Złatko Enew

Requiem dla nikogo

Powieść Złatko Enewa otwiera nam oczy na to, czego dotychczas nie chcieliśmy widzieć, lub nie wiedząc, na co patrzeć, po prostu nie zauważaliśmy. A to cały czas było, jest i pewnie jeszcze długo będzie tuż przed naszymi oczami, na każdym kroku, gdzie by się nie obejrzeć. Totalitaryzm, komunizm i jego pozostałości.

Od wydarzeń opisanych w Requiem dla nikogo dzieli nas wiele lat i jeszcze więcej kilometrów. Różnic jest więcej, jak chociażby mentalność południowych i nadbałtyckich Słowian, ale w zasadzie bohaterami powieści Enewa mogliby być mieszkańcy jakiegoś niewielkiego, polskiego miasteczka. Schemat działania partyjnego aparatu był przecież z grubsza taki sam w każdym z baraków socjalistycznego obozu. Tu może bardziej bezwzględne i okrutne, niż nad Wisłą, chociaż i naszym rodzimym funkcjonariuszom nie brakowało inwencji.

Requiem dla nikogo jest brutalną i krwawą powieścią, momentami wręcz przerażającą i odpychającą. Autor z niepokojącą dokładnością opisuje bestialstwo i przedmiotowe traktowanie zwykłych obywateli przez partię. Niemal wszyscy bohaterowie są pozbawieni jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Nie ma tu matczynej miłości i więzi, jaka może połączyć tylko matkę z synem. Miłość romantyczna pojawia się na chwilę, by zostać zaraz stłamszoną. Przyjaźń, troska, współczucie czy zrozumienie także są obecne w ilościach śladowych. Jakby silna ręka władzy wycisnęła je do cna. Jest natomiast wiele złości, nienawiści wręcz, chorych ambicji, równie zdegenerowanych pragnień i obojętność na cudzą krzywdę.

Wszystko te potworności są jednak niczym w porównaniu z utratą złudzeń, jaką niesie ze sobą powieść bułgarskiego pisarza. Złudzeń dotyczących tego, że komunizm pozostawiliśmy za sobą. Na przykładzie swoich bohaterów Enew pokazuje, jak nawet największe kanalie, gładko przeszły spod jednego sztandaru pod drugi. Wciąż mogą dzielić, rządzić, decydować o czyimś losie i, co najgorsze, wychowywać kolejnych, podobnych sobie, którzy przejmą po nich schedę. Potrzeba będzie wielu pokoleń, by zabić tę mutację wyrosłą na socjalizmie, kapitalizmie i zwykłym bandyctwie. Patrząc na finał powieści, nie ma gwarancji, że to się uda.

Requiem dla nikogo to świetna, wciągająca proza, mimo całego bólu, niesprawiedliwości i pesymizmu, jakie w niej znajdziemy. Byłaby to także powieść kompletna, gdyby nie jej ostatnia część, w której Enew zdecydował się na wywrócenie do góry nogami całej misternej konstrukcji. Zmienia się sposób narracji, dotychczas trzecioosobowej. Głos zabiera jedna z bohaterek, opowiadając czytelnikom o swoich dalszych losach. Pojawiają się elementy nadprzyrodzone i fabularne rozwiązania, które bardziej pasują do thrillerów Raphaela Montesa niż powieści historyczno – obyczajowej. Zatraca się klimat, który towarzyszył czytelnikowi od pierwszych stron. Pozostaje lekki niesmak oraz wiara w to, że resortowe dzieci naprawdę istnieją.

Książkowe Klimaty, 2021

(Visited 212 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.