Marek Šindelka

Zostańcie z nami

Codzienność jest szara tylko z pozoru. Mieni się milionem barw i odcieni. Każdego dnia napotykamy na swojej drodze przeszkody, wyzwania, dramaty i miłostki, wszystko w skali mikro. Zdarzają się oczywiście również giganty. Marek Šindelka udowadnia że nawet te najmniejsze ze zdarzeń mogą być piękne i ważkie.

Marek Šindelka jest młodym pisarzem, zaledwie trzydzieści trzy lata , i świetnym obserwatorem. Czytając tom jego opowiadań, Zostańcie z nami, można by pomyśleć że wędruje po miastach i miasteczkach z ogromną lupą, dzięki której odnajduje najdrobniejsze zawiłości świata. Ma też w sobie to coś, czego brak innym młodym ludziom, umiejętność zauważania tych detali istnienia, które dla większości rówieśników znajdują się poza horyzontem.

Starość, zapominanie, odchodzenie i miłość trwalsza niż ludzkie życie, tak pięknie opisane w „Imieniu”, opowiadaniu otwierającym tomik. Sztuczność wykreowanego przez nas samych świata, zniewala, krępuje i dusi. Wszystko jest robione na siłę, a sztuczność zachowań, poglądów, uczuć szkodzi nie mniej niż eternit na dachach naszych domów („Zostańcie z nami”). Zagubieni w takim potwornym świecie tracimy swoją osobowość. Sprawom bez znaczenia przypisujemy Bóg jeden wie jaką rangę, a faktycznie istotne zdarzenia przepływają obok w ogólnym zobojętnieniu, niezauważone („Wiosna”).

Opowiadania zebrane w tomie Zostańcie z nami, są odrobinę przerysowane. We wspomnianym już opowiadaniu „Wiosna”, nadepnięcie na coś żywego wywołuje atak paniki, bezradność, pcha drżącą w posadach rzeczywistość na skraj przepaści. Wszystko to z tak błahego powodu, jak rozgniecenie butem ślimaka czy innego pełzającego po ziemi żyjątka. W tytułowym Zostańcie z nami wszystko co znajduje się poza grajdołem stolicy, jest odbierane przez bohatera jako przaśne, brudne, zacofane i śmiesznie proste.  Taka przesada w połączeniu z chłodnym, oszczędnym, wręcz surowym, pozbawionym zbędnych słów i opisów, stylem  Šindelki sprawia że niby niewinne, banalne opowiadania, stają się oryginalną, niepozbawioną swoistego uroku, cenzurką wystawioną nam współczesnym.

Proza Šindelki jest jak wytrych, którym otwiera nasze głowy, gdzie wpuszcza trochę światła i świeżego powietrza. Sprawa że możemy jaśniej spojrzeć na wiele spraw, w tym na samych siebie. Przy tym nie wpada w patetyczne tony i nie poucza.

Wydawnictwo Afera, 2016

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

Książkę znajdziesz tutaj.

  • Prawda, uczucie patrzenia na świat przez lupę pojawia się już w pierwszym opowiadaniu, a później powraca, choć w trochę innym sensie. Świetny z Šindelki obserwator, świetny słuchacz!

    • Jakub Sobieralski

      Tak. I bardzo miły czlowiek.