Walter Tevis

Gambit królowej

Gra w szachy. Cóż można o niej napisać? Jedna z najstarszych gier planszowych na świecie. Z pewnością znajdą się tacy, dla których będzie to też najnudniejsza planszówka, w której między jednym a drugim ruchem mogą upłynąć całe godziny, a nawet dnie. Gra da starszych panów, spędzających emeryturę nad szachownicą. Niejednokrotnie widywałem takich szachistów w swojej bibliotece. Gra dla mózgowców, jak powiedzą niektórzy. Z pewnością dla intelektualistów, raczej o ścisłych umysłach. Jak się okazuje także dla osób o nieograniczonej wyobraźni.

Powieść Waltera Tevisa rozpoczyna się niczym jedna z historii Dickensa. Samotna, osierocona i niepewna siebie dziewczynka trafia do chrześcijańskiego sierocińca, gdzie musi zmierzyć się nie tylko z surowością i obojętnością opiekunów, ale też z wrogością innych wychowanków, a wszystko to rozgrywa się w szarej i nijakiej scenografii. Tylko że to nie do końca prawda. Wrogości innych sierot praktycznie nie ma, a oschłe traktowanie to głównie efekt zachowania Beth, która mocno narozrabiała.

Z dickensowskiej powieści Gambit królowej szybko przeradza się w typową amerykańską opowieść o drodze, jaką bohaterka przebywa od zera do milionera, w tym wypadku mistrzyni szachowej. Tak współczesna wersja kopciuszka, w której matką chrzestną jest woźny z domu dziecka, złymi siostrami szachiście konkurujący o tytuł najlepszego, a jeden z nich przemienia się w ukochanego księcia, w ostatniej chwili ratującego główną bohaterkę z opresji.

Śledząc losy Beth Harmon można dojść do wniosku, że gdyby Walter Tevis był szachistą, nigdy nie osiągnąłby mistrzowskiego tytułu. Jest zbyt przewidywalny i zachowawczy. Wprowadzając swoją młodą, genialną i błyskotliwą bohaterkę w świat zawodowych szachów, każe jej studiować do upadłego książki i czasopisma poświęcone tej grze. Dziewczyna uczy się na pamięć zapisów partii rozgrywanych przez legendarnych szachistów, przyswaja sobie debiuty, gry środkowe i końcówki, by niemal w każdą partię rozpoczynać od obrony sycylijskiej.

Autor wprowadza w życie Beth komplikacje, najpierw uzależniając ją od tabletek uspokajających, następnie dodając do tego alkohol. Dziewczyna nie radząc sobie ze stresem i samotnością, wpada w cug, z którego wychodzi obronną ręką, dzięki sile woli i pomocy przyjaciółki. Choć do końca książki pozostaje jeszcze trochę, już w tym momencie wiemy, że zamknięta w sobie, niepewna i emocjonalnie upośledzona dziewczyna, właśnie wkroczyła na ścieżkę, która najprawdopodobniej doprowadzi ją do pełni rozkwitu, jako młodej, wrażliwej kobiety, odczuwającej i umiejącej te uczucia wyrażać. Znacznie wcześniej oczywiste staje się też to, że po licznych wygranych partiach, kilku przegranych, wielu trudnych przeciwnikach, Beth Harmon zdobędzie upragniony sukces, pokonując wszystkich i zostając niekwestionowaną królową szachów. Wszelkie inne problemy znikają, a sama Beth jest bliska osiągnięcia pełni szczęścia.

Gdzieś tam majaczą także wątki feministyczne. Skromna obecność kobiet wśród szachistów lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, przekonanie, że najlepsza przyszłość dla kobiety, to ta u boku męża i gromadki dzieci, ewentualnie praca biurowa, jeśli tego pierwszego nie udało się osiągnąć. Jednak jest to temat ledwie zasygnalizowany, głównie przez postacie przybranych rodziców Beth, których małżeństwo jest dalekie od ideału. I to właśnie Pani Wheatley, kobieta, która adoptowała Beth, jest najciekawszą bohaterką Gambitu królowej. Nie wyniośli, zarozumiali, przypominający Sheldona z Teorii Wielkiego Podrywu, szachiści, a właśnie ta nieszczęśliwa, samotna, znieczulająca się alkoholem kobieta, próbująca na swój nieporadny sposób uratować inteligentną sierotę i zaofiarować jej lepszą przyszłość.

Czy zatem Gambit królowej jest złą książką? Nie. A to między innymi dlatego, że ukazuje szachy jako bardzo emocjonującą i ciekawą grę. Tevis pokazuje nam także, jak niedobra jest fiksacja na jednym, jedynym celu. W przypadku Beth graniczy ona z obłędem i towarzyszy jej niezdrowa ambicja, co skutkuje między innymi zamykaniem się na wszystko, co nie jest związane z planem. Gambit królowej ma też kilka naprawdę dobrych momentów, jak chociażby scena kradzieży tabletek ze składziku, które sprawiają, że lektura powieści Waltera Tevisa nie jest pozbawiona przyjemności.

Wydawnictwo Czarne, 2020


(Visited 1 475 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.