Kornel Filipowicz

Romans prowincjonalny i inne historie

Jakiś czas temu pisałem o tym, dlaczego nie lubię czytać polskiej literatury. Okazuje się jednak, że gdy dobrze poszukać, literatura polska okazuje się być naprawdę ciekawa i różnorodna. Problem polega na tym, że faktycznie trzeba się mocno naszukać i mieć sporo szczęścia, żeby wśród zalewu przeciętnej literatury znaleźć takie perełki jak Kornel Filipowicz.

Kornel Filipowicz był kilkakrotnie wznawiany w przeciągu ostatnich trzech dekad, ale najczęściej publikacje te nie pozostawały na długo w pamięci czytelników. Dopiero Najlepiej w życiu ma twój kot, zbiór prywatnej korespondencji między Filipowiczem a Szymborską, sprawił że coś  drgnęło. Na półki księgarń trafił drugi tom opowiadań i nowel pisarza, i coraz częściej się o nim pisze, mówi.

Romans prowincjonalny i inne historie, to zbiór miłosnych historii, którym daleko do sztampy i banału. Prze wszystkim, każde z opowiadań dotyczy skomplikowanych uczuciowych relacji, które nie kończą się jak w bajce. Rozstania, nieodpowiedzialność, ucieczka, wykorzystanie naiwności partnera, lub najzwyklejsze w świecie rozczarowanie. Mimo to miłość wciąż pozostaje piękną. W opowiadaniach jest obecna wojna. W większości ich akcja rozgrywa się tuż po, albo jeszcze w jej trakcie. Jednakże jest ona zepchnięta na dalszy plan. Przesłonięta właśnie tym uczuciem, mimo że rozdziela kochanków,  jest nieistotna w zestawieniu z miłością. Najlepiej widać to w opowiadaniu Wspomnienia są moim słodkim pokarmem, gdzie narrator mimochodem wspomina o stukocie podkutych butów o bruk, o samolotach nad Afryką, jako o czymś nieistotnym, gdy naprzeciw niego siedzi Maria, i uśmiecha się do niego.

Kornel Filipowicz poświęca też wiele miejsca pamięci. Jego bohaterowie, przeważnie mężczyźni, próbują zmierzyć się z powracającymi wspomnieniami, często zmodyfikowanymi przez czas. W tym starciu z przeszłością, zwłaszcza gdy niespodziewanie obraz ze wspomnień kontrastuje z teraźniejszością, przegrywają, i niepyszni uciekają, dosłownie, ale też i w przenośni, w świat swoich wyobrażeń. Sporo też w tych opowiadaniach polskości, ale bez gloryfikowania jej. Wręcz przeciwnie. Swoim bohaterom, na przykład polskim żołnierzom internowanym w Szwajcarii, Filipowicz pozwala kłócić się na tematy, na które uwielbiamy się sprzeczać, czyli polityczne. Pozwala sobie także na nieliczne, ale zapadające w pamięć, komentarze krytyczne wobec przedwojennej Polski, a nawet delikatne żarty ze swoich rodaków. Pozostaje jednak rozkochany w ojczyźnie i polakach, o czym świadczy fragment z Żołnierza i dziewczyny, gdy główny bohater wyjaśnia starszemu panu, jak to możliwe że Polska wciąż stawia opór okupantom, skoro nie ma nawet armii.

Nie wszystkie opowiadania w tym tomie są równe. Niektóre, zwłaszcza dwa ostatnie, są dosyć trudne, i odstają od pozostałych, zarówno pod względem stylu, jak i atmosfery, dużo cięższej niż w pozostałych utworach. Niemniej jednak, lektura każdego z tych opowiadań i mikropowieści, jest prawdziwą przyjemnością. Przepiękna polszczyzna Filipowicza, odkrywanie jak wiele się nie zmieniło, mimo upływu czasu, i jak wiele wspólnego wciąż mamy z jego bohaterami. Najbardziej jednak urzeka w nich to, co na pierwszy rzut oka może irytować. Pozornie nic się w tych opowiadaniach nie dzieje, ale pod powierzchnią tego „niedziania się” buzuje i goreje wrząca lawa. Czytelnik nie orientuje się nawet, kiedy niespodzianie wydostaje się ona na wierzch, sprawiając że i bohaterowie i czytelnik tracą grunt pod ngami, jak w opowiadaniu Dzień poprzedzający.

Wydawnictwo Znak, 2018

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 151 times, 1 visits today)