Książkowy kwestionariusz: Maria Krześlak-Kandziora

Zapraszam na krótkie, ale bardzo ciekawe wirtualne spotkania z niezwykłą osobą, promotorką czytelnictwa, Panią Marią Krześlak-Kandziora, którą część z Was zapewne zna z poznańskiej  księgarni Bookowski. Mimo wielu obowiązków i zajęć, Pani Maria zgodził się wypełnić Książkowy Kwestionariusz.

1. Czym jest dla Ciebie książka, literatura, czytanie

Książka-noo przedmiotem? Najlepiej ładnym i mądrym. Ociepla wizerunek i ściany. Łatwiej jest odwiedzać kogoś, kto ma w domu książki, bo jak nie ma o czym gadać, to można zawsze o książkach.

Literatura-rozwija i stymuluje wyobraźnię, wzmacnia empatię, skłania do rozmyślań. Jest to też cały mechanizm-wokół literatury jest skupionych mnóstwo ciekawych ludzi-pisarze, twórcy książek, producenci książek, czytelnicy, bibliotekarze, księgarze, animatorzy życia literackiego, drukarze-to jest cały świat i on jest bardzo ciekawy.

Czytanie jest dla mnie przyjemnością, odpoczynkiem, pracą, zdobywaniem wiedzy. Teraz, szczególnie wieczorami, czytanie jest zmianą trajektorii myślenia, przestawienia toru wyobraźni z pandemii na światy alternatywne. Polecam Tove Jansson. No i dobrą poezję.

 

2. Pierwsza książka wypożyczona z biblioteki

Fascynowała mnie okładka Braci lwie serce, ale wypożyczyłam Oto jest Kasia, dziwne, co?

 

3. Książka, którą poleciłabym każdemu

Pewnie jednak Śmierć pięknych saren Oty Pavla w przekładzie Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego. Wiele osób powie Ci, że to ważna książka. Podobno była pisana jako część terapii i rzeczywiście ma coś „terapeutycznego” w sobie. Ja też bardzo cenię książki zmysłowe, pachnące. Tutaj pamiętam zapach mokrego tataraku, niepokój, jazy zamieszkane przez szczupaki. Słowa i wrażenia zostające w partii mózgu, której nie umiem nazwać, ale na pewno taka jest-do zapamiętywania wrażeń z literatury. O, w mojej ulubionej książce sensacyjnej – Miami Blues Charlesa Willeforda (tłumaczenie Roberta Sudóła dla nieodżałowanego wydawnictwa Mundin) jest takie morze słońca, że mam je wypalone w czaszce. Wiesz, upał w Miami, estakady, zwolnione tempo, okulary przeciwsłoneczne i klasycznie utyrani policjanci, pijący obrzydliwą kawę. No strasznie lubię, gdy takie rzeczy zostają po czytaniu. Zwłaszcza że te wrażenia się potęgują z upływem czasu i wracając do tych książek (bo mi się zdarza wracać) okazuje się, że zapamiętaliśmy coś, czego właściwie tam nie ma albo jest trochę inaczej. To ciekawe.
Bo tak poza tym, jeśli chodzi o polecanie, to każdy potrzebuje w danym momencie życia, nastroju, chwili czegoś innego i ja zawodowo zajmuję się między innymi szukaniem klucza literackiego do tego momentu.

 

4. Książka, której nie poleciłabym nikomu

Nie wiem, pewnie jej nie czytałam 🙂

 

5. Książka, której nie doczytałam do końca

Nie zliczę. Sporo ich było, ostatnio przerwałam lekturę trylogii Ałbeny Grabowskiej Stulecie Winnych, ale to dlatego, że autorka zabiła w ostatnim rozdziale drugiego tomu bohaterkę, nie mam teraz mocy na okrutne uśmiercanie bohaterów trybami historii.

 

6. Książka, którą od dawna planuję przeczytać

Niewidzialne miasta Italo Calvino

 

7. Wstydzę się, że przeczytałam tę książkę

Nie wstydzę się czytania czegokolwiek, każda książka coś nam robi, nawet jeśli uznam w trakcie, że to niezły gniot, to mogę o tym z kimś pogadać, a potem wyrzucić z głowy i nie polecać nikomu. Pracuję z tak różnymi ludźmi i autorami i w księgarni, i w agencji, że naprawdę jestem oszczędna w wydawaniu radykalnych opinii. A też na studiach krytycznoliterackich czytaliśmy wszystko, żeby poznać mechanizmy powstawania bestsellera. Nie przebrnęłam przez rozlewiska, ale rozumiem, że ktoś ma potrzebę takie książki czytać. Niektórych rzeczy po prostu nie czytam, ale daleka jestem od stygmatyzacji. Chyba że chodzi o książki, które zieją nienawiścią, zakłamują historię, szargają składnie, ogłupiają dzieci, ale to jest już sektor pseudoliteratury, nie będziemy może o tym mówić.

 

8. Książka, która zmieniła coś w moim życiu

Na pewno każda, której lektura kończy się prowadzeniem spotkania z Autorem/Autorką, a tych było kilkadziesiąt. Kiedy zniknęły gołębie Sofi Oksanen. Nie dość, że to świetna książka, to przygotowując się do spotkania sporo dowiedziałam się o Estonii. Wtedy też poznałam Sebastiana Musielaka – tłumacza tej książki i nauczyłam się, że nie wymienianie tłumacza przy rozmowie o książce przetłumaczonej jest grzechem śmiertelnym. Prowadzenie spotkania z Dorotą Masłowską zaowocowało dwutygodniowym wyrzuceniem w kosmos jej pisania, bo przeczytałam wtedy ciągiem wszystko, plus wywiady i recenzje. Po czymś takim mówi się i myśli Masłowską, co jest ciekawym stanem.
Poza tym na pewno książki czytane w dzieciństwie coś mi ustawiły w głowie. No i jednak co trzecia-czwarta czytana w dorosłym życiu dokłada jakąś myśl, która mości się w głowie i promieniuje na przyszłość. Nie wiem, czy to zmienia życie, ale zwiększa refleksyjność i rozumienie jakiejś tam kolejnej małej sprawy.

 

9. Książka, którą zabrałabym na bezludną wyspę (bez prądu)

Hehe, pomyślałam od razu, że Collinsa, bo jak wyspa bezludna, to pewnie będzie tam dużo ciekawych ptaków. A jak nie Collins to oczywiście poezja. Bo jest pojemniejsza niż proza, którą czytam. Poezja się nie kończy. To by był Tomas Transtromer. Myślałam jeszcze o Charlesie Reznikoffie (przekład Piotra Sommera, wydanie WBPiCAK), ale on mnie za bardzo smuci miejscami. Transtromer jest pełen powietrza i lasu. Tłumaczyli go Leonard Neuger oraz Magdalena Wasilewska-Chmura, mam oczywiście wydanie zbiorcze wypuszczone przez a5.

 

10. Najpiękniejsza książka, jaką dostałam w prezencie

Dwutomowy atlas Ptaki ziem polskich Jana Sokołowskiego wydany przez PWN w 1972 roku (to chyba drugie wydanie). Mało dostaję książek w prezencie, bo wszyscy uważają, że dawać księgarce książkę to trochę bez sensu 🙂

 

11.Jak radzicie sobie w księgarni w czasach kwarantanny

Bookowski na przełomie marca i kwietnia przeszedł w ręce spółki. Jest nas tu teraz pięć osób i głowimy się, co zrobić, żeby wybrnąć z kryzysu w dobrym stanie. Mamy mnóstwo roboty formalnej, rozmów z wydawcami, hurtownikami, którzy podnoszą ceny, skracają nam terminy płatności – mało mamy biznesowego wsparcia, raczej dociskanie do ściany. Tym bardziej kłaniam się wydawcom i tym hurtownikom, którzy rozmawiają z nami i szukają wspólnych rozwiązań. Wspiera nas bardzo Centrum Kultury Zamek, ale nie ma w tej chwili jak nam pomóc. Bookowski jest zamknięty, możemy działać tylko internetowo. Więc można kupić u nas bony podarunkowe – na lepsze czasy. Bon kupuje się już teraz, co pomaga nam utrzymać płynność finansową, a nasi klienci, goście, będą mogli je zrealizować po przywróceniu księgarni i życia do działania. No i czekamy co dalej i pracujemy nad kolejnymi pomysłami jak uratować firmę przed najgorszym. Wierzymy, że się uda.


(Visited 328 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.