Zadie Smith

Widzi mi się

Zadie Smith ma tak niezwykły dar pisania i opowiadania, że gdy czytamy jej teksty niebeletrystyczne zebrane w tomie Widzi mi się, stajemy się na chwilę częścią jej otoczenia. Widzimy i przeżywamy to, co ona, idziemy razem ulicą, wspólnie odczuwamy oburzenie na widok świeżo wybudowanego muru wokół jej starej szkoły, i godzinami kontemplujemy wystawę w Nowojorskiej galerii sztuki.

Mimo że nie ze wszystkim, o czym pisze autorka, można się zgodzić, nie wzbudza to w czytelniku świętego oburzenia i niechęci. Gdy Zadie Smith przedstawia swoje poglądy czy spostrzeżenia, które są nam dalekie, robi to w taki sposób, że z łatwością jesteśmy w stanie zrozumieć jej punkt widzenia i ze spokojem przyjąć go do wiadomości. Nie jest kategoryczna w swoich opiniach i bywa, że po głębszym zastanowieniu się, zgadzamy się z autorką. Skłania czytelnika do refleksji nad sobą, a co ważniejsze, zweryfikowania swojego spojrzenia na świat.

Czytając pierwsze zdania kolejnych felietonów w Widzi mi się, nie mamy pewności, do czego pisarka dąży, o czym tak naprawdę będzie ów artykuł, recenzja czy mini wykład. Można się spodziewać wszystkiego, a konkluzje na koniec niemal zawsze zaskakują. Ta nieprzewidywalność jest szalenie urocza. Niektóre z tekstów są dla nas mało atrakcyjne, może nawet nieczytelne, ponieważ nie znamy kontekstu kulturowego, albo temat jest obcy, jak na przykład para amerykańskich komików, którym Zadie Smith poświęciła cały jeden felieton. Inne natomiast udowadniają, jaki świat jest mały, a codzienność bywa bardzo podobna pod różnymi szerokościami geograficznymi.

Autorka Białych łez wykorzystuje fantastyczne analogie, o których nigdy byśmy nie pomyśleli w związku z takim, a nie innym tematem. Zestawienie ze sobą tancerzy, ich stylu i choreografii, z pisarzami, choć wydawałoby się, że są to sfery kultury odległe od siebie o miliony lat świetlnych, brzmi całkiem sensownie, a porównanie zmieniających się gustów muzycznych do tradycji domu rodzinnego i ewoluującej osobowości to czysta poezja.

Zadie Smith pisze, że jest kobietą o wąskich horyzontach, ukierunkowaną tylko na literaturę, w której też przypina sobie łątkę pisarki-amatorki. Nie jest to jednak prawda. Widzi mi się, ukazują właśnie jej wszechstronną wiedzę na temat literatury, filozofii, kina, malarstwa i muzyki. Za każdym razem, gdy pisarka wspomina jakąś powieść, poetę, opowiada o wystawie malarskiej, cytuje filozofów i klasyków, czy uchyla rąbka tajemnicy skrywającej życie prywatne, czytelnik czuje się lekko zawstydzony swoją niewiedzą i brakiem rozeznania. Jednak gdy w tekście pojawiają się znane nam tytuły, rozpiera nas duma i radość z faktu, iż nie jest tak źle, skoro choć ułamek z tego, co chłonie Zadie Smith, jest i nam znane.

Hasło promocyjne Widzi mi się głosi, iż jest to „Manifest Zadie Smith„. Słowo manifest ma kilka definicji, spośród których tylko dwie opisują z grubsza tę książkę. Manifest jest wyrazem czyichś uczuć lub poglądów i publicznym protestem, skarga. Czy faktycznie ten zbiór felietonów i recenzji o bardzo szerokiej tematyce można nazwać manifestem? I czemu do jednego worka wrzucono eseje oraz recenzje? Wydaje się to trochę nieprzemyślanym posunięciem. W każdym razie Widzi mi się jest bardzo ciekawą książką, którą należy czytać powoli, wspomagając się słownikami, encyklopediami i internetem. Gdyby autorka nie miała już w dorobku powieści pod tytułem O pięknie, byłby to idealny tytuł dla tego tomu.

Wydawnictwo Znak, 2018

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 109 times, 1 visits today)