Radosław Lewandowski

Wikingowie. Wilcze dziedzictwo

Radosław Lewandowski jest dobrze znany polskiemu fantastycznemu fandomowi, zwłaszcza tym pochodzącym z Płocka, gdyż właśnie tam powstał Płocki Klub Fantastyki „Elgalh’ai”, którego jest współzałożycielem. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, na stałe związał się jednak z literaturą. Jest autorem powieści „Yggdrasil Struny Czasu” oraz space opery „Yggdrasil Exodus”, i wielu opowiadań. Z zamiłowania historyk, zafascynowany okresem zwanym „złotym wiekiem wikingów”. I właśnie w tych czasach osadzona jest akcja jego najnowszej książki Wikingowie. Wilcze Dziedzictwo. 

Europa drugiej połowy X wieku. Głównymi bohaterami powieści są Wikingowie. Choć autor wyróżnił kilkoro z nich, czyniąc z nich narratorów, lub punkt zaczepienia dla narratora trzecioosobowego, to przez karty książki przewija się tylu dzielnych skandynawskich wojowników, że trudno jest wybrać tego, który wysuwał by się na pierwszy plan. Wikingowie w ogóle są bardzo zaludnioną powieścią, bowiem tłumnie galopują przez nią Muzułmanie okupujący tereny dzisiejszej Hiszpanii, i różnej maści rycerze zakonni i księstw Półwyspu Iberyjskiego.Takie małe pomieszanie z poplątaniem, zwłaszcza zmiany w sposobie prowadzenia narracji z trzeciej osoby na pierwszą, wprowadzają trochę zamętu, co utrudnia przyswajanie treści.

Powieść rozpoczyna ucieczka Oddiego Asgotssona przed watahą wilków. Chłopak odłączył się od swojej grupy,  wędrującej do władcy Norwegii z ważnym poselstwem od Eryka Zwycięskiego, i ledwie uchodzi z życiem. Wilki uciekają w popłochu gdy chłopak wbiega w sam środek kamiennego

kręgu ku czci Jormunganda, smokowęża z Midgardu, tym samym zostając sługą potwora. Szybko odnajduje poselską grupę, której przewodzi jego ojciec, Asgot z Czerwoną Tarczą, krewny Eryka. Splot wydarzeń sprawia że poselstwo nie zostaje wypełnione, a Assgot nie ma innego wyjścia jak zdradzić swoich rodaków i przystąpić do spisku przeciwko Erykowi. Prowadzi to do krwawej wojny domowej. Na ziemiach objętych konfliktem pojawiają się posłowie odległego Królestwa Leon, borykającego się z najazdem Muzułmańskich wojsk, chcących podbić cały Półwysep Iberyjski. Poselstwem dowodzi Ramiro Mendez, młody i dzielny wojownik. Wysłannicy Króla Leonu  przybywają z prośbą o wsparcie w obronie przed islamską powodzią. Dzielni rycerze z południa przyłączają się do walki ze zdradzieckimi siłami wroga, tym samym zaskarbiając sobie przychylność Wikingów. Los jest jednak nieprzewidywalny, i Oddi, Ramiro oraz kilku innych bohaterów zostają rzuceni w odległe rejony świata.

Początkowo lektura Wikingów sprawia niejaką trudność. Pierwsze co rzuca się w oczy to fakt że pisanie nie jest rzemiosłem w którym Lewandowski jest mistrzem. Gładka narracja potyka się dosyć często o drażniące sformułowania jak „Rozmowę, a raczej monolog, przerwał wysoki jasnowłosy wojownik […]” lub „[…] głęboko skrywanymi, ale jednak zniesmaczonymi spojrzeniami”. Dużo większym utrudnieniem w czytaniu jest sam styl prowadzenia narracji. Pomijając już wspomniane przechodzenie od narracji trzecioosobowej do pierwszoosobowej, Lewandowski skupia się głównie na potyczkach, to co dzieje się po między nimi opisując zaledwie w kilku zdaniach. Na przykład  kilkumiesięczny pobyt Asgota i jego podwładnych w Ameryce, zostaje przedstawiony bardzo pobieżnie, bez szczegółów aklimatyzacji i prób stworzenia na obcej ziemi nowego domu, które wielu czytelników na pewno by zainteresowały. Przypomina to streszczenie lektury szkolnej przez ucznia, który pomija opisy przyrody i inne wydarzenia, skupiając się tylko na ekscytujących momentach zwrotnych. Wydaje się jakby akcja rozgrywająca się na przestrzeni wielu miesięcy, trwała ledwie kilka dni. Czytelnik zastanawia się kiedy między bohaterami zdążyły zawiązać się wielkie przyjaźnie i namiętności. W miarę czytania, gdy czytelnik zostaje całkowicie pochłonięty prze opowieść, przestaje się jednak zwracać na to uwagę. Trudno jednak stwierdzić czy styl pisarski poprawił się, czy to interesująca fabuła tak przyciągnęła uwagę.
Wikingowie nie są powieścią której przeczytanie sprawi że następnego dnia obudzimy się w nowym, lepszym świecie, ani też brak lektury nie sprawi że będziemy ubożsi na duchu. To po prostu kawałek świetnej, męskiej prozy. Bardzo przyjemnej rozrywki, z której możemy się też co nieco dowiedzieć o historii. Wiarygodność faktów historycznych, którą autor argumentuje podając spis źródeł po które sięgał pisząc Wikingów, niech oceniają zawodowi historycy. My, w oczekiwaniu na kolejne dwa tomy, cieszmy się dobrą książką.

(Visited 33 times, 1 visits today)