W. Bruce Cameron

Był sobie pies

Z powieścią Był sobie pies jest jak z plastrem przyklejonym do rany. Zerwanie go trochę boli, ale trzeba to zrobić, najlepiej szybko. Tak więc i w tym przypadku należy zrobić to szybko, i napisać że nie jest to dobra powieść. Fajerwerków, ani nawet kolorowych, choinkowych światełek w niej nie znajdziemy. Jest zaledwie, a może aż, przeciętną lekturą. Chociaż nie jest to literatura, którą tygryski lubią najbardziej, jest w niej jednak coś, co przyciąga i nie odpuszcza. Cóż to takiego?

Przede wszystkim obraz dzieciństwa, jakie być może niektórzy z nas mieli, a wielu o nim w skrytości marzy. Dzieciństwa pełnego, aktywnego, okraszonego dużą ilością miłości, ciepła i bezpieczeństwa. Bynajmniej nie jest to sielankowe dzieciństwo, niepozbawione trudnych momentów, smutków, problemów, błędów popełnianych przez dorosłych, które największy wpływ mają na dzieci. Wciąż jednak pozostaje to najszczęśliwszym okresem w życiu chłopca – Ethana, jak i tytułowego psa. W przypadku Baileya – psa, jest to najszczęśliwsze ze wszystkich jego wcieleń. Najważniejsza bowiem jest więź jaka łączy psa i człowieka. Przyjaźń, miłość, wierność jakiej często próżno szukać w związkach dwojga ludzi. Zrozumie to tylko ten, kto miał kiedyś psa, komu w pamięci, nawet po wielu latach, wciąż tkwią te wpatrzone weń ślepia, pełne oddania.

Był sobie pies to powieść pełna uroku. Napisana bardzo prosto, ocieka wręcz ckliwością i tą irytującą, amerykańską poprawnością, ale czyta się ją znakomicie. Działa jak myśloodsiewnia w „Harrym Potterze”, jak porządny przeciąg, wywiewający z głowy wszystkie czarne myśli, smutki i problemy. Wyrobionemu czytelnikowi trudno będzie podczas lektury porządnie się wzruszyć, ale kilka strun w duszy drgnie. Wystarczająco dużo by poczuć że jeszcze nie całkiem utonęliśmy w tym coraz bardziej bezdusznym, bezuczuciowym, nieludzkim świecie.

Co z tego że jest to naiwna historyjka, miejscami szyta grubymi nićmi, ot chociażby te psie reinkarnacje. Życie nie składa się z samych wzniosłych, ciężkich od znaczeń chwil. Jest ich niewiele, całą reszta to często te same, bywa że wyblakłe kolory, i dla własnego dobra warto sięgnąć czasem po taką kolorową, plastikową opowiastkę. Do wyboru jest książka i film nakręcony na jej podstawie. I ja wybieram oczywiście książkę.

Wydawnictwo Kobiece, 2017

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


(Visited 392 times, 1 visits today)

7 osób skomentowało “„Był sobie pies” W. Bruce Cameron

  1. Czytałam pod starym tytułem i było miło, ale no… tak na chwilę. W moim życiu ta lektura na pewno nic nie zmieniła 😀 Aczkolwiek uważam, że to świetna lektura zwłaszcza dla tych, którzy zwykle nie czytają i może chcieliby zacząć, zwłaszcza, jeśli mówimy o paniach.

    • Jakub Sobieralski mówi :

      Trudno powiedzieć. Jest w książce rozwód, jest mowa o seksie, ale nie wprost, jest porwanie dziecka przez psychopatę, które kończy się dla dziecka szczęśliwie, dla psychopaty nie. Wszystko to jest bardzo delikatnie poruszone. Dziecko może tego nawet nie zauważyć. Ale może i zapamiętać.

  2. Ja tam uwielbiam wszystko o psach 😀 Jestem stuprocentową psiarą!
    I mimo, że uważam się za poważnego czytelnika, to ta książka na pewno by mnie wzruszyła 🙂

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.