Burhan Sönmez

Stambuł, Stambuł

Bizancjum, Konstantynopol dzisiaj Stambuł. Miasto baśniowe, o odwiedzeniu którego marzy wielu. Jedyna na świecie metropolia, która znajduje się na dwóch kontynentach. Miejsce akcji wielu znakomitych powieści i filmów. Pojawiając się dwukrotnie w tytule powieści Burhana Sönmeza, jest zapowiedzią wspaniałej literackiej przygody w dawnej stolicy sułtanatu.

Stambułu jest u Sönmeza niewiele.  Akcja powieści rozgrywa się w celi tajnego więzienia, gdzieś w podziemiach tego ogromnego miasta, które pojawia się tylko w opowieściach więźniów. Podczas lektury tych opowieści przed oczami czytelnika kilkakrotnie zarysowuje się obraz Stambułu, z charakterystyczną kopułą i wieżami, ale wynika to bardziej z faktu iż takie widoki są powszechnie znane z kina i telewizji, a nie z sugestywnych, literackich pejzaży. Miasto równie dobrze mogłoby nosić  inną nazwę. Do wyboru, do koloru jest miejsc, gdzie ciężka ręka władzy dręczyła i dręczy mieszkańców, gdzie tak jak według Burhana  w Stambule, miasto nigdy do nie zasypia, gdzie jego mieszkańców dzielą ogromne różnie w jakości życia, które rośnie sztucznie wykreowane przez ludzi, odcinając ich w ten sposób od natury. Ogromny to zawód dla kogoś, kto przy okazji obcowania z prozą Sönmeza, liczył na małą wycieczkę po słynnym mieście.

Autor  zbudował swoją najnowszą powieść wzorując się na „Dekameronie”, o czym wprost wspomina ustami jednego z bohaterów. Postaci na kartach książki zajdziemy wiele. Większość nie bierze udziału bezpośredniej narracji, a pojawia się jedynie w historiach, tych prawdziwych i zmyślonych, przytaczanych przez więźniów zabijających czas w ciasnej, zimnej celi. I właśnie ci bohaterowie, z często bardzo zabawnych, barwnych dykteryjek, są dużo bardziej wyraziści, ciekawsi. Torturowani, przesłuchiwani mężczyźni są przesadnie wrażliwi, grzeczni albo zbyt pesymistyczni. Być może to przemyślany zabieg, ukazujący jak ekstremalna sytuacja może na różne sposoby okaleczyć, wykoślawić swoją ofiarę. Z pewnością zaś jest to efekt odmiennych od europejskich korzeni literackich autora. Jego proza bardzo często przypomina twórczość Murakamiego. Wszyscy bohaterowie mają imiona i nazwiska, ale raz przedstawieni jako fryzjer Kamo, czy Doktor, pod tą samą nazwą występują do końca powieści. Dialogi między bohaterami są dość teatralne, a nad wszystkim króluje wielki duch umowności.

Burhan Sönmez wplata w swoją prozę filozoficzne i egzystencjalne przemyślenia. Czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie? Czy można od niego uciec, oszukać je? Zastanawiają się uwięzieni rewolucjoniści. Dochodzą do wniosków że cierpienie jest związane z osamotnieniem. Poddany mękom fizycznym czy psychicznym człowiek, będący nawet w tłumie współczujących bliskich, zawsze będzie w tym cierpieniu sam jeden. Cierpienie odrealnia, wyrzuca cierpiącego poza nawias czasu. Nikt nie weźmie też, nawet odrobiny, tego cierpienia na siebie. Jedynie bogata wyobraźnia może ulżyć na jakiś czas, zapomnieć o koszmarze, albo przesłonić go nawet. Nic w tym odkrywczego. Nic co mogłoby obcującego z kulturą czytelnika oświecić. Nie poruszają ani opisy zmasakrowanych zwłok, okrutnie traktowanych przez strażników, ani tym bardziej owe przemyślenia. Fantazję w walce z potwornym złem mieliśmy już w filmie „Życie jest piękne”, w którym to Guido Orefice robi wszystko by uratować swojego synka, i by ten nie zorientował się w jak straszliwym położeniu się znalazł. Choć u Burhana nie odnosi ona ostateczne zwycięstwa nad koszmarem. Rzeczywistość co chwila puka do drzwi celi, i za każdym razem jej wizyta jest jeszcze straszniejsza.

Są w powieści fragmenty, które w jakiś przedziwny sposób przyciągają uwagę czytelnika. Są one jednak zbyt krótkie i jest ich zbyt mało. Jedno ze zdań, w którym mowa jest o suszeniu duszy przez bestialskich oprawców, zapamiętam na długo. Jednak w zdecydowanej większości pozostają zdania a nawet akapity, do których musimy wracać kilkakrotnie, by zorientować się kto właśnie przejmuje pałeczkę narracji. Stambuł, Stambuł, już uznawany za orientalny klejnot, okazał się być zwykłym szkiełkiem.

Książkowe Klimaty, 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 46 times, 1 visits today)