Anuradha Roy

Sny o Jowiszu

Sny o Jowiszu, według opisu wydawniczego, to książka która ma przejmować czytelnika do szpiku kości,  bawić, wzruszać i otworzyć nam oczy. Autorka poruszyła ważny temat przemocy wobec dzieci, i nie tylko. Przerażających scen okrucieństwa nie brakuje,  choć większości musimy się, dzięki Bogu, tylko domyślać, ale, z małymi wyjątkami nie odnoszą one takiego skutku, jaki prawdopodobnie miały odnieść. Czy to tylko efekt zobojętnienia na cudzą krzywdę?

Anuradha Roy opowiada o Indiach, tych dzisiejszych, oraz tych sprzed kilkunastu lat, ale dość w nietypowy sposób, bowiem nikt z bohaterów nie przyjeżdża tu z drugiego końca świata, by doznać głębokiej, duchowej przemiany, a przy okazji zaliczyć najfajniejsze wakacje w życiu.  Indie są tu ukazane jako chaotyczny kraj. Są miejscem pełnym fałszu, udawania, brudu, przemocy  i okrucieństwa, nierozerwalnie związanych z obojętnością i pogardą dla bliźniego. Cały ten potworny syf skrzętnie skrywany jest za grubą zasłoną pozorów, duchowości, piękna i  niezwykłości przyrody oraz architektury.

Niełatwa to, a przede wszystkim niewdzięczna tematyka, która pasuje raczej do ciężkiej, depresyjnej literatury.  Anuradha Roy pisze jednak w bardzo przyjemnym, lekkim stylu. Aż prosiłoby się o więcej dramatyzmu, o jeszcze trochę literackiego mięsa.  Proza ta przypomina wolno płynącą rzeką, która jednak w niektórych miejscach burzy się, niebezpiecznie przyspieszając, rozbijając o skały, albo przelewając się nad nimi. To właśnie w tych momentach Roy niespodziewanie  przenosi swoją uwagę między bohaterami.

A jest ich dosyć sporo, jak na stosunkowo niedużą objętościowo powieść. Część z nich, trzy starsze panie, które wybrały się razem na wycieczkę, dosyć komiczne, ale też i tragiczne, znalazły się w fabule nie wiedzieć czemu. Są świetnie napisane, ich wątek jest też bardzo udany, ale nie mają one żadnego związku z Nomi i jej tragiczną historią, nawet jeśli weźmie się pod uwagę rodzinne koligacje jej współpracownika z jedną z owych pań. Jest jeszcze kilku bohaterów, których związek z pozostałymi postaciami jest trudny do określenia, jak świątynny przewodnik Badal, sprzedawca herbaty, czy enigmatyczny, pojawiający się znikąd mnich albinos. Być może w ten sposób pisarka chciała dodać opowiadanej przez siebie historii głębi, ale te zabawy z perspektywą trochę się jej nie udały. Sprawiła, że główny wątek powieści, czyli Nomi i gehenna jaką przeżyła w aśramie, stał się mniej wyraźny, łatwiejszy do przeoczenia.

Sny o Jowiszu to zupa, do której młoda gospodyni, chcąc się popisać przed swoimi gośćmi, wrzuciła wszystko co miała w spiżarni, zapominając o tym by ją posolić. Każda z przedstawionych tu historii miałaby szansę na samodzielną powieść, ale razem smakują dosyć nijako. Anuradha Roy pozostawia czytelnika z jednym pytaniem. O co w ogóle chodziło?

Wydawnictwo Czwarta Strona, 2017


(Visited 106 times, 1 visits today)