Radek Rak

Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli

Pierwsze wrażenia z lektury powieści Radka Raka to wielkie wow. Taka historia, na pół realistyczna, na pół baśniowa, bazująca na naszych rodzimych klechdach, legendach i bajkach. Rak bawi się elementami naszej historii i kultury, tworząc barwny, atrakcyjny kolaż. Wielka ekscytacja i równie duże oczekiwania co do książki. Jednak im głębiej wchodzimy w tę opowieść, tym więcej pojawia się wątpliwości i zastrzeżeń.

Przede wszystkim razi brak konsekwencji w kreowaniu świata dziewiętnastowiecznej polskiej szlachty i chłopów. Rak stara się, by jego bohaterowie mówili językiem mniej więcej zbliżonym do ówczesnej polskiej mowy, która niejednokrotnie brzmi dość sienkiewiczowsko. Pozwala także na to, by  Szela i inni  rzucali współczesnymi wulgaryzmami. Co też czynią często i ochoczo, na równi panowie i chamy. Takie uwspółcześnianie języka bohaterów minionych epok nie jest nowością. U Cherezińskiej na przykład  piastowscy książęta też sobie pozwalają na kurwy i chuje, co irytuje równie mocno jak u Raka. Drażniące są również niekonsekwencje fabularne, jak chociażby słowa modlitwy wypowiadanej przez ubogą chłopkę, które mają dla niej smak brzoskwiń.

Może nie zwróciłoby się na to uwagi, gdyby Baśń o wężowym sercu była faktycznie baśnią, w której czas i miejsce akcji są nieokreślone. Tymczasem już sam tytuł podpowiada kiedy i gdzie toczy się akcja powieści. Kolejne opisywane wydarzenia, powstanie czy rozwijająca się w Galicji kolej, jeszcze bardziej doprecyzowują te informacje. Nieznane pozostaje pochodzenie przytaczanych legend. Autor przyjmuje rolę kronikarza, spisującego różne wersje opowieści o Jakóbie Szlei. Czytelnicze Ja domaga się więc albo całkowitego oderwania od rzeczywistości, a więc także porzucenia historycznych bohaterów i wtedy wszystko będzie możliwe, albo pozostania wiernym historycznym doniesieniom, przyozdabiając je tylko odrobinę realizmem magicznym.

Na to wszystko można by przymknąć oko, słusznie uznając, że wizja autora nie musi być identyczna z naszą. Jednakże Baśń o wężowym sercu  ma jeszcze jeden poważny mankament. Przez większą część książki niewiele się dzieje. Jakób Szela szwenda się po Galicji. Pomieszkuje u Żyda karczmarza, albo u wiedźmy. Znika w odstępach lasu, albo uczy się jak zmieniać postać. Jaśnie Pan Bogusz, antagonista Szeli,  pije, bije i dupczy na potęgę. W międzyczasie pojawiają się ciekawe postacie, urozmaicające monotonną opowieść. Magiczny i przemądrzały kot ze skłonnością do napojów wyskokowych. Uwodzicielska rusałka, tylko pozornie sympatyczne i głupkowate czarty, tajemniczy  pustelnik i były mnich, nazywany złym człowiekiem. Jednak nawet taki energetyczny zastrzyk nie jest w stanie ożywić na dłużej tej nieco mdłej, jednostajnej i usypiającej powieści. Czytelnicze serce zaczyna bić szybciej dopiero przy ostatnich rozdziałach, gdy akcja nagle przyspiesza, ale robi się też zbyt brutalnie, krwawo i psychodelicznie.

W trakcie lektury nasuwają się również skojarzenia z innymi, wielkimi utworami literackimi. Gdy czarty prowadzą Jakóba Szele wprost do wężowego serca, przybierając postać kota i lisa, przed oczami stają sceny z Pinokia, gdy naiwna kukiełka dała się oszukać również lisowi i kotu. Owe czarty chętnie odwiedzają karczmy, zapewne polując na kolejnego Pana Twardowskiego, a ich imiona trącą Bułhakowem. Przybierający różne postacie kocur o imieniu Kocmołuch, jest niepokojąco podobny do Behemota. Rak nie szczędzi też na stereotypach, dotyczących szlachty i chłopstwa. Obie warstwy społeczne sportretowane są tu bardzo krzywdząco. Szlachta, bez wyjątków, jako gnuśna, zarozumiała, wręcz paskudna kasta. Chłopi zaś są ciemni i łatwowierni, dokładnie tacy, jakimi widzieli ich panowie szlachta.

Baśń powinna zawierać morał. I jest on w Baśni o wężowym sercu, ale trochę naciągany, wpleciony trochę na siłę. Mówi o tym, by uważać, czego się pragnie, jakie życzenia się wypowiada, bo mogą one mieć opłakane skutki dla wypowiadającego. A także, że cudze życie wydaje nam się lepsze, gdy obserwujemy je z boku. Pomysł na Baśń o wężowym sercu był świetny, ale coś poszło nie tak. Powieść Radka Raka nie jest zła, ale też nie ma dla niej miejsca wśród wybitnych utworów literackich.

Powergraph,2019

 


(Visited 1 447 times, 2 visits today)

3 osoby skomentowały “„Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” Radek Rak – recenzja

  1. Czułam się zawiedziona, chciałam się stać częścią tej legendy, ale się nie stałam. Nie odnalazłam się w tym klimacie, ponieważ autor nie zadbał o szczegóły, mieszając język, styl i samą historię. Dla mnie książka jest niedopracowana a szkoda, bo w tej sytuacji nagroda Nike jest na wyrost. Choć może nie trzeba żałować, jeśli wpłynie to na autora mobilizacyjnie.

    • Oczytany Facet mówi :

      Jeśli faktycznie tak będzie, to super. Jednak jakoś na innych autorów nie wpływa mobilizująco. Nagrody literackie zazwyczaj mnie odstraszają od książek, bo te okazują się najczęściej co najwyżej przeciętnymi.

  2. Nareszcie recenzja nie pisana na kolanach. Czytam tę książkę tak bardziej z chęci poznania, co też to nagrodzono ważną nagrodą. No i mam ochotę rzucić w kąt i zająć się czymś ciekawszym. Nudzi mnie to niemiłosiernie. Nie rozumiem zachwytów. Dla mnie takie nieco grafomanskie ze snobistycznymi ambicjami.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.