Damon Galgut

Obietnica

Nagrodzona Bookerem powieść południowoafrykańskiego pisarza jest toksyczna, ale tak jak wiele toksyn, narkotyków, uzależniająca. Choć nie od pierwszych stron. W każdy czytany przez nas tekst, czy to artykuł, powieść, opowiadanie, musimy się wgryźć, znaleźć dla siebie miejsce. W Obietnicy utrudnia to nietypowy styl i narracja, brak wyraźnego oddzielenia opisów, od myśli bohaterów czy wreszcie ich wypowiedzi. Zmiana następuje niezauważalnie. Dopiero gdy odnajdujemy w tekście tak wiele mówiące zdanie Już czuje zasysanie ludzi i zdarzeń przez ziejącą dziurę o kształcie matki w centrum tego wszystkiego, orientujemy się, że wpadliśmy na amen, że to jedna z tych nieodkładanych książek.

Wydałoby się, że w temacie rozpadu podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina, nie da się już napisać nic nowego, świeżego, naprawdę dobrego. Damon Galgut przekonuje czytelników, że jest to wykonalne, choć nie łatwe zadanie. Rozkład, bo to słowo najdokładniej opisuje to, co dzieje się w rodzinie bohaterów, rozpoczyna się na długo przed zawiązaniem  akcji powieści. Być może jego początkiem był zakup farmy przez ich przodka, narodziny niepokornego syna, może jego związek z kobietą innej wiary, nieakceptowaną przez resztę rodziny. Może wszystko po trochu. My obserwujemy już ostatnie akty tego procesu, które trwają ponad trzydzieści lat, a tytułowa obietnica jest tylko kolejnym upadającym kafelkiem domina.

Obserwujemy i nie dowierzamy, w to, co widzimy. Tych ludzi praktycznie nic nie łączy, poza nazwiskiem i genami, a to często zbyt mało, by stworzyć dobrą, mocną więź. Mimo to trzymają się razem, choć męczą się w swoim towarzystwie, nie znoszą siebie nawzajem i tylko pielęgnują te i inne przykre uczucia. Narrator tej historii, o którym więcej za chwilę, najwyraźniej nie lubi ludzi jako takich. Praktycznie każdy z bohaterów, jest ukazany w jak najgorszym świetle, choć Damon Galgut robi to w bardzo subtelny sposób.  Delikatnie podkreśla te negatywne cechy postaci, które z czasem rosną w siłę, dominując te nieliczne dobre. Najmocniejszą krytykę kieruje wobec osób duchownych, bez względu na religię i wyznanie. Przedstawia ich jako wyrachowanych, zachłannych,  wręcz obrzydliwych w swoich słabościach, pozostających daleko od Boga. W istnienie Boga można zresztą zwątpić, czytając Obietnicę, choć nie do końca. To jednak wiąże się z osobą narratora.

Obietnicy Galgut pisze nie tylko o popękanej, rozsypującej się rodzinie, właściwie rodzinach, bo nawet postacie drugoplanowe mają mniej lub bardziej pogruchotane życie rodzinne, ale o bezdomności jako stanie ducha. Amor, jej rodzeństwo, ojciec, wujostwo, żadne z nich nie ma miejsca, które mogłoby naprawdę nazwać domem, ale tylko ona, najmłodsza z rodziny, zdaje się to zauważać. Ta bezdomność tak mocno zakorzenia się w jej duszy, że dziewczyna nie jest w stanie  nigdzie poczuć się jak u siebie, w domu. Nawet gdy już zrywa kontakt z rodziną, wyjeżdża w dalekie strony, wszędzie jest tylko na chwilę, przejściowo. Czy po wielu latach takiego życia, jest w ogóle możliwe zadomowienie się gdziekolwiek? Porzucenie tej męczącej bezdomności?

I jest jeszcze jeden rodzaj bezdomności, ten fizyczny. Obietnica przekazania służącej prawa własności do zamieszkiwanego przez nią domku, jaką składa Pan Swart swojej umierającej żonie,  nie zostaje spełniona. Czarnoskóra kobieta, od lat pracująca dla tej rodziny i mieszkająca obok nich, jak miliony innych rdzennych mieszkańców RPA, właściwie pozostaje bezdomna. Nie posiada nic, poza kilkoma sztukami odzieży i przedmiotami trzymanymi bezwartościowej ruderze, jaką jest jej/nie jej dom. Choć niespełniona obietnica, która jej dotyczy, staje się gwoździem do trumny dla rodziny Swartów, to ten wątek, jak i w ogóle niebiałych Południowoafrykańczyków, jest ledwie zarysowany. Tak jak i najnowsza historia RPA, która toczy się w tle, przez większą część powieści prawie niewidoczna.

A kim jest narrator tej historii? To pytanie towarzyszy lekturze niemal od samego początku. Sposób narracji parokrotnie się zmienia. Raz wydaje się, że jest nim ktoś z zewnątrz, jakiś przypadkowy przechodzień, potem, że to ktoś z bohaterów, członków rodziny, znajomych czy współpracowników. Zbyt dużo jednak wie o bohaterach, zbyt szybko przemieszcza się z miejsca na miejsce, albo jest w kilku miejscach naraz, by być bytem materialnym. Jedna ze scen bliżej końca powieści, a także kilka podpowiedzi ukrytych między wierszami, wskazują, że narratorem jest Obserwator, wszechmocna istota, mogąca interweniować, ale ograniczająca się tylko do obserwacji. A może to tylko złudzenie, taka gra pisarza z nami czytelnikami? Czytając Obietnicę, każdy może dojść do własnych wniosków.

 

Obietnica jest frapującą powieścią, smutną. Czytamy w niej o nadciągającej apokalipsie, zarówno w sferze stosunków międzyludzkich jak i globalnej, związanej ze katastrofą klimatyczną, ale mimo to czytelnik nie czuje się przytłoczony ani obezwładniony. Galgut jest literackim dżentelmenem, część wydarzeń ukrywając za zasłoną domysłów i własnych interpretacji czytelników. Nie pozwala też, byśmy rozstali się z jego bohaterami całkowicie zdołowani i zniechęceni do życia, pozostawiając zakończenie otwarte.

Wydawnictwo Czarne, 2022

 


(Visited 119 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.