdującym się na odludziu klasztorze, niczego nie wniosła w moje życie. Nie dała do myślenia, nie odpowiedziała na pytania, a rozmiłowanie autora do opisywania słabości, grzeszków i mrocznego świata duchowieństwa graniczy z perwersją.

2.Gunter Grass „Blaszany bębenek”

Najsłynniejsza powieść Grassa to specyficzne dzieło. Nie mogę powiedzieć że podobała mi się albo że było odwrotnie, ale wciągnęła mnie tak bardzo, że nie mogłem się od niej oderwać. Powieść jest bardzo ciekawa pod względem opisywanych realiów przedwojennego Gdańska, czasów wojny i powojennych, ale jednocześnie jest lekko obleśna, ze względu na głównego bohatera i jego przypadłość, oraz jego ekscesy w dorosłym życiu. Dziś niewiele pamiętam z przygód głównego bohatera, ale gdzieś po głowie kołaczą się sceny łóżkowe z nim w roli głównej. Należę do tych osób, w których kopulujące karły wzbudzają odrazę,  a że mam bujną wyobraźnię, sami rozumiecie. No i ta scena z łowieniem węgorzy na odcięty koński łeb. Brrrr.

3.Elżbieta Cherezińska „Korona śniegu i krwi”

Nie pojmuję uwielbienia jakim tę panią darzą czytelnicy. Kilkakrotnie podchodziłem do lektury tej powieści, i dopiero za którymś razem udało mi się dobrnąć do końca, i to tylko dla tego że był to prezent. Jawne wzorowanie się na „Grze o Tron”, rzucające się oczy najbardziej w konstrukcji. Nierealistyczne i nieadekwatne do czasów i konwencji zachowania, rozmowy, język bohaterów. No gdzieżby książę z wczesnego średniowiecza spotykał się po nocach z kumplami na ustawki i bluzgał jak dzisiejszy blokers? Ten, i wszystkie pozostałe tytuły, które wyszły spod pióra pani Elżbiety, są zwyczajną grafomanią.

4. Simone de Beauvoir „Pewnego razu w Moskwie”

Ta krótka powiastka, w zasadzie nowela, była moim pierwszym spotkaniem ze słynną skandalistką i pisarką. Myślę też że ostatnim. Autorka porusza w niej wiele istotnych spraw. Ukazuje ona czytelnikowi dwa odmienne sposoby postrzegania świata, męski i kobiecy, nie skupiając się jednak tylko i wyłącznie na różnicach miedzy nimi, ale wskazując też podobieństwa. starość, o której istnieniu boleśnie przekonują się bohaterowie powieści podczas wędrówek po Moskwie. Zarówno Nicole jak i Andre zmagają się z ograniczeniami, jakie nakłada na nich zaawansowany wiek, nie są na starość przygotowani i godzenie się z przemijaniem przychodzi im z ogromnym trudem. Mimo to proza Beauvour wieje odstręczającym chłodem, przypomina zimne, pozbawione uczuć obserwacje naukowców czy lekarzy.

5. Teodor Parnicki „Trzy minuty po trzeciej”

Powieść kryminalna przedwojennej gwiazdy polskiej literatury. Akcja rozgrywa się w Chinach w latach dwudziestych minionego wieku. Dwóch przyjaciół przypadkiem zostaje wmieszanych w porachunki Japońskiego i Chińskiego wywiadu. Fabuła jest szyta grubymi nićmi, i tak sztuczna, że miejscami lepiej wypada nawet „Moda na sukces”. Do tego archaiczny język i styl pisania, i spora dawka propagandy mogą doszczętnie obrzydzić tę powieść.