Riku Onda

Pszczoły i grom w oddali

Pisanie o muzyce jest trudne i dla pisarza niebezpieczne. Jeśli uda mu się uchwycić to, co coś, czym muzyka nasącza naszą codzienność i właściwie to opisać, jest pełen sukces. Jeśli zaś coś nie wyjdzie, autor karku, ani niczego innego nie złamie, ale stworzy coś suchego, bezbarwnego i równie nudnego, jak zapis nutowy dla przeciętnego człowieka.

Riku Onda ze swoją powieścią Pszczoły i grom w oddali niestety realizuje ten drugi scenariusz. Według opisu powieść japońskiej pisarki miała poruszać i oczarowywać w warstwie muzycznej, jak i fabularnej. Ani jedno, ani drugie się nie sprawdza.

Muzyka klasyczna nie trafia do szerokiego grona odbiorców. Uprawiających ten gatunek sztuki ludzi jest jeszcze mniej. To bardzo wąskie, elitarne i specyficzne środowisko, w którym wyjątki, takie jak nasz Jakub Józef Orliński, potwierdzają tylko regułę. A przynajmniej tak to widzą laicy, i tak to przedstawiła Riku Onda.

Karty jej powieści zapełniają głównie Azjaci, Japończycy, Chińczycy, Koreańczycy. Wszyscy jak skrojeni od jednego szablonu. Jakże mogłoby być inaczej, skoro wszystkie konkursy fortepianowe są przez nich zdominowane? Przedstawiciele świata zachodniego to w zasadzie również Azjaci, dzieci mieszanych małżeństw, a jedyny biały człowiek w tym towarzystwie to Rosjanin, choć jego postawa, sposób bycia i zachowanie są równie japońskie, jak ceremonia parzenia herbaty.

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby autorka zechciała wpleść w powieść, choć odrobinę życia. Bohaterowie spotykają się na kolejnych przesłuchaniach, przeżywają występy koleżanek i kolegów, a także swoje własne. Analizują je, a słuchając tych najlepszych, widzą obrazy inspirowane tymi wykonaniami, których czytelnik niestety nie jest w stanie ujrzeć. Nieliczne retrospekcje sprawiają, że akcja powieści nabiera trochę rumieńców, ale nie wystarcza to, by do niej przekonać czytelnika.

Kto poznał, choć w niewielkim stopniu literaturę japońską, ten stwierdzi, że to przecież normalne i typowe, takie wałkowanie w kółko tego samego tematu i oglądanie go ze wszystkich możliwych stron. Prostota, powtórzenia i pozorne banały, wygłaszane bardzo poważnym tonem, skrywające między słowami wielką mądrość. Tylko że, w Pszczoły i grom w oddali to są naprawdę banały. Prozie Ondy daleko do mistrzów takich jak Kenzaburo Oe, Kawabata Yasunari czy Akutagawa Ryunosuke, którzy pozostając bardzo japońscy, tworzyli piękne, wieloznaczne utwory, zachwycające także nas, Europejczyków.

Powieść Riku Ondy przypomina bardziej mangę, i to w najbardziej pulpowym stylu. Śledząc poczynania bohaterów, miało się momentami wrażenie, iż czytamy coś w stylu Kapitana Tsubasy czy Ataku Aniołów, tylko że zamiast piłkarzy i siatkarek mamy do czynienia z muzykami. Autorka próbuje też tworzyć jakieś napięcie między uczestnikami konkursu i jurorami, równie udane, jak te w rysowanych na akord, wielotomowych mangach.

Kwestia muzyczna, jak już wspomniano wcześniej, również pozostawia wiele do życzenia. Nie pada tu zbyt wiele fachowych terminów, a właściwie to prawie żadne. Onda nie zagłębia się również w techniczne detale opisywanych występów, choć fragmenty poświęcone kolejnym uczestnikom konkursu i ich interpretacjom klasycznych utworów są dosyć obszerne. Dużo w nich wodolejstwa i egzaltacji bohaterów.

Nie spisując Pszczoły i grom w oddali całkowicie na straty, trzeba przyznać, że kilkakrotnie można wciągnąć się w fabułę, zatracić się. Momentów tych jest jednak tyle, że spokojnie policzymy je na palcach jednej dłoni. Z raz czy dwa, autorka stawia pytania, na które powinniśmy sami odpowiedzieć. Nie są to jednak pytania z rodzaju tych, które, po dogłębnym namyśle i udzieleniu odpowiedzi zmienią świat, czy chociażby jego cząstkę. Dla zachodniego czytelnika będzie to raczej powieść niezrozumiała, bezsensowna, zbyt nudna. Być może jednak jakiś pianista czy skrzypaczka zachwycą się nią, odnajdując w niej coś z siebie, czego szczerze życzę autorce.

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2020


(Visited 89 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.