Robert Macfarlane

Podziemia. W głąb czasu

Nie ma chyba bardziej aktualnej i uniwersalnej książki niż Podziemia Roberta Macfarlaine. Autor, pisarz i podróżnik ekstremalny, wędruje w nietypowe zakątki świata, dla większości niedostępne i nieznane z różnych powodów. Zagląda pod powierzchnię naszej planety.

Olbrzymie podziemia Paryża, w których można natknąć się na wystające z sufitu ludzkie kości, przebijający się stary cmentarz, oraz gwarną jaskinię, przypominającą bardziej oryginalny pub w centrum miasta. Kopalnia pod dnem morskim, która przywodzi na myśl scenografie z niepokojących filmów SciFi, gdzie znajdziemy także laboratoria, w których badana jest czarna materia. Słoweńskie jaskinie, świadkowie i pomniki zbrodni popełnianych w dwudziestym wieku czy wreszcie grenlandzkie lodowce i ich tajemnice. Tak prezentuje się trasa, jaką dzięki Macfarlaine możemy przejść, nie ruszając się z leżaka w ogrodzie.

Robert Macfalraine jest niezwykle utalentowanym człowiekiem. Posiada wiele darów, a najważniejszym z nich jest ciekawość świata. Interesuje go dosłownie wszystko i, jak widać po rozmiarach Podziemi, nie są one jedynie chwilowymi, pobieżnymi. Ta wszechstronność ma wpływ na jego umiejętność opowiadania. O trudnych, często niezrozumiałych tematach, jak chociażby zaawansowana fizyka, opowiada w prosty sposób, trafiając nawet do najbardziej zatwardziałych przeciwników nauk ścisłych.

Co jest najpiękniejsze w Podziemiach, to ukazanie uniwersalności wszelkich dyscyplin naukowych. Te ścisłe, fizyka, chemia, matematyka, geologia i wszelkie jej odmiany, łączą się z literaturą, historią, naukami społecznymi. Przenikają się wzajemnie, jedne wynikają z drugich i nie mogłyby istnieć bez siebie nawzajem. Dotyczą też wszystkich aspektów życia. Właściwie to Macfalraine nieświadomie odkrył to, czego naukowcy i filozofowie szukają od dawna, a co było na wyciągnięcie ręki. Wyjaśnienie teorii wszystkiego, którym jest po prostu życie, świat i jego ciekawość. Znajdziemy tu także dowód na to, że rośliny są inteligentne i czują, co będzie argumentem dającym przewagę w niejednej słownej potyczce z wegetarianami.

Podziemia oprócz wielkiej satysfakcji i przyjemności płynących z lektury, wnoszą w naszą codzienność również odrobinę niepokoju i smutku. Gdy wędrujemy wraz z autorem przez kolejne kopalniane korytarze, pojawia się refleksja nad tym, co po nas zostanie i jak nas będą widzieć kolejne cywilizacje. Już samo dopuszczenie do siebie myśli o tym, że naszą cywilizację zastąpi inna, stworzona przez postludzi, sprawia, że ciarki przechodzą po plecach.

A dalej wcale nie jest lepiej. W słoweńskich jaskiniach pełnych pozostałości po pierwszej i drugiej wojnie światowej, świeżo wydrapanych swastyk i śladów współczesnej wojny ideologicznej, niełatwo jest nie myśleć o tych wszystkich ludziach, którzy ponieśli tam śmierć. W trudno dostępnej norweskiej jaskini, gdzie odkryto prehistoryczne malunki, smutek budzi świadomość, że przetrwały one tysiące lat, a teraz, w wyniku działalności potomków tych pierwotnych malarzy, mogą zniknąć z powierzchni ziemi w przeciągu kilku dekad. Pobyt na Grenlandii, topniejące lodowce i to, co się z nich wytapia, uzmysławiają nam, jak szybko te zmiany następują, oraz że mogą być źródłem jeszcze wielu podobnych, albo gorszych, bałaganów, jak ten obecny, koronawirusowy.

Zdziwienie budzi niefrasobliwość autora, żeby nie napisać nieodpowiedzialność. Kilkakrotnie wspomina o tęsknocie za dziećmi i chęci objęcia ich opieką, jednocześnie dość mocno ryzykując podczas samotnej wyprawy w niesprzyjających zimowych warunkach norweskich gór. Innym znów razem przytacza opowieści o wytopionych z lodowca ciałach reniferów padłych na wąglika, o toksycznych substancjach zamrożonych kilkadziesiąt lat temu, a potem pije wodę z roztopionego lodowca. Nie ma to jednak wpływu na jakość i wartość książki. Podziemia czyta się wybornie. To prawdziwa uczta dla ducha i umysłu, pozwalająca choć na chwilę opuścić swoją oklepaną, przepatrzoną codzienność.

Wydawnictwo Poznańskie, 2020

(Visited 522 times, 1 visits today)

3 osoby skomentowały “„Podziemia. W głąb czasu” – Robert Macfarlane – recenzja

  1. Ciekawa recenzja, zachęcająca do przeczytania książki. Trochę tylko dziwna ta uwaga o wegetarianach, poczułam, że muszę się do niej odnieść 🙂 Jako wegetarianka bardzo szanuję świat roślin i wiem (trochę intuicyjnie), że rośliny mogą odczuwać pewien dyskomfort i pewien rodzaj „niepokoju” dlatego zawsze staram się obchodzić z nimi delikatnie. Różnica pomiędzy florą i fauną polega między innymi na odczuwaniu bólu. Ewolucja stworzyła ból jako sygnał do ucieczki i wyposażyła w niego te stworzenia, które mogą się w nią rzucić. To tu wegetarianin stawia linię, choć gdybym miała wybór podziwiałabym świat roślin bez eksploatowania go 🙂
    Pozdrawiam

  2. oczytnay facet mówi :

    Lubię jeść mięso jak i warzywa. Uważam że spożywamy go zbyt dużo i powinniśmy to ograniczyć, nie zabijać dla przyjemności. Jednak całkowitego odrzucenia mięsa czy też zwierzęcego białka, z powodów innych niż zdrowotne, nie rozumiem. Pozostając przy ewolucji. Tak, masz rację, ale ta sama ewolucja ukształtowała nasze organizmy, układ pokarmowy tak by mógł trawić mięso i zęby, by mogły je rozgryzać i rwać na kawałki. Idąc dalej, jeśli traktujemy siebie, ludzi, jako nierozerwalną część ekosystemu, natury, to czemu mamy się zachowywać inaczej niż inni jego członkowie? Jesteśmy drapieżnikami, a inne drapieżniki nie zastanawiają się czy sprawiają ból i czy to etyczne jeść mięso i zabijać w tym celu. I jeszcze jedna myśl. Skoro już teraz wiadomo, że rośliny odczuwają coś, że się komunikują, że opiekują się swoimi krewnymi, a wciąż wiele pozostaje tajemnicą, może kiedyś okazać się że odczuwają także ból. I czy zimowa hibernacja nie jest w ich wykonaniu jakimś rodzajem ucieczki przed trudnymi warunkami?

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.