Urodzinowy konkurs #1

Październik się pięknie rozpoczął. Złoci się i piękni za oknem. A skoro to już październik, to nie tylko pierwszy w pełni jesienny miesiąc, ale też kolejna, trzecia już rocznica powstania bloga. I właśnie z tej okazji mam dla Was nie jeden, nie dwa, a trzy konkursy.

Dzisiaj startuje pierwszy z nich. Do wygrania jest świeżutka, jeszcze ciepła i pachnąca, „Rdza” Jakuba Małeckiego. Opowieść o ludziach bliskich, którzy nie potrafią tego okazywać. O Stratach, i kolejnych początkach. Smutna, ale dająca odrobinę nadziei. Recenzję przeczytacie tutaj.

Dla Was mam jeden egzemplarz z, uwaga, uwaga, dedykacją samego autora. Co zrobić by go otrzymać? Wystarczy że tutaj, lub na Facebooku pod postem konkursowym, napiszecie za co cenicie prozę Jakuba Małeckiego (pamiętajcie że przed „Dygotem” były też inne powieści) i czemu to właśnie Wy powinniście otrzymać „Rdzę”. Czas na wykonanie zadania, począwszy od dzisiaj, do najbliższej soboty (07.10.2017), godzina 23:59. Zwycięzca dowie się o wygranej w dniu w niedzielę (08.10.2017) poprzez Facebook. Mile widziane będzie, jeśli przy okazji polubicie post i stronę na Facebooku. Co jeszcze zrobić by zwiększyć swoje szanse na wygraną? Tego chyba nie muszę Wam podpowiadać. Aha. Zapomniałbym. Organizatorem konkursu jestem ja.

  • Karolina Magdalena

    Mam mały problem z tym konkursem, dlatego że jeszcze nie przeczytałam żadnej książki Jakuba Małeckiego i jest mi z tego powodu wstyd. W związku z powyższym nie mogę udzielić odpowiedzi na pytanie za co sobie cenię prozę Jakuba Małeckiego 🙁 Jednak mogę odpowiedzieć na drugą część pytania. Jestem przekonana, że to właśnie ja powinnam otrzymać „Rdzę”, żebym w końcu mogła bliżej poznać autora i zacząć go cenić, jak już robi to wielu, wygłaszających peany pochwalne nad jego utworami w swoich recenzjach. Też chcę w końcu przeczytać Małeckiego!😉

  • Aneta Świeczak

    Jakub Małecki i jego „Dygot” przyprawił mnie dosłownie o dygot z emocji. Uniwersalna, przepiękna opowieść o życiu, codzienności, dorastaniu i poszukiwaniu własnej tożsamości, historia ludzkiego losu – bez retuszu. Synteza przeżyć ludzkości uwikłanej w „trzęsawkę” egzystencji, krzyk samotności i uczucie obcości spowodowane ciągłym sprzeniewierzaniem się samemu sobie. I ta refleksja, jakże mi bliska, że życie wprawia nas w ciągłe drżenie, telepanie się w lęku. Dygot tafli lodu, po której stąpamy, dygot jutra, niepewnej przyszłości i równie niepewnej, kruchej jak domek z kart, teraźniejszości. Ta wspaniała powieść jest moim wielkim odkryciem tego autora, mocnym głosem w polskiej literaturze
    pięknej. Na fali uniesienia sięgnęłam jeszcze po „Odwrotniaka” i po „Ślady”. Pierwsza, mroczna, klaustrofobiczna, trochę mniej udana, ale za to druga (w formie opowiadań)…. świetna! I znowu mnóstwo pytań, o ślady, które pozostawiliśmy w życiu innych ludzi, o świat, o śmierć. I smutek wyzierający ze stron książki.

    Czekam na więcej, zaufałam Małeckiemu, wiem, że po „Śladach” i „Dygocie” może być tylko lepiej, w zasadzie to mam już tę pewność, bo od kiedy „Rdza” pojawiła się na rynku wydawniczym, czytam wszystkie o niej opinie i wiem, że oprócz tego, że fabuła godna porzedniczek, to i w warstwie językowej nastąpił progres, autor pisze coraz dojrzalej i pełniej.

    Marzę o takim cudnym prezencie (z przepiękną okładką), to byłby idealny prezent urodzinowy – październikowy…