Plagiaty na Lubimy Czytać

Złodziejstwo, bo inaczej nie można tego nazwać, szerzy się na lubianym portalu Lubimy Czytać. Złodziejstwo najgorszego rodzaju, w którym łupem pada twoja praca i własność intelektualna. Mowa o recenzjach i ich perfidnym kopiowaniu przez użytkowników, a następnie wklejaniu jako swoje własne.

 

Padłem ofiara takiej kradzieży. Użytkowniczka kryjąca się pod pseudonimem JuMi, po chamsku, bez najmniejszego starania się nawet o to, by ukryć plagiat, zrobiła kopiuj wklej mojej recenzji, najnowszej powieści Jakuba Małeciego Nikt nie idzie (tekst oryginalnyplagiat). Przyznaję, że gdy tylko to zobaczyłem, zalała mnie krew. Nie wkurzyłbym się tak, gdyby mi ukradziono telewizor, laptop, telefon, czy każdą inną rzecz nabytą. Nie ja je stworzyłem, ja je tylko kupiłem, więc są tylko częściowo moje. Natomiast tekst, recenzji czy jakikolwiek inny, stworzyłem sam od początku do końca. Tekst jej mój w dwustu, a nawet trzystu procentach. Jest częścią mnie, a jego kradzież jest okaleczaniem mnie.

Oczywiście sprawę zgłosiłem do moderatorów LC, a delikwentkę postanowiłem poddać linczowi na Facebooku. Dzięki temu dowiedziałem się, że nie jestem pierwszy, i zapewne nie ostatni. Owa JuMi (JuMi od Jumy? Pasuje jej ten nick), zwędziła recenzję jeszcze co najmniej jednej osobie o nicku Patrissa. Jest też blogerka Kreatywa, którą jakieś trzy tygodnie temu spotkało dokładnie to samo. W tym przypadku złodziejką również okazała się kobieta, a przynajmniej na to wskazuje nick (xLadyInBlack). Niestety LC, mimo przyjęcia zgłoszenia nic z tym fantem nie zrobiło. Skradziony tekst nie został usunięty, a złodziej może sobie dalej do woli kraść. Pod postem na FB o podobnej sytuacji napisała jeszcze Domi Czyta i kilkoro innych książkowych blogerów. A ilu jest takich, którzy nie mają o tym pojęcia, albo zwyczajnie o tym nie wspomnieli?

I co? I nic. LC ma to najwyraźniej w głębokim poważaniu. Liczba opinii o książkach rośnie, nieważne, że zapewne spora ich część to takie właśnie plagiaty, reklamodawcy się zgłaszają, pieniążki wpływają. Co z tym zrobić? Chyba nie wiele możemy. Teoretycznie można zlikwidować konto. Możemy zrobić to, co zrobiliśmy niechcący Naszej Klasie, czyli masowy odpływ użytkowników, aż LC skurczy się w zapomnieniu do rozmiarów niczego. Jaką jednak ma się gwarancję, że kolejny plagiat nie zostanie zaczerpnięty z twojej własnej strony, za którą notabene płacisz? LC przecież tego nie sprawdza. Nie weryfikuje publikowanych opinii w żaden sposób i nawet nie reaguje na zgłoszenia plagiatu.

Mimo wszystko, drogie koleżanki i koledzy po fachu, redaktorzy profesjonalnych portali literackich i recenzenci w czasopismach papierowych, uważnie obserwujcie, co się wyrabia na LC. A jeśli to możliwe, bojkotujcie ów portal. Chyba że w końcu coś z tym zrobią, a pokrzywdzeni doczekają się, chociażby oficjalnych przeprosin. A wszystkich poszkodowanych proszę o kontakt. Piszcie kto, kiedy i przy jakim tekście zrobił Wam coś podobnego. Przysyłajcie zrzuty ekranu. Będziemy piętnować, aż wyplenimy to złodziejstwo.


(Visited 287 times, 1 visits today)