Wyznania dysortografika

Tak. Mam dysortografię i dysgrafie, potocznie myloną z dysleksją, tak jak i wszystkie inne dysfunkcje i zaburzenia pracy mózgu. Zdaję sobie sprawę z tego że są osoby, które papierkiem stwierdzającym jakąś dys-, zasłaniają swoje lenistwo, ale jest ich bardzo mało. Żeby uzyskać taki dokument, trzeba przez kilka lat chodzić do poradni psychologicznej, co najmniej raz w tygodniu, a to nie koniec obowiązków, które czekają na delikwentów robiących błędy ortograficzne i brzydko piszących. Mało który leń, byłby zdolny do takich poświęceń.

Przede wszystkim należy wyjaśnić, iż popularnie używane pojęcie dysleksja, nie jest określeniem problemów z poprawną pisownią. Zaburzeń pracy mózgu, objawiających się różnymi problemami związanymi z pisaniem, liczeniem i czytaniem jest wiele. Najczęściej występujące zaburzenia to:

Dysortografia – czyli problemy z pisaniem, polegające na robieniu błędów ortograficznych i interpunkcyjnych, mimo znajomości zasad poprawnej pisowni.

Dysgrafia – częściowa lub całkowita utrata umiejętności pisania, spowodowana mikrouszkodzeniami ośrodkowego układu nerwowego lub zaburzeniami ośrodkowych funkcji wzrokowych i słuchowych. Może mieć  ona postać głęboką, kiedy to nie jesteśmy w stanie zapisać nawet jednego słowa, lub lekką, objawiającą się tym, że słowa są zapisywane ze słuchu, przestawiane są litery, albo prawidłowe litery zastępowane są innymi, o podobnym brzmieniu. W efekcie pismo kogoś cierpiącego na dysgrafię jest nieczytelne i mało estetyczne.

Dysleksja – to przede wszystkim trudności i zaburzenia w nauce i umiejętności czytania.

Dyskalkulia – zaburzenie zdolności wykonywania działań arytmetycznych. Uznaje się, że jest to specyficzne zaburzenie rozwojowe o podłożu środowiskowym lub genetycznym.

Ja borykam się z dysortografią i dysgrafią. Co ciekawe, w tekstach naukowych wspomina się o tym że oba te schorzenia wiążą się z problemami w czytaniu. Z tym nigdy nie miałem problemu. Pierwsze, samodzielnie przeczytane przeze mnie słowo, czytane było do góry nogami. Jedliśmy obiad. Mój starszy brat siedział naprzeciwko mnie i coś czytał. Z nudów zacząłem przyglądać się książce, która przed nim leżała, i literka po literce odczytałem na głos pierwsze słowo. Nie chodziłem wtedy jeszcze do szkoły.

Jak już wspominałem, żeby móc legitymować się papierem potwierdzającym jakąkolwiek Dys-, niezbędne jest uczęszczanie do poradni. Zacząłem ją odwiedzać w szóstej klasie, a skończyłem tuż przed maturą. Spotkania odbywały się raz w tygodniu, i trwały około 1,5 do 2 godzin. Było nas całkiem sporo. Poddawano nas różnym testom, badaniom, w celu sprawdzenia jak pracuje nasz mózg, i pewnie jeszcze z innych powodów, o których nie miałem i nie mam pojęcia. Braliśmy udział także w sesjach relaksacyjnych i różnych innych dziwactwach. Na koniec każdy musiał zdać test ze znajomości wszystkich reguł i wyjątków poprawnej pisowni. Podejrzewam, że większość z Was nigdy się nie zetknęła nawet z połową tych regułek.

Posiadanie opinii psychologa i terapeuty, stwierdzającej dysgrafię czy dysortografię, teoretycznie ma ułatwiać życie. Fakt. Dzięki temu zdałem kilka pisemnym egzaminów. Piątki, czwórki za treść i formę, przy nieraz rekordowej liczbie 54 błędów. Dziś już nie robię ich tyle, bywa że nie ma ich w ogóle, ale wciąż się zdarzają. Zahamowanie dysortografii jest jak najbardziej możliwe, ale całkowite jej wyeliminowanie zdarza się bardzo rzadko. Tak więc owa opinia często również pozostaje na całe życie, w twojej teczce na uczelni, w papierach u pracodawcy. Nie ułatwia to znalezienia dobrej pracy.

Dużo bardziej przykre jest jednak to, jak traktowani jesteśmy przez ludzi „zdrowych”. Męczącym, hałaśliwym, często wrednym i niszczącym wszystko dookoła dzieciom, przypina się łatkę ADHD, i głęboko im współczuje. Różnym innym odchyleniom od normy albo się przyklaskuje, albo patrzy na nie przez palce, a czasem nawet stawia na piedestale. Tylko nam, dysgrafikom, dysortografiom, dyslektykom wymyśla się wciąż od leni i półgłówków. Nawet po tym jak komuś opowiem, jak faktycznie to wygląda, słyszę najczęściej „to kwestia pracy nad sobą”. Ma to również wpływ na życie osobiste. Kiedy nowo poznana kobieta dowiaduje się o moich problemach, od razu daje się wyczuć zwiększający się dystans. „Masz 35 lat, jesteś singlem i na dodatek robisz byki! Coś jest z tobą nie tak!”

Błędy przytrafiają się najlepszym. Dysortografię miał między innymi Einstein, i z pewnością znalazłoby się jeszcze wielu geniuszy, którzy również borykali się z tym problemem. Nie trzeba daleko szukać. Te kilka obrazków może Was rozbawi, może da Wam coś do myślenia, może popatrzycie inaczej na swoich znajomych, potencjalnych chłopaków i dziewczyny. Oni nie są debilami ani leniami. Są jak wszyscy, z defektem, tyle że w ich, w naszym przypadku, bardziej rzuca się on w oczy.