Roland Schimmelpfennig

Ślady wilka

Wilk jest pięknym, szlachetnym zwierzęciem, godnym naszego podziwu i szacunku. Jeśli opuszcza swoją watahę i samotnie zbliża się do ludzkich siedzib, to bez wątpienia wydarzyło się coś złego. Jest bardzo głodny, ma wściekliznę, albo miało miejsce jeszcze coś innego, co skłoniło go do zmiany zachowania. Umieszczenie takiego samotnego wilczego włóczęgi, jako katalizatora wydarzeń i spoiwa fabularnego, to świetny pomysł. Jednakże Roland Schimmelpfennig nie wykorzystał  możliwości jakie daje takie konstrukcyjne rozwiązanie, a nawet je trochę zepsuł.

Wilk wędrujący przez przedmieścia Berlina to niecodzienny widok. Atrakcja, która może budzić też niepokój, i siłą rzeczy dobry temat dla mediów, na dwa, góra trzy materiały. To co się dzieje w Śladach wilka, daleko wykracza poza zwykłe zainteresowanie. To już prawdziwa obsesja. Mieszkańcy miasta, okolicznych wsi, dziennikarze reagują na zbłąkanego wilka wprost histerycznie, niemal jak gdyby to  kosmita a nie przedstawiciel psowatych nawiedził okolicę.

Dziennikarka, która pisze o zwierzęciu tekst, ale ma problem, bo nic o wilkach nie wie. Berlińczycy, pstrykający zdjęcia wszystkiemu co czworonożne i w futrze, czy też wreszcie Charly, najbardziej realistyczny i wiarygodny z bohaterów powieści, który ma obsesję zastrzelenia wilka,  czując się przez niego upokorzonym. To wszystko jest mocno przerysowaną groteską, w świetle której mieszkańcy ogromnego miasta, inteligentni, obyci ze światem i kulturą, jawią się jako półinteligenci, podniecający się pierwszą, lepszą medialną sensacją.

Pojawienie się wilka pobudza bohaterów powieści do działania. Oni też są jak wilki samotniki. Wyruszają w drogę,  choć jej cel jest zazwyczaj niejasny. Jedni uciekają z domu, inni ruszają aby ich znaleźć. Ktoś zastanawia się nad powrotem w rodzinne strony. Ktoś rozprawia się z przeszłością, która nagle została mu siłą zwrócona. Jest też para bliska rozstania. Obecność wilka uwypukla ich nieludzkie, ale też nie zwierzęce, instynkty. To jedyny mocny punkt Śladów wilka. Niestety z końcem książki wilk bezpowrotnie znika. Tracimy też z oczu wszystkich bohaterów. Nagle, niemal w pół słowa, nawet bez zbliżenia się do jako takiego rozwiązania.

Roland Schimmelpfennig jest dramaturgiem i reżyserem. To widać w jego prozie. Zwięzły, pozbawiony emocji styl, przypomina didaskalia, notatki pozostawione na marginesie scenariusza. Z początku taki sposób opowiadania zachwyca. Z każdym kolejnym rozdziałem zaczyna jednak coraz bardziej przeszkadzać. Większość bohaterów nie otrzymała imion, a niektóre są tylko mimochodem wspomniane. Mamy tu zatem dziewczynę, chłopaka dziewczyny, matkę chłopaka, matkę dziewczyny, przyjaciółkę matki dziewczyny i tak dalej. Ascetyzm Rolanda, pocięcie narracji na rozdziały i rozdzialiki, takie uscenicznienie narracji, wprowadza lekki chaos, i nieraz trudno zorientować się której z postaci narrator poświęca swoją uwagę.  Jest też kilka scen wyrwanych z kontekstu, które nie mają żadnego wpływu na wydarzenia, a zwiększają tylko zamęt.

Można się domyślać, co autor chciał w ten sposób osiągnąć. Pokazać nas, ludzi żyjących na początku nieprzewidywalnego  XXI wieku, jako te osamotnione, zachowujące się nienaturalnie wilki. Nie potrafimy już żyć w harmonii ze sobą  i otoczeniem. Sześćdziesiąt lat temu o tym samym pisał Hermann Hesse w „Wilku stepowym”. Roland Schimmelpfenning, idąc za przykładem starszego kolegi, starał  się zawrzeć w Śladach wilka jakieś głębsze idee, ale ulegają one rozmyciu w powierzchowności powieści.

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję: