Heather Morris

Tatuażysta z Auschwitz

Historia opisana przez Heather Morris jest tak nieprawdopodobna, że trudno uwierzyć w jej prawdziwość. Nie zmienią tego nawet posłowie autorki, w którym tłumaczy się z tego, iż napisała tak bardzo nieobozową książkę, i komentarz syna pary głównych bohaterów, czyli tatuażysty Lalego i jego ukochanej Gity.

Już sam fakt, że Heather Morris wyjaśnia, iż nie chciała napisać kolejnej książki o koszmarze Holokaustu, a jedynie opowiedzieć historię dwojga ludzi, którym ta tragedia umożliwiła spotkanie się, sugeruje, że autorka nie czuła się do końca dobrze z tym, jak potraktowała temat. Nie chodzi o niezwykłą historię poznania się tej dwójki i ich późniejszego życia, bo takie rzeczy się po prostu dzieją, nawet częściej niż się nam wydaje. Podstawowym problem Tatuażysty z Auschwitz jest spore rozmijanie się z prawdą historyczną, o czym wspominają specjaliści. Nie trzeba jednak posiadać doktoratu z historii dwudziestego wieku, by podczas lektury książki Heather Morris, zorientować się, że jest to Auschwitz i wojna w wersji dla MTV.

Obraz rzeczywistości obozowej przedstawionej w książce zawiera wiele strasznych elementów znanych z relacji innych byłych więźniów i naocznych światków i z grubsza trzyma się kupy. Całość została jednak uszyta zbyt grubymi nićmi. Auschwitz, ta gigantyczna fabryka śmierci i cierpienia, został poddany sporemu liftingowi. Bohaterowie poczynają sobie ze strażnikami i kapo zbyt odważnie, w większości przypadków nie ponosząc za to konsekwencji. Gdy jednak już zostają ukarani, zbyt łatwo udaje im się uciec śmierci i oszukać Niemców. W efekcie pobyt w tym piekle traci na potworności i przypomina trochę wypaczoną wersję szkoły przetrwania.

Szwy stają się jeszcze bardziej wyraźne, wręcz uwierają, gdy Lale i Gita opuszczają obóz. Ta część książki nie ma nic wspólnego z prawdziwymi wydarzeniami. Jest koniec straszliwej wojny, o czym bohaterowie oczywiście nie mogą wiedzieć. Zewsząd otaczają ich ludzie życzliwi, otwarci i chętni nieść pomoc uciekinierom z obozu. Chojnie dzielą się jedzeniem, bez problemu znajdując tony tabliczek czekolady i nylonowe pończochy. Rosyjscy żołnierze są grzeczni, kulturalni, nie niszczą pałacyku, w którym stacjonują, nic z niego nie kradną, a wolne chwile spędzają w pałacowej bibliotece. Zęby zgrzytają i łamią się, gdy o tym czytamy.

Można by porównać książkę Heather Morris do innej lektury opowiadającej o pobycie w niemieckim obozie koncentracyjnym, do Psalmu 44. Ta krótka powiastka Danilo Kisia, utrzymana także w lekko nierealistycznej konwencji, jest o wiele bardziej bliska prawdzie, dużo bardziej refleksyjna, przez to, że autor od początku nie ukrywa, iż trochę ją zmitologizował.

Tatuażysta z Auschwitz jest bardzo filmowo napisany. W zasadzie to gotowy materiał do przeniesienia na ekrany. I z pewnością szybko do tego dojdzie. Lubimy przecież takie historie, o miłości i wojnie, zwłaszcza jeśli kończą się dobrze. Gdyby tylko znalazło się w tym, choć odrobinę więcej realizmu, Tatuażysta z Auschwitz byłby naprawdę dobrą książką. Niestety jest tylko przeciętnie, a historia Lalego i Gity nie zasługuje na przeciętność.

Marginesy, 2018


(Visited 643 times, 1 visits today)