Niedzielny deser #7

Ile to już czasu? Za kilka dni miną dwa miesiące, odkąd świat został zamknięty na cztery spusty. Co prawda od dwóch tygodni drzwi zostały trochę uchylone, tak by można się było przez nie przepchnąć. Wczoraj okazało się, że przez te niedomknięte drzwi przechodzimy tłumnie, by odkrywać na nowo uroki spędzania wolnego czasu na łonie natury. Czy to efekt wyposzczenia, tego, że strach ma wielkie oczy i przez wirusa wciąż mamy je szeroko otwarte, a może przez to, że choć trochę nasza dominacja nad wszystkim trochę się zmniejszyła, przyroda jest piękniejsza, bardziej kolorowa, zachwycająca i żywsza niż dotąd. Super. Co jednak zrobić, gdy pogoda zepsuje nasze szyki? Można wybrać się do muzeum.

Od minionego poniedziałku muzea mogą już otwierać swoje podwoje dla zwiedzających. Nie wszystkie jednak to zrobiły, a tam, gdzie już można wejść, z oczywistych względów wprowadzono ograniczenia co do ilości osób i konieczności zachowania dystansu. Czy są chętni na zwiedzanie na żywo? Trudno powiedzieć. Wciąż jednak można odwiedzać muzea i oglądać wystawy on-line. Gorąco Was do tego zachęcam. Jeszcze przez chwilę wytrzymamy bez obcowania z kulturą w realu.

Miłośników polskiej szkoły plakatu i zapalonym kibicom z pewnością zainteresuje możliwość obejrzenia wystawy Polskiego Plakatu Olimpijskiego i Sportowego, którą na swoje stronie udostępniło Muzeum Sportu i Turystyki. Jest ona dosyć skromna, ale bardzo ciekawa. Zobaczymy na niej plakaty od lat dwudziestych ubiegłego wieku po rok 2006. Można zachwycać się pomysłowością i kunsztem plakacistów, ale także poznać te fragmenty naszej historii, o których się nie wspomina. Oprócz tej wystawy, na stronie możemy przyjrzeć się jeszcze kilku innym, na przykład tej poświęconej Halinie Konopackiej, wybrać się na wirtualny spacer po muzeum, obejrzeć kilka filmików dotyczących historii polskiego sportu.

Jeśli jednak sport wolicie uprawiać, zamiast oglądać, wybierzcie się na wirtualną wystawę malarstwa Fridy Khalo, którą to umożliwia Google Arts&Culture. Zobaczymy nie tylko obrazy, ale także zdjęcia samej malarki, jej rodziców, męża. Twórczość meksykańskiej malarki została podzielona tematycznie. Każdy eksponat jest omówiony, ale niestety w języku angielskim. Nic nie stoi na przeszkodzie, jeśli ma się problemy ze zrozumieniem, by skorzystać z pomocy translatora. Wciąż jeszcze zdarzają się kulawe tłumaczenia, ale ogólny sens można zrozumieć.

Dzięki tej samej aplikacji możemy udać się do British Museum i wziąć udział w wirtualnej zabawie poszukiwania artefaktów. Jednym z nich jest słynny Kamień z Rosetty. Szukając konkretnych dzieł sztuki, możemy na chwilę przystanąć przy innych ekspozycjach, a gdy już znajdziemy poszukiwany eksponat, poznamy jego historię. Uwaga, podczas poszukiwań można zabłądzić!

Przygniata Was rzeczywistość? Potrzebujecie więcej szaleństwa i surrealizmu? Zapraszam do Teatro Museo Dali w Figures. To oblegane na co dzień muzeum w czasie kwarantanny zwiedza się wybornie. Nikt nam nie przeszkadza, można dowolnie długo kontemplować dzieła Salvadora, czego przy niektórych eksponatach na żywo nie da się zrobić, albo trzeba długo stać w kolejce, by potem tylko rzucić okiem. Gdy już skończycie zwiedzanie, wybierzcie się jeszcze do Port Lligat, gdzie mieści się drugie muzeum mistrza, w jego posiadłości. Samego muzeum chyba nie da się zwiedzać on-line, ale można pospacerować po uroczej miejscowości. Już sama droga do niej jest zachwycająca. Jedzie się pomiędzy coraz wyższymi wzniesieniami i skałami, by nagle, w magiczny sposób znaleźć się nad morzem… Jakie inne miejsce na swoją siedzibę mógł wybrać Salvador Dali?

To tylko kilka propozycji na niedzielne popołudnie w muzeum. Wystaw czasowych i stałych, udostępnianych w sieci, spacerów po muzealnych salach, często z nienachalnym przewodnikiem, znajdziemy w internecie mnóstwo. W sam raz by zająć czas do końca epidemii. A jakie muzea Wy ostatnio odwiedziliście?

 


(Visited 222 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.