Herbjørg Wassmo

Syn szczęścia

Syn szczęścia jest jedną z tych powieści, które wywołują ból głowy i  budzą w czytelniku mieszane uczucia. Można ją uznać za wielką literaturę, albo za literacki koszmarek.  Kontynuacja „Księgi Diny” zapewne znajduje wśród czytelników tyle samo miłośników co zdegustowanych. Bez wątpienia jest zauważalna, wyróżnia się spośród literackiej rzeki. Ale czy to wystarczy?

Syn Diny dorasta w cieniu straszliwej traumy. Widział jak jego matka pociąga za spust i odbiera komuś życie. Upiór zamordowanego nie daje mu spokoju. Męczy go i dręczy, podobnie jak Dinę duchy Hjertrutd, Jakuba i jej ofiary. Taki stan rzeczy, oraz fakt że Dina, która nigdy nie była troskliwą matką, porzuca go, wyjeżdżając w świat niemal bez słowa, sprawia żale i frustracja gromadzą się z każdym kolejnym rokiem. Beniamin z zagubionego, cierpiącego chłopca, staje się takim samym mężczyzną. Podobnie jak matka ucieka od bliskich, pozostawiając ich w Reinsens, i próbuje ułożyć sobie życie najpierw w szkole, potem na studiach w Kopenhadze. Próby są skazane na niepowodzenie. Emocjonalnie upośledzony młody człowiek ma słabość do kobiet, graniczącą z obsesją, albo nawet zboczeniem. Poczynając od fascynacji starszą gospodynią, przez prostytutki, koleżanki ze szkoły, kelnerki na panienkach z dobrych domów skończywszy. W każdej widzi obiekt seksualny, coś co trzeba zdobyć, posiąść, zaliczyć. Benjamin doszukuje się w tym głębszych uczuć, ale sam siebie oszukuje. Kobietę, która próbuje się do niego zbliżyć, odpycha, traktuje jak wroga, i nawet Annę, niby wielką miłość, która prawie zniszczyła jedyną przyjaźń z Akselem, pragnie tylko fizycznie, jako przedmiot nieosiągalny, bo należący do Aksela. Benjamin jest więźniem swoich kulawych emocji. Obserwujemy jak plączą się i oplatają go coraz mocniej, a on szamocze się, oślepiony nimi, coraz częściej postępując irracjonalnie, dorzuca do pieca kolejne traumatyczne przeżycia.

Czytając Syna szczęścia, zastanawiamy się czemu Herbjørg Wassmo zdecydowała się na uczynienie bohaterem swojej książki mężczyznę, i to mężczyznę skrzywdzonego. Bardzo trudno jest znaleźć się w głowie kobiety, kiedy piszczącym jest mężczyzna, i równie trudno jest kobiecie pisać wnikliwie o mężczyźnie i jego psychice. I to, niestety, autorce nie wyszło. Powieść jest pełna ekskrementów, płynów ustrojowych i krwi. Nie usprawiedliwia tego nawet fakt, że część akcji rozgrywa się podczas najazdu Bismarcka na Danię. Wassmo tym obrzydliwościom ludzkiej natury nadaje poetycki wydźwięk, bezskutecznie próbując ująć choć trochę potworności, z krwotoku podczas połogu uczynić coś pięknego. Brzydotą natomiast obrzucony zostaje akt seksualny. Opisy kontaktów seksualnych Benjamina są wręcz obrzydliwe. Poszczególne części ciała kobiet i mężczyzn są przedstawiane jako worki mięsa,  a Benjamin często myśli o pchnięciach, a nie o połączeniu się w jedność z ukochaną kobietą. Wszystko to można zrzucić na karb emocjonalnego kalectwa głównego bohatera, ale jest tego zbyt dużo, i zakrawa to już na jakąś niezdrową fascynację ciemną stroną ludzkiej natury u osoby piszącej.

Właśnie, osoby piszące. Po zakończeniu lektury powieści, nasuwają się pewne niepokojące myśli. Styl i poziom językowy, w jakim napisano Syna szczęścia, znacznie odbiega od „Księgi Diny”, na niekorzyść części drugiej. Bohaterowie znani z pierwszego tomu, wydają się być zupełnie innymi ludźmi. Potworne dłużyzny, i sceny godne wenezuelskich telenowel męczą okrutnie. Tekst jest poszatkowany, rwie się, a strony zapełniają irytujące równoważniki zdań. Pierwsza lekcja, jaką zdobywa wielu magistrantów na seminarium, mówi o tym że stosowanie równoważników zdań w tekście literackim i naukowym to zbrodnia, i muszę się z tym zgodzić. Czy te klika lat, które upłynęło pomiędzy napisaniem pierwszej i drugiej części trylogii, doprowadziły do takiego regresu w warsztacie pisarskim? A może Syn szczęścia wcale nie wyszedł spod pióra Herbjørg Wassmo?

Na której szali położycie Syna szczęścia, czy na tej która wyniesie powieść w górę, czy raczej w dół?. Ryzykujecie tym że przyjemność wynikająca z przeczytania „Księgi Diny” zniknie bezpowrotnie. Może się też okazać że zachwyceni będziecie wyczekiwać na tom trzeci.  Decyzja należy do Was.

Smak Słowa, 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 81 times, 1 visits today)