Katarzyna Maniszewska

Podróżnik bez powodu

Okres wakacyjny to teoretycznie jeden z milszych momentów w roku. W praktyce jest jednym z najgorszych. Długo planowany i wyczekiwany urlop mija jak z bicza strzelił, i czeka nas powrót do pracy. Wzmożona harówka za dwoje i troje, bo teraz inni odpoczywają. Łatwo wtedy o depresję. Literatura opowiadająca o czyichś podróżach może być remedium na powakacyjną chandrę. Czy Podróżnik bez powodu Katarzyny Maniszewskiej do nich należy?

Nie. Jedyne co może w nas wzbudzić książka Pani Katarzyny, to irytacja na źle wydane, niewielkie ale jednak, pieniądze. Podróżnik bez wyboru to zbiór jedenastu krótkich opisów podróży do Birmy, Wietnamu, Indonezji, i innych egzotycznych krain. Zdecydowanie zbyt krótkich. Bliżej im do opinii jaką klienci biur podróży zostawiają na stronach internetowych po tym jak wykupiona przez nich impreza dobiegła końca. Ewentualnie można porównać je do wypracowań pisanych na początku roku szkolnego, których tematem były minione wakacje.

Zamiast wyczerpujących i wciągających reportaży z podróży, czytamy dosyć pobieżne streszczenie tego co można i warto zobaczyć w danym miejscu. Dosłownie. „Byłam tu i tam, zobaczyłam to, to i tamto. Największe wrażenie zrobiło na mnie tamto. Tu było strasznie syfiasto, tam trochę mniej. Wypiłam piwo. Zapaliłam. Poznałam kogoś i mieliśmy trochę fajnych przygód. Napiliśmy się. Zapaliliśmy”. Skutkiem czego jednej miejscowości, wyspie, parkowi poświęca średnio trzy strony, w tym opowiadając równie pobieżnie  o nowych znajomych poznawanych podczas owego podróżowania. Takie pisanie po najmniejszej linii oporu najbardziej kłuje w oczy gdy Katarzyna Maniszewska wspomina o niektórych atrakcjach turystycznych, będących jednocześnie wyjątkowymi zabytkami, jak na przykład Borobudur w Indonezji. Świątynia nie zrobiła na niej wrażenia, gdyż widywała już podobne. Zwiedziła z zaciekawieniem, robiąc kilka fotografii, ale żadnej w książce nie umieszczając, a o samej świątyni pisząc ledwie kilka zdań.

Zdjęcia to kolejny problem Podróżnika. W większości nieciekawe, pozbawione głębi, planu, a reszta przeciętna. Ot, zdjęcia które każdy co bardziej ciekawy świata i nieco odważniejszy turysta przywozi co roku z wakacji. Jest ich też zbyt mało, i najczęściej ilustrują to, co akurat zilustrowania nie wymagało. Wiele do życzenia pozostawia również warstwa językowa.  Podróżnik bez powodu odbiega znacznie od tego, czego można by się spodziewać po absolwentce dziennikarstwa, pracującej w zawodzie, mało tego, uczącej kolejne roczniki adeptów tej sztuki. Dosyć skąpe słownictwo, objawiające siew licznych powtórzeniach, i częste wplatanie w tekst anglojęzycznych słów i zwrotów.

Autorka jest miłośniczką podróży, w szczególności tych samotnych i bez planu. Jak możemy przeczytać we wstępie, nie jest w tej materii nowicjuszką. Słowom tym niestety przeczą kolejne strony książki, gdy dowiadujemy się o tym że czegoś zapomniała, że w kraju muzułmańskim publicznie piła i obściskiwała się z mężczyzną, że w nocy, samotnie wybrała się na wulkan itp. itd. Totalnym absurdem, i szczytem hipokryzji było rozpisywanie się, słusznie, nad bestialstwem obdzierania ze skóry żywego psa, którego potem przyrządzano w potrawie. Kilka stron dalej Maniszewska z dumą pisze iż zjadła bijące jeszcze serce Kobry. Czym różni się cierpienie bestialsko mordowanego psa, od cierpienia równie bestialsko mordowanej Kobry?

Podsumowując, jeśli komuś marzy się przedłużenie urlopu, albo ktoś planował spędzić urlop z ciekawą podróżniczą lekturą, nie ruszając się z balkonu, lub działki, to Podróżnik bez powodu nie będzie dobrym wyborem. Nie miałem okazji czytać innych książek autorstwa Katarzyny Maniszewskiej, na przykład „Terroryzm a media”, i wierzę w to że to świetna książka, ale dziennikarstwo podróżniczy to nie jej bajka. Dziwi tylko fakt że „Poznaj Świat”, który nigdy nie zhańbił się przeciętnym tekstem i słabymi zdjęciami, objął patronat nad Podróżnikiem bez powodu.

Wydawnictwo Sorus, 2016

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 34 times, 1 visits today)