Yu Miri

Stacja Tokio Ueno

Wizerunek Japonii, jaki w Stacja Tokio Ueno przedstawia autorka, jest rzadko spotykany. Kraj Wschodzącego słońca nie jest wcale potężnym imperium, gdzie wszyscy żyją lekko i przyjemnie. I nie chodzi tu wcale o pracoholizm czy dążenie do perfekcjonizmu za wszelką cenę. To nie tylko przedmiotowe traktowanie kobiet, brak zrozumienia dla indywidualizmu i jednostki. Japonia boryka się także z innym ogromnym problemem, efektem między innymi pęknięcia bańki spekulacyjnej. Ogromne rzesze biednych i bezdomnych ludzi, których reszta społeczeństwa zdaje się nie zauważać.

Bohaterami powieści Yu Miri są właśnie ci ludzie. Z konieczności mieszkańcy parku Ueno, zapomniani i niewidoczni. Poznajemy ich dzięki Kazu, duchowi zmarłego niedawno towarzysza niedoli. Mężczyzna, którego życie nie rozpieszczało, po śmierci znów musi stawić czoła całej tej beznadziei i rozpaczy, jakie towarzyszą życiu na ulicy. Wspomnienia, te dalsze, z dzieciństwa lub wczesnej młodości, jak i późniejsze, gdy żył już na ulicy, powracają z ogromną siłą. Kazu, przebywając wśród żywych i zarazem nie będąc nigdzie, z trudem znosi ich ciężar.

Narratorem opowieści o bezdomności i byciu wykluczonym, nie mógł być nikt innych jak właśnie duch. Pozostając tutaj, wśród których ludzi znał, nie może się z nimi komunikować, nie może niczego dotknąć, jest niewidoczny nawet dla swoich niedawnych towarzyszy. To podwójna bezdomność. Bezdomność w bezdomności. Nie tylko nie posiada już dachu nad głową, rodziny, źródła dochodu, ale też przestał być częścią tego świata i nie znalazł dla siebie miejsca tam, gdzie trafia się po śmierci.

Narracja prowadzona przez Yu Miri, bardzo oszczędnym, pozornie wyzutym z emocji, typowym dla japońskiej prozy językiem, jest porwana i nielinearna. Podglądane przez Kazu sceny z udziałem jego towarzyszy, przeplatają się ze wspomnieniami z jego życia, dzieciństwa, młodości, z czasów, gdy był mężem i ojcem. Granice między nimi są płynne i rozchwiane. Dokładnie tak jak zabłąkana, nieszczęśliwa dusza. Jeszcze związana ze światem materialnym, ale też już zagłębiająca się w niebycie, oddająca się temu, co było, przeszłości. Powieść zyskuje dzięki temu niesamowity, oniryczny klimat i momentami trudno jest się zorientować w tym, co dzieje się teraz, a co było kiedyś.

Stacja Tokio Ueno jest powieścią nie tylko o bezdomności, ale także, a może przede wszystkim o wykluczeniu. We wspomnieniach Kazu widzimy przeróżne obrazki związane z codziennym życiem w Japonii, z japońską kulturą i obyczajami, w których nasz narrator wraz z rodziną często nie może uczestniczyć właśnie z powodu biedy lub braku czasu, który niemal w całości poświęcał na zdobycie pieniędzy, które i tak nie wystarczały. Powinęła Ci się noga? Odpadłeś z wyścigu, w którym nagrodą jest wygodna, bezpieczna egzystencja? To twoja wina i najwyraźniej na to zasłużyłeś. Nieważne jest to, że nie miałeś takich samych szans jak inni albo że nie miałeś ich wcale.

Mieszkańcy parku Ueno, mimo warunków, w jakich przyszło im żyć, wszystkich nieszczęść, tragedii, które sprawiły, że znaleźli się właśnie w tym miejscu, nie wydają się przygnębieni czy zrezygnowani. Wręcz przeciwnie. Są wyraziści i barwni. Wydaje się nawet, że fakt trafienia poza nawias społeczeństwa sprawił, iż stali się prawdziwsi niż kiedykolwiek. Stali się wolnymi ludźmi, jednostkami.

Powieść Yu Miri jest bardzo japońska i przypomina o wspaniałym filmie animowanym w reżyserii Satoshi Kon, Rodzice chrzestni z Tokio, który równie mocno poruszał widzów. Jest to także powieść bardzo uniwersalna. Jej narratorem równie dobrze mógłby być ten mężczyzna, którego obojętnie mijasz śpiącego we wnęce przejścia podziemnego, zakopanego w stertę łachmanów. Mógłby opowiadać o swojej znajomej, która wydzielając przykry zapach, z tobołami wsiada za tobą do autobusu, a jedynym potwierdzeniem jej istnienia są zmarszczone czoła i odwracane z obrzydzeniem głowy. To ważna literatura, której nie da się przeczytać na raz.

Wydawnictwo Uniwersytetu Japońskiego, 2020

(Visited 361 times, 1 visits today)

2 osoby skomentowały “„Stacja Tokio Ueno” Yu Miri – recenzja

  1. Ostatnio coraz częściej sięgam po książki właśnie z rejonów Azji, chociaż sięgam głównie po koreańskich autorów. Jednak mam zamiar nieco rozszerzyć moje literackie zainteresowania jeżeli chodzi o te rejony. A książkę, którą opisałeś mam na oku już jakiś czas.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.