„Pismo. Magazyn opinii”

Ciekawych czasopism w polskich salonach prasowych można szukać ze świecą. Jest to tym trudniejsze, że zalewani jesteśmy coraz częściej tytułami na licencjach, które z polską rzeczywistością mają tyle wspólnego, co indyk z listopadem. Są to periodyki słabej jakości, głównie jeśli chodzi o teksty, ale też często graficznie. Mocno przesadzone, przeładowane, biją po oczach i męczą. Są też czasopisma, które po latach przerwy wróciły, i nową formą rozczarowują, oraz takie, które są mniej lub bardziej otwarcie wzorowanych na zagranicznych tytułach. Do tych ostatnich należy nowy miesięcznik „Pismo. Magazyn opinii”.

Wzorowanie się na zachodnich, wielkich i uznanych magazynach, wychodzi nam z różnym skutkiem. „Pismu”, przynajmniej na razie, udaje się to bezbłędnie. A wzór do naśladowania redakcja obrała sobie nie byle jaki, tylko sam słynny „The New Yorker”. Podobieństwa rzucają się w oczy, nawet jeśli mieliśmy sposobność widzieć tylko okładki „nowojorczyka”. Podobne w stylu grafiki na okładce i czcionka tytułu. Dalej jest równie blisko amerykańskiemu starszemu bratu. Prosty, czysty layout, bez zbędnych ozdobników, z przewagą oryginalnej grafiki, i odrobiną świetnych zdjęć. To wielka sztuka zachować minimalizm, a jednocześnie stworzyć coś wizualnie atrakcyjnego dla oka. Wielkie brawa i chapeau bas dla redaktorów, którzy przygotowali makietę i złamali ten numer.

 

Przyglądając się treści „Pisma” również jest bardzo dobrze, chociaż już nie tak rewelacyjnie, jak w przypadku warstwy graficznej. W magazynie znajdziemy ciekawe reportaże, jak przejmujący „Więźniowie czwartego piętra” oraz „Każdy chce być stworzycielem”, a także kilka krótszych, równie ciekawych tekstów, i pouczającą rozmowę  z Haliną Bortnowską. Jest też obecna poezja i proza, w świetnie dobranych proporcjach. Trochę miejsca redaktorzy poświęcili książkom, ale jak dla nałogowca, zbyt mało. Najsłabszą stroną „Pisma” są dwa krótkie komiksy, i przedruk artykułu o Hilary Clinton. Zwłaszcza ten ostatni ciągnie magazyn w dół. Pierwszy numer, i od razu strony zapycha się przedrukiem właśnie z „The New Yorkera”, i to w dodatku dosyć słabym, tendencyjnym, w duchu wszechobecnego „bólu dupy”.  We wstępniaku, naczelny „Pisma”, Piotr Nestorowicz, zastrzega, iż starali się w redakcji unikać pokusy przytłaczania czytelników ciężarem własnych opinii. Niestety nie udało się to. We wstępie do  artykułu o dochodzie gwarantowanym, Jędrzej Malko dosyć wyraźnie przedstawił swoją opinię na temat obecnej sytuacji na polskiej arenie politycznej, w dodatku bez większego związku z resztą tekstu. Przytłoczenia nie ma, ale jest lekka zgaga.

 

Styczeń dobija do połowy. Za wcześnie jest, by orzekać czy „Pismo” to coś wyjątkowego, rewolucja na naszym ryneczku prasowym, czy też nie. Można umieścić je w sferze dobrych postanowień noworocznych, i bacznie się mu przyglądać. Co też zamierzam robić przez najbliższe dwanaście miesięcy.


(Visited 482 times, 5 visits today)