Ján Púček

Przez ucho igielne (sploty)

To taka życiowa powieść, chciałoby się powtórzyć za pewną pielęgniarką z serialu Zmiennicy. I mielibyśmy rację, gdyż powieść młodego słowackiego pisarza, Jána Púčka, jest jak najbardziej powieścią o życiu.

Przez ucho igielne to ciepły, nostalgiczny i bardzo realistyczny obraz rodziny. Takiej zwyczajnej, zagmatwanej i poplątanej, gdzie nie nikt nie jest ideałem, w której więzy rodzinne są trwałe, nie tylko wśród członków jednego pokolenia, ale także międzypokoleniowo. Obraz, który mógł namalować tylko członek tej familii, gdyż nikt inny nie potrafiłby z taką serdecznością i tkliwością pisać o swoich przodkach i krewnych.

Ján Púček na ledwie trzystu stronach zmieścił prawie stuletnią historię rodziny Jana Hollyego. Powieść rozpoczyna opis powolnego i pięknego procesu umierania jego dziadka. Jest to zarazem przepiękna laurka dla starego człowieka, napisana przez jego wnuka. Następnie autor przenosi nas w czasie do początków minionego wieku, kiedy to na świat przychodzi ów dziadek. Poznajemy jego dzieciństwo, młodość, pierwszą i drugą miłość, tragiczne wojenne losy i wcale nie łatwiejsze czasy powojenne.

Warto zwrócić tutaj uwagę na fakt, że o tych trudnych sprawach Púček pisze lekko, właściwie tylko o nich napomykając. O niechlubnym, acz krótkotrwałym romansie Słowaków z nazistami w czasie wojny, prawie nie ma tutaj słowa. Lata spędzone przez Jana w więzieniach i obozach, gdzie trafił za swoją konspiracyjną działalność, również są tylko ledwie wspomniane. Jakby to była tylko przerwa w prawdziwym życiu. Czasy szalejącego komunizmu i wiążące się z tym problemy, także wydają się nieważne, w odniesieniu do tego, co dla bohaterów powieści było istotne. A jest nim właśnie życie, które trzeba przeżyć najlepiej jak się potrafi.

A jest ono nieprzewidywalne. Wydawałoby się, że to frazes oklepany jak żaden inny, ale jak często o tym zapominamy, zatopieni w monotonii lub całkowicie pewni niezmienności naszego losu. Jest jak ta nić, którą trudno nawlec przez ucho igielne, a potem plącze się i supła, by w efekcie ukazać wzór, którego się nie spodziewaliśmy.

Przez ucho igielne jest też powieścią o przemijaniu. O przemijaniu ludzi, którzy zawsze, bez względu na wiek, odchodzą za szybko. Ponad osiemdziesięcioletni Jan na początku powieści nie może doczekać się śmierci, ale gdy ta faktycznie się zbliża budzi się w nim pragnienie, by doczekać jeszcze chociaż jednego sierpnia, jednego winobrania i jednych świąt. To także opowieść o czasie i o tym, że wszystko zostaje za nami. Tragedie i trudne momenty, wielkie radości i uniesienia z czasem blakną.

Urocza, wzruszająca proza, która przywołuje z pamięci czytającego jego własne wspomnienia dzieciństwa i młodości. Niezwykłych, magicznych odwiedzin w domu dziadków, snutych w nieskończoność i często powtarzanych opowieści, pierwszych miłości i łez, dawnych, ukwieconych majów i ciepłych, lipcowych wieczorów.

Książkowe Klimaty


(Visited 69 times, 1 visits today)