Zrób sobie ścieżkę dźwiękową ulubionej książki

Literatura i muzyka to moje dwie największe pasje. Wydawałoby się, że nie da się ich połączyć. Są przecież tak różne. Powieść raczej nie oddziałuje na czytelnika poprzez zmysł słuchu, ale już muzyce bliżej do książek niż nam się wydaje. Melodia zapisana w nutach, to nic innego jak jej tekst, nie wspominając już o słowach piosenek, które często są najprawdziwszą poezją. Czemu zatem nie zrobić sobie ścieżki dźwiękowej do ulubionej książki?

Na przełomie szkoły podstawowej i liceum zaczytywałem się, wstyd się przyznać, w „Sadze o Ludziach Lodu”. W tym samym czasie namiętnie słuchałem Dead Cane Dance. Któregoś wieczoru, gdy śledziłem losy kolejnego pokolenia Ludzi Lodu, a z głośników płynął zniewalający, lekko niepokojący głos Lisy Gerrard, po raz pierwszy zaliczyłem prawdziwy literacki hai. Odpłynąłem całkowicie, przenosząc się ciałem i duchem do Norwegii sprzed kilku stuleci.

Od tamtej pory wiem, że literatura i muzyka, obie tak wymagające stuprocentowej uwagi, mogą współistnieć i razem tworzyć coś pięknego. Przez te lata przewinęło się tysiące książek, a na ich stronach nierzadko pojawiają się różne gatunki muzyczne. Wyobrażacie sobie na przykład prozę Murakamiego bez najdrobniejszego muzycznego śladu? Czego by nie powiedzieć o twórczości Japończyka, to niemal za każdym razem serwuje czytelnikom wytrawną muzyczną ucztę. Trzeba tylko na nią otworzyć uszy.

Kiedyś modne było sporządzanie składanek, dla kogoś w prezencie, czy też dla samego siebie. Takie składanki były bardzo cenne, ponieważ ich twórca bardzo się przy niech napracował, robił to z sercem, i wyrażał siebie.  Dziś jest to znacznie prostsze. Nowy folder w Ipodzie, playlista w Spotify czy Deezer, i w kilka minut mamy skomponowaną całą składankę. Konieczna jest niestety świetna znajomość twórczości danego autora. Powracając do przykładu Murakamiego, jego literackiej płodności i rozmiłowania w muzyce, trudno będzie z pamięci przywołać wszystkie utwory przewijające się przez karty jego powieści. Są jednak tacy pisarze, którzy pracując nad książką, przygotowują również listę piosenek nuconych, albo słuchanych przez bohaterów. Taki „soundtracks” znajdziemy między innymi w „Arab Jazz” Karim Miské.

W Internecie można znaleźć aplikację, która umożliwia tworzenie ścieżek dźwiękowych do danej książki. Mowa o Booktrack. Aplikacja umożliwia wgranie tekstu książki, albo napisanie jej bezpośrednio w aplikacji, a następnie dodanie muzyki z biblioteki darmowych utworów. Znajdziemy w niej nie tylko utwory muzyczne, ale także dźwięki natury, jak szum wiatru, morza, albo krzyk mew. Nagrania można dodać w konkretnym, wybranym przez siebie fragmencie książki. Można też skorzystać z utworów literackich nie objętych prawami autorskimi. Tylko po co?

Aplikacja ogranicza inwencję twórczą. Korzystając z serwisów streamingach, z YouTube, albo zarządzając muzyką na swoim odtwarzaczu, mamy więcej możliwości. Nie trzeba ograniczać się do utworów występujących w powieści, czy w darmowej bazie. Należy tylko pamiętać, że nie można udostępniać takiej ścieżki dźwiękowej komercyjnie. A także o tym, że jest to zabawa nie dla wszystkich, gdyż niektórzy potrzebują ciszy by w pełni rozkoszować się lekturą. Ważne jest też to, by w połączeniu z książką muzyka nie była zbyt głośna. Nie powinna przesłaniać sobą literatury, a jedynie być jej uzupełnieniem.


(Visited 58 times, 1 visits today)