Chigozie Obioma

Rybacy

Powieść tak złożona, jak Rybacy Chigozie Obioma, trafia się bardzo rzadko. Opowiada o smutnych, tragicznych wręcz wydarzeniach, które dotykają pewnej nigeryjskiej rodziny, ale jest pełna nadziei, tryska pozytywną energią. Bardzo realistyczna w opisach, jednocześnie niezwykle baśniowa, obfituje w kompletnie obcą dla nas duchowość. Czaruje obrazami i specyficznym rytmem narracji. Jest jak rzeka, w której tytułowi rybacy łowią ryby. Gdy zanurzysz się w jej toni, nie ma innego wyjścia, jak dopłynąć do jej końca.

A jest on niespodziewany. Z opisu wydawcy, dowiadujemy się co, jest punktem wyjścia dla głównego, wątku, wizyta nastoletnich chłopców nad rzeką i spotkanie z lokalnym wariatem-prorokiem, który wieszczy jednemu z nich rychłą i bolesną śmierć. Nic jednak nie zapowiada finału powieści, a to zdarza się coraz rzadziej, który jest wstępem do nowej, nieznanej historii, dalszych losów rodziny. Czy los zlituje się nad nimi? Co jeszcze spotka braci i ich zniszczonych żalem rodziców? Tego się nie dowiemy. Autor zostawia swoich bohaterów w jednym z punktów zwrotnych. Benjamnin i jego rodzina otrzymują nowe, czyste karty, i tylko od nich zależy, jak je zapiszą, którą z nieliczonej ilości dróg teraz pójdą.

Cała powieść Rybacy składa się właśnie z takich niedopowiedzeń. Począwszy od samej przepowiedni, której nikt nie usłyszał w całości, oprócz średniego brata. Czy jednak na pewno dobrze usłyszał? Czy w ogóle cokolwiek dotarło do jego uszu poprzez hałas silników przelatującego samolotu? A może to tylko zmyślił? Czy gdyby nie wypowiedział na głos rzekomej przepowiedni szaleńca, cokolwiek złego by się wydarzyło? Może była to samospełniająca się przepowiednia i jej przemilczenie albo puszczenie mimo uszu nie dopuściłoby do jej wykonania? I w końcu co się takiego wydarzyło? Chigozie Obioma nie opisuje sceny, w której dochodzi do zabójstwa. Na chwilę przed tym, przenosi akcję, by powrócić do dramatu, gdy jest już po wszystkim. Wersja wydarzeń, jaką poznajemy, choć bardzo prawdopodobna, to tylko opinia rodziny i osób postronnych i równie dobrze może być daleka od prawdy.

Nie ma niezbitych dowodów na to, że było inaczej, ale też nie ma stuprocentowej pewności, że faktycznie miała miejsce tak potworna, niemal antyczna, tragedia. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę najnowszą historię Nigerii, włamania na prywatne posesje, krwawe zamieszki w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, która to jest obecna w powieści Rybacy, silnie powiązana z losami rodziny. Owe historyczne i społeczne wątki, ukazujące Nigerię bez upiększeń, od środka, taką, jaką znają tylko tubylcy, i nigdy nie pozna nawet najbardziej hardcorowy podróżnik. Obraz ten fascynuje i jednocześnie odpycha.

Aktualnie proza Chigozie Obioma nie ma sobie równych w literaturze światowej. Jest tak niezwykła i egzotyczna, że najtrafniejszym skojarzeniem będzie rytualny taniec rdzennych mieszkańców Afryki. To jednak nie to ani liczne nawiązania do wydarzeń ostatnich dekad ubiegłego wieku, które wstrząsnęły Nigerią, są w Rybakach najcenniejsze. Skarbem, jaki skrywa powieść Obioma, jest rodzina i łącząca ją więź. Czytając Rybaków, ma się wrażenie obcowania z realnymi ludźmi, bardzo niedoskonałymi, pełnymi obaw, kompleksów, myślących stereotypami, ale przez to jakże prawdziwych. Rodzice są surowi i wymagający, ale bezgranicznie kochający swoje dzieci. A oni, zwłaszcza najstarsi, czterech braci, są połączeni bardzo silnymi więzami, na które składają się miłość, podziw, szacunek i lojalność. Więzy te, są w stanie przetrwać rozłąkę trwającą lata. Przezwyciężają nawet śmierć.

Rybakach można łowić morały jak ryby w rzece. Największym i może najbardziej pospolitym okazem, jest przestroga, by dobrze się zastanowić, zanim cokolwiek zrobimy, by nie podejmować pochopnych decyzji.

Wydawnictwo Literackie, 2016


(Visited 48 times, 1 visits today)