Poeci, których lubię czytać

Z poezją,  mimo iż sam ją kiedyś pisałem, a czasem zdarza się jeszcze i teraz, nigdy nie było mi po drodze. Ten rodzaj abstrakcji, jaki towarzyszy piszącemu poecie, i czytelnikowi, zachwycającemu się wierszami, jest mi obcy. Mając przed sobą wiersz, najczęściej widzę tylko kartkę zadrukowaną kilkoma słowami. Czasem jednak, bardzo rzadko, trafiam na taki wiersz, który jak drzazga wbija się pod skórę, i zostaje tam na długo. Takich drzazg trochę już nazbierałem, i w większości ich twórcami jest ta czwórka.

1. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Przez długie lata Maria Pawlikowska – Jasnorzewska była jedyną poetką, którą czytałem. Jej wrażliwość, uczuciowość, sposób patrzenia na świat, na szczegóły i detale, niezauważalne dla innych, są mi bliskie. Czytając jej wiersze, zawsze czuje się radość życia, a w sercu delikatny powiew wiosny. Jest w nich też, niemal namacalna, wielka i niespełniona namiętność. Nie tylko skierowana do ludzi, ale także do miejsc. Do poezji Pawlikowskiej świetnie pasuje jazz. Najlepiej w wykonaniu Kuby Stankiewicza.

2. Emily Dickinson

Poezja w wykonaniu Emily Dickinson jest  sezonowa. Przez swój dosyć ciężki bagaż emocjonalny, jest trudna do czytania. Wiosną, latem aż nie chce się po nią sięgać. Jesień i zima to najlepszy czas na czytanie Dickinson, ale tylko przy sprzyjającym stanie ducha. Bardzo łatwo popaść w melancholię. Dickinson pisała o małych rzeczach, o codziennym życiu, łącząc taką tematykę z egzystencjalnymi rozważaniami nad przemijaniem. Dużo w tych wierszach jest smutku, rozczarowania, zawiedzionych uczuć i cierpienia. Poetce nie brakowało jednak swoistego, podszytego gorzkim sarkazmem, poczucia humoru. Nie wszystko co napisała oddziałuje na czytelnika z równą mocą. Część wierszy pozostaje dla mnie tylko słownym tworem, pozbawionym znaczenia. Te które do mnie przemawiaj, trafiają z chirurgiczną precyzją w najczulszy, ten najwłaściwszy punkt.

 

3. Elizabeth Bishop

W tym niewielkim gronie Elizabeth Bishop jest najmniej znana polskiemu czytelnikowi. Jedna z najważniejszych poetek anglojęzycznych XX wieku. Pisała także powieści, parała się tłumaczeniami, i bardzo dużo podróżowała. Laureatka Nagrody Pulitzera. Trafiłem na nią przypadkiem, oglądając film „Siostry” z Toni Colletet, Cameron Diaz i Shirley McLaine. Postać grana przez Diaz, odczytuje w jednej ze scen wiersz Bishop („Ta jedna sztuka”), który z miejsca mnie oczarował. Poszukiwania, które nastąpiły potem, przyniosły mizerny skutek. Niewiele utworów Bishop jest przetłumaczonych na polski. Kilka wierszy i tekstów niepoetyckich, oraz artykułów na temat poetki, znajdziemy w najnowszym numerze „Literatury na świecie”.

Poezja Bishop przypomina malarstwo ekspresjonistyczne. Jest bujna i wielobarwna, a wszystko co w niej przeczytamy za pierwszym i drugim razem, nie jest tym, czym okazuje się być podczas kolejnych spotkań z wierszami. Elizabeth Bishop wymaga od czytelnika maksimum skupienia, by odczytać to co w swojej poezji ukryła.

 

 

4. Jakobe Mansztajn

Jakobe Mansztajn jest dla mnie wielkim, pozytywnym zaskoczeniem. Jak większość, znałem go jako połowę duetu Make Life Harder, czyli trochę złośliwca, trochę pajaca, którego teksty świetnie się czyta na głos podczas imprez zakrapianych alkoholem. A tu proszę, liryczna strona, i na dodatek trafiająca w gust takiego poetyckiego laika, jak ja. Jakobe Mansztajn jako poeta balansuje pomiędzy dosłownością a niedopowiedzeniem. To one, te niedopowiedzenia, i puenty, które walą obuchem w łeb, są największą zaletą wierszy pisanych przez Jakobe Mansztajna.


(Visited 79 times, 1 visits today)