Fakty muszą zatańczyć

Mariusz Szczygieł

Najnowsza książka Mariusza Szczygła jest lekturą, od której nie można się oderwać. Dosłownie czyta się ją jednym tchem. Autor zaprasza czytelnika na fascynującą wyprawę przez sztukę i rzemiosło reportera, twórcy literatury non fiction. Z typowym dla siebie delikatnym i wysmakowanym poczuciem humoru opowiada o pracy reportera, powołując się na własne doświadczenia, głośne przykłady światowej literatury faktu, a także wspomina porady, sugestie, które, jako początkujący pisarz otrzymywał od najznakomitszych  polskich reporterek i reporterów. Mamy więc niepowtarzalną okazję trochę zbliżyć się do słynnej Polskiej Szkoły Reportażu, z wielu różnych względów, głównie finansowych, niedostępnej dla większości.

Opowiadając o pracy reportera, trochę na serio, trochę nie, zawsze z szacunkiem i nieodłączną kurtuazją, Szczygieł odważa się kierować subtelne słowa krytyki wobec największych autorów i ich nieśmiertelnych dzieł.  Na przykład legendarne już Z zimną krwią Trumana Capote. Robi to jednak w tak uprzejmy sposób, z klasą, że chyba nawet ten kontrowersyjny, troszkę zadufany w sobie pisarza, nie odczułby urazy, gdyby mógł przeczytać te słowa. Mariusz nie odsądza jednak tego dzieła, ja i innych, o których pisze, od czci i wiary, nie ujmuje im niczego, istotności dla rozwoju i upowszechnienia literatury faktu, zmian, jakie za pośrednictwem tych autorów i ich książek zaszły w dziennikarstwie. Zwraca uwagę na warsztat, na konstrukcję utworu, dzieląc się swoimi wątpliwościami, ale też nie uznając ich za jedynie słuszne, tym samym postępując zgodnie z jednym z podstawowych praw rządzących dziennikarstwem, o której pisze w Faktach, a mianowicie opisując rzeczywistość tak, jak on ją widzi.

Fakty muszą zatańczyć to dość szczegółowa analiza literatury faktu jako takiej. Mariusz Szczygieł skupia się na tym, co najbardziej porusza czytelników, czyli właśnie tej zgodności z rzeczywistością, konfabulacji. Rozpoczynając przygodę z reportażem, a nawet z całą, szeroko pojmowaną literaturą,  musimy uświadomić sobie, że nie ma jednej prawdy. Jest ich tyle, ilu było uczestników danego wydarzenia, i jeśli nikt świadomie nie manipuluje faktami, każda jest równie autentyczna. Szczygieł podkreśla też, że konfabulacja jest dozwolona, pod warunkiem że autor uprzedza o tym czytelnika, wyjaśniając swoje powody. Przytacza tutaj przykład Ryszarda Kapuścińskiego i jego Cesarza, nie tłumacząc, nie broniąc słynnego reportera, ale rzucając nowe światło na tę i inne książki reporterskie polskich autorów, pisanych i wydawanych w czasach komuny.

Szczygieł nie poprzestaje jednak tylko na tym. Pod lupę bierze cały proces powstawania reportażu, poczynając od poszukiwania tematu, przez zbieranie materiału, pisanie, wreszcie na ukończonym tekście, który idzie w świat i zaczyna żyć własnym życiem. Tematy nierzadko, zwłaszcza na początku swojej reporterskiej drogi, w przypadku Mariusza także dosłownej, są narzucane od góry. Pojawiają się przypadkiem, znajdowane w innych książkach czy rozmowach, albo efekt uboczny pracy nad innym materiałem. Zbieranie materiałów, rozmowy z bohaterami, świadkami, to ciężki kawałek chleba. Należy pamiętać, że to nie rozmowa kwalifikacyjna, musi być naturalnie, musi zaiskrzyć, nawiązać się nić porozumienia, bez której nic nie ugramy. Praca nad formą to już rzeźbienie tak jak przy pisaniu prozy czy poezji, malowaniu, twórcza praca, wymagająca wyczucia i doświadczenia.

Czytamy więc o kompozycji, poznając różne wersje tego samego tekstu, o języku, o sztuczkach i zabiegach reporterów i dziennikarzy, o problemach i trudach, jakie niesie ze sobą ten rodzaj pisarstwa, o tym jak różne reakcje wywołują poszczególne utwory i opowiadane w nich losy prawdziwych ludzi, a także o tym, co chyba nie każdemu czytelnikowi nasuwa się na myśl podczas lektury kolejnej książki non fiction, o bohaterach. Jedna z czytelniczek Szczygła, obecnie szefowa wydawnictwa Dowody Na Istnienie, zastanawiała się na tym, co dzieje się z bohaterem reportażu, gdy jest już napisany i opublikowany. Wspomina, że zostaje on sam ze swoją historią, a dziennikarz idzie dalej, ku następnemu tematowi. A co z tym, który napisał artykuł? To przecież też człowiek, wrażliwy, odczuwający, i chociaż przez lata pracy w zawodzie prawdopodobnie uodpornił się na ludzkie krzywdy, nie zmienił się w kamień. Coś  w nim musi pozostać. Odkłada się, miesza z fragmentami setek innych żywotów, które poznał. I taki twórca faktycznie zostaje z tym wszystkim sam.

Książka Szczygła, reportaż o reportażu i dziennikarstwie, jest  kopalnią wiedzy na temat tego gatunku literackiego, choć wydaje się, że autor odkrył przed nami tylko kilka wierzchnich warstw, resztę zostawiając dla swoich studentów, tych szczęśliwców, którzy będą słuchaczami Polskiej Szkoły reportażu. Mariusz Szczygieł nie ukrywa przed czytelnikami swojego zachwytu stylem gonzo, dużo uwagi poświęcają Hunterowi S. Thompsonowi, uznawanemu za ojca tego stylu. Zaskakującym odkryciem, przynajmniej dla mnie, jest informacja, że głośny film Las Vegas Parano nakręcono na podstawie jednego z jego reportaży. Szczygieł odwołuje się także do wielu ikonicznych, nierzadko nieznanych utworów non fiction, do każdego rozdziału podając obszerną bibliografię. Tym samym Fakty myszą zatańczyć staje się drogowskazem dla tych, którzy swoją przygodę z literaturą faktu dopiero rozpoczynają, jak i dla tych, którzy chcą swoją wiedzę na ten temat pogłębiać. Jest także inspiracją dla każdego, kto sam chciałby spróbować własnych sił w reportażu.

 

Dowody Na Istnienie, 2022


(Visited 411 times, 2 visits today)

3 osoby skomentowały “„Fakty muszą zatańczyć” Mariusz Szczygieł – recenzja

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.