David Mccullough

Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali Amerykę

Amerykański dziki zachód to bardzo wdzięczny i wciąż popularny temat. Opowieści rozgrywających się wśród poszukiwaczy złota, awanturników i pionierów, których na zachodnie terytoria pchała gorączka i zwykła ludzka ciekawość, jest bez liku. Dziś, kiedy mamy szansę poznać tę historię także od drugiej strony, z punktu widzenia rdzennych amerykanów, od pisarza i dziennikarza poruszającego tę problematykę oczekuje się rzetelnego do niej podejścia, wiarygodności i bezstronności.

Davida Mccullough pisząc o pionierach, którzy zaludniali i czynili sobie poddaną ziemię dzisiejszego Ohio, przedstawia ich bardzo stereotypowo, bez krztyny obiektywizmu. Niemal wszyscy są ludźmi o bardzo otwartych umysłach i szerokich horyzontach. Są oczytanymi intelektualistami, świetnymi biznesmenami, strategami i wizjonerami, a także na wskroś dobrymi ludźmi, kochającymi i oddanymi rodzinie. Ich matki, siostry, żony i córki dorównują im pod każdym względem i jedynie płeć zdecydowała, że na kartach historii Stanów Zjednoczonych zapisały się jako postacie drugoplanowe. Wszyscy byli niezwykle pracowici, cierpliwi i przyjaźnie nastawieni do Indian. Wszyscy też się przyjaźnili, wspierali wzajemnie i darzyli wielkim szacunkiem. Ideały, a życie w Ameryce mlekiem i miodem spływało, czasem tylko przerywane cięższą niż zazwyczaj zimą albo zarazą.

Trudno jest oprzeć się wrażeniu, że Mccullough poszedł po linii najmniejszego oporu, a głównym powodem powstania tej książki, było stworzenie laurki. Co prawda wszystko, o czym pisze, dokumentuje bogatą literaturą źródłową, na którą składają się w większości wspomnienia, korespondencja i pamiętniki, czyli literatura dość mocno naznaczona subiektywizmem. Autor praktycznie nie poddaje jej naukowej krytyce. Nie szuka potwierdzeń zawartych w nich informacji, nie sprawdza tego, jak dane wydarzenie opisują inni jego uczestnicy. Czy było jakieś drugie albo i trzecie dno.

Gdyby tylko na tym opierała się książka opowiadająca o ludziach podbijających dziki zachód, byłaby to śmiertelna dawka nudy. Każdy, kto odłożyłby książkę na bok, zmęczony szczegółowymi opisami kolejnych spotkań, kolacji i odwiedzin u licznych oficjeli, składanych przez wielebnego Cutlera, byłby usprawiedliwiony i rozgrzeszony. Kogo bowiem interesuje, co było podane na obiad na przyjęciu sprzed ponad dwustu lat, nawet jeśli wydawał je Jerzy Waszyngton?

Książkę przed całkowitą katastrofą ratuje jednak tak szeroki temat, jakim są pionierzy, Indianie, zachód i w ogóle historia Ameryki. Jeśli wytrwamy i przebrniemy przez początek, w którym autor skupia się właśnie na wspomnianych czynnościach i działaniach, to okazuje się, że Pionierzy są jednak dosyć ciekawą i miłą lekturą. Czyta się lekko, może nawet miejscami zbyt lekko. Poznajemy spory kawałek historii amerykańskiego osadnictwa i to takiej, o której najprawdopodobniej nie mieliśmy okazji dotąd słyszeć. Choć zdecydowanie można by napisać o niej więcej, bardziej szczegółowo, zwłaszcza gdy autorem jest historyk i wykładowca akademicki, dwukrotny laureat Nagrody Pulitzera.

Wydawnictwo Poznańskie, 2020


(Visited 202 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.