Iwona Kienzler

Prowokatorka. Fascynujące życie Marii Dąbrowskiej

Maria Dąbrowska, dziś kojarzona głównie z obszerną lekturą szkolną, swego czasu była jedną z najjaśniejszych gwiazd polskiej literatury. Żyła i tworzyła jak celebrytka. Była niezwykłą kobietą, wyprzedzającą swoją epokę o całe dekady, jeśli nie wiek. Z powodzeniem mogłaby usadzić w miejscu niejedną, współczesną wyzwoloną kobietę, wciąż pozostając prawdziwą damą.

Recenzując Prowokatorkę Iwony Kienzler, najlepiej zacząć od zalet książki. A właściwie jednej zalety, gdyż biografia Dąbrowskiej ma tylko jedną. Otóż autorka, opisując koleje życia znakomitej pisarki, wspomina też o faktach historycznych, raczej dzisiaj zapomnianych. Chociaż biorąc pod uwagę dwukrotne przeniesienie przez Kienzler Wrocławia z Dolnego na Górny Śląsk, nie można być pewnym czy i inne wydarzenia nie zostały przeinaczone.

Nie wiadomo do jakiego czytelnika Iwona Kienzler skierowała Prowokatorkę. Autorka często wyjaśnia oczywistości, jak na przykład niedziałające telefony i brak komórek oraz Internetu podczas I wojny światowej. Sugeruje to czytelnika bardzo młodego, który nie zna świata pozbawionego tej technologii, i nie jest to dla niego taka oczywistością.  Równie często wspominane są osobistości z przełomu wieków, okresu międzywojennego i  powojennego, które towarzyszyły Dąbrowskiej w różnych życiowych sytuacjach. Brak przy tym wyjaśnień, kim byli i czego dokonali. To zaś wskazuje, że być może pisząc o Marii Dąbrowskiej, Iwona Kienzler widziała dojrzałego odbiorcę, być może nawet pamiętającego opisywane czasy.

Jako autorka już kilku książek biograficznych, Iwona Kienzler ma zadziwiająco ograniczony styl pisania. Szczególnie upodobała sobie zwrot „bohaterka naszej opowieści”, który  nierzadko pojawia się nawet kilkakrotnie na tej samej stronie. Równie często autorka stosuje tak zwany „trzykropek”, mający za zadanie zaskoczyć czytelnika. Przytrafiają się jej także dosyć nieporadne konstrukcje zdań, niebezpiecznie zbliżające się do mowy potocznej, jak „Przegrać wyścig ze śmiercią” czy „Leczenie spacerami na górskim powietrzu”.

Autorka pozwoliła sobie również na wyrażanie własnych opinii na temat przedstawianego świata i  Marii Dąbrowskiej, czego żaden dobry biograf nie powinien robić. Nawet Artur Domasławski, ujawniając wszelkie niechlubne tajemnice swojego mistrza, nie pozwolił sobie na ocenianie jego postępowania.

Wątpliwości budzi sam tytuł,  Prowokatorka Fascynujące życie Marii Dąbrowskiej. Niewątpliwie było ono fascynujące, choć ta niezwykłość gubi się w opisach problemów zdrowotnych, zgonów, odwiedzin u rodziny i pracy zarobkowej. Z pewnością jednak Maria Dąbrowska nie była prowokatorką. Wszystko to co robiła, nie śniło się nawet większości ludziom jej pokolenia. Robiła to jednak, bo tak czuła, a nie dla tego, by wywołać skandal, prowokować. I to bardzo wyraźnie widać na kartach tej książki.

Jak zdradzają liczne przypisy do każdego z rozdziałów, Iwona Kienzler opierała się głównie na dziennikach Marii Dąbrowskiej, z rzadka sięgając po opracowania i biografie dotyczące pisarki. Jeśli więc ktoś chciałby lepiej poznać autorkę „Nocy i dni”, bardziej przypadną mu do gustu owe dzienniki, niż Prowokatorka.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 154 times, 1 visits today)