Biblioteczne skarby – czyli co można znaleźć wśród oddawanych zbiorów bibliotecznych i nie tylko

Gdy piszę biblioteczne skarby, myślę o skarbach w dosłownym tego słowa znaczeniu, jak i w przenośni. Ostatnio głośno było o sytuacji, która miała miejsce w Mediatece, jednej z filii wrocławskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej. Napisała o tym autorka bloga Lustro Biblioteki, potem Fakt, wreszcie Wyborcza Wrocław, i może jeszcze kilka innych mediów. A wszystko za sprawą tajemniczego delikwenta, który przez wrzutnię, tak zwany trezor, oddał książki wypożyczone 37 lat temu. Sprawa nietypowa i w pewnym sensie zabawna. To jednak wcale nie były najbardziej dziwne i oryginalne znaleziska, jakie trafiły do trezora, jakie znajdowaliśmy w bibliotece. A było tego sporo.

1.Śmieci

Najzwyczajniejsze, najbardziej prozaiczne i śmieciowe wśród śmieci. Tłuste opakowania po zapiekankach i hot dogach, skasowane bilety autobusowe, potwierdzenia wypłaty i wpłaty w bankomacie, paragony, chusteczki itp. Itd. To wszystko trafiało do trezora raczej przez przypadek, zaplątane miedzy kartki, przyklejone do usyfionego pudełka płyty (to jak klienci bibliotek traktują zbiory to inna, długa historia)

2.Zdjęcia

To znalezisko, które występuje chyba w każdej bibliotece. Zdjęcia dowodowe, komunijne, ślubne, z wakacji, z foto budki, parę razy nawet rozbierane…. Swoją drogą, zastanawia fakt że ludzie tak powściągliwie i niechętnie podają numer pesel w urzędach (w bibliotekach również), kiedy jest to niezbędne do identyfikacji, ale swoim utrwalonym wizerunkiem szastają na lewo i prawo, robiąc z niego zakładki do książek.

3.Portfel

Ten akurat leżał między regałami. Pełen papierków, paragonów, wizytówek, z nieważnym dowodem osobistym, i jednodolarowym banknotem. Usilne próby skontaktowania się z właścicielką nie powiodły się. Nie wiem co się z nim stało.

4. Alkohol

Dokładnie puszka Lecha, jeśli dobrze pamiętam. Pełna, nieprzeterminowana, lekko tylko powgniatana, leżała sobie między „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Tokarczuk, a podręcznikiem obsługi Indesigne. Piwo trafiło do pracowniczej lodówki, w oczekiwaniu na właściciela, który jednak się nie zgłosił. Co by się nie zmarnowało, zostało komisyjne skonsumowane któregoś wieczora, na pracowniczym grillu.

5. Wędliny

Do dziś, gdy przypominam sobie tę sytuację, buzia mi się śmieje. W Mediatece jest coś takiego jak punkt informacji, w którym można zaczerpnąć informacji wszelakich, oraz uzyskać dostęp do kawiarenki internetowej. Z racji iż Mediateka posiada sporą powierzchnię, punkt informacji jest wyposażony w mikrofon, przez który najczęściej nawołuje się oczekujących w kolejce do Internetu, gdy przychodzi ich kolej. Któregoś dnia, ni stąd ni z owąd, rozlega się głos mojej koleżanki, wzmocniony mikrofonem. „Właściciela reklamówki z mięsem i wędliną, prosimy o podejście do punktu informacji”. Taki komunikat powtórzyła jeszcze kilkakrotnie, ale bez rezultatu. Dopiero po jakiejś godzinie, gdy znalezisko trafiło do lodówki, pojawił się właściciel. Starszy pan, który często czytywał gazety w bibliotece, i tym razem tak się zaczytał, że zostawił soje zakupy.

6. Czekoladki

Bibliotekarka pojawia się w męskich fantazjach częściej niż byśmy się spodziewali. Dla niektórych jest nawet ideałem kobiety, przyszłej żony. Z propozycjami matrymonialnymi spotkało się wiele koleżanek z pracy (ja od 10 lat nie miałem ani jednej ….). W jednym z przypadków  zadurzony czytelnik do trezora wrzucił czekoladki z listem miłosnym. Nic z tego niestety nie wyszło. Nie pomogła nawet interwencja mamy adoratora. Koleżanka wybrała innego.

7. Naczynia

Pozostając w temacie żywieniowym, trafił nam się kiedyś również talerz. Piękny, czarny, nowiutki, jeszcze zapakowany w torebkę z logo IKEA. Przeleżał w punkcie informacji około 2 miesięcy, poczym trafił do mojej kuchni, i jest dziś moim ulubionym talerzem.

8. Kondomy

Raz  trafiły do trezora wraz z książkami. Dzięki Bogu były nieużywane i zapakowane. Nie pytajcie co się z nimi potem stało.

9. Karnety na Openera

Ludzka fantazja do wykorzystywania przeróżnych rzeczy jako zakładki do książek nie zna granic, i chyba nic mnie już nie zdziwi. Któregoś dnia, przychodzę rano do pracy, a tu pani sprzątająca wita mnie od drzwi informacją że od godziny wydzwania jakaś dziewczyna i mówi coś o jakichś biletach. Minęła ledwie chwila i telefon znów zadzwonił. W słuchawce zrozpaczony głos dziewczyny, która w oddanej w nocy książce, zostawiła dwa karnety na cały festiwal Opener. Jakieś  500-800 zł. Poszedłem. Sprawdziłem. Znalazłem i oddałem. A w podziękowaniu otrzymałem czekoladę z nadzieniem truskawkowym.

10. Książki i makulatura

Raz na jakiś czas każdy robi w domu gruntowne porządki. Zawsze wtedy zostajemy ze stertą papierzysk i książek, które nie są nam już potrzebne. Najlepiej je wtedy zanieść do biblioteki, bo przecież biblioteka zawsze przyjmie, nawet jeśli są to książki sprzed 30 – 40 lat, rozpadające się, poklejone, podarte. Całodobowa wrzutnia jest idealna do takich celów. Bywa że wśród takich darów losu znajdują się książki dawno wycofane z księgozbioru.

11. Recepty i skierowania

Bardzo często, może nawet częściej niż fotografie, trafiają do bibliotek wraz z oddawanymi książkami. Skierowania na badania specjalistyczne, badania okresowe do pracy, wyniki bada dań i opinie lekarskie, legitymacje zusowskie, recepty, wypisy ze szpitali, skierowania do sanatoriów, a raz nawet czyjeś żółte papiery…

12. Biżuteria

Fragmenty kolczyków, lub całe, bransoletki, wisiorki, zegarki. Skoro były czekoladki z wyznaniem miłosnym, może będzie i pierścionek zaręczynowy. Gorzej, jeśli trafi w ręce nieodpowiedniej osoby.

13. Petarda

Nie wiem czy wiecie, ale we Wrocławiu był kiedyś jeszcze jeden trezor. Działał bardzo krótko. Nie wiem nawet czy dwa tygodnie. Ktoś wrzucił do środka zapaloną petardę. Wybuchł pożar. Spalił się trezor, i to co w nim się znajdowało.