Mihail Sebastian

Od dwóch tysięcy lat

Powieść rumuńskiego pisarza jest dziś, niestety, wciąż bardzo aktualna. Patrząc na historię ludzkości, będzie na czasie także za sto i trzysta lat. Chodzi tutaj nie tylko o uprzedzenia na tle rasowym, ale także o różne życiowe postawy i sposób myślenia. A może raczej współmyślenia, gdyż bohaterowie Od dwóch tysięcy lat w większości mają problem z samodzielnym myśleniem.

Najbardziej wyraziście są przedstawieni rewolucjoniści. Oni zawsze są zbyt głośni, zbyt widoczni i przesadnie napraszający się o uwagę. Nie są to jednak rewolucjoniści z misją, walczący w imię konkretnego dobra. Oni uprawiają rewolucję jak roślinę w przydomowym ogródku. Chcą zrobić rewolucję, by nastąpiła jakakolwiek zmiana, bez względu na to, co ona ze sobą przyniesie i kto przez nią ucierpi.

Mihail Sebastian świetnie opisuje to środowisko znudzonych nierobów, poszukujących podniety przerywającej tę nudę i urozmaicającej codzienność. Ludzi właściwie pozbawionych ideałów, mających wszystko i wszystkich w pogardzie. Z dbałością o najdrobniejszy detal przedstawia ten teatr przerysowań, sztucznych póz, gestów, wystudiowanej obojętności.

Sebastian relacjonuje też dość specyficzne zawody, w których startują wszyscy. Antysemici, ich ofiary, syjoniści, komuniści i inni. Kto więcej razy się bił, kto ma więcej siniaków i mocniej oberwał, ten wygrywa. Żarliwość, z jaką do tego podchodzą, podsyca jedynie obawa o pozostanie nieważnym, nic nieznaczącym, jednym z wielu trybików w maszynie zwanej społeczeństwem.

Narrator stara się trzymać na dystans od tego informacyjnego i ideologicznego chaosu. Próbuje także odciąć się od swoich żydowskich korzeni, jednocześnie z dużym rozrzewnieniem wspominając okres dorastania. Na tym przykładzie Mihail Sebastian pokazuje rozdarcie swojego bohatera, który z jednej strony pochodzi od prostych, religijnych Żydów, a z drugiej strony stoi za nim dość nowoczesna, zdecydowanie nieortodoksyjna część rodziny.

Jednakże już od pierwszych stron wiemy, że to tylko pozory. Weltschmerz, który nieustannie odczuwa, rozdarcie między dwoma biegunami swojej rodziny, czy też nierozerwalne więzy, które łączą go z narodem wybranym i jego kulturą. Widać to szczególnie, wtedy gdy spotyka w pociągu żydowskiego sprzedawcę książek. W pierwszym odruchu chce przed nim uciec, ale coś mu na to nie pozwala. Zaczyna z nim rozmawiać, starając się być jak najbardziej żydowskim.

I ten fatalizm, który towarzyszy całej powieści. Czego by bohater nie zrobił, czego nie próbował, i tak wiemy, co się wkrótce wydarzy. Choć o tym na chwilę zapominamy. To wyjątkowość prozy Mihaila Sebastiana sprawia, że nie tylko widzimy Rumunię lat dwudziestych i trzydziestych oczami bohatera, ale też przenosimy się do tamtej epoki i w wyniku nagłej amnezji tracimy wiedzę na temat nadciągających wydarzeń.

Bohater początkowo bagatelizuje antysemickie ruchy, utrzymując dobre stosunki ze wszystkimi. Z czasem, gdy kolejni znajomi dają się porwać chorej ideologii, gdy podczas pozornie niewinnej rozmowy, nagle pojawia się kwestia żydowska, jako zarzut wobec niego, zaczyna zauważać, że dzieje się coś bardzo niedobrego. Nie ucieka już przed przeszłością i przeznaczeniem. Stawia czoła wrogim postawom.

Od dwóch tysięcy lat jest przejmującą, piękną, momentami trochę przegadaną, jak Doktor Żywago, opowieścią o fermentach społecznych, o poszukiwaniu własnego miejsca w coraz bardziej szalonym i niebezpiecznym świecie, o zachowywaniu równowagi, a przede wszystkim o uprzedzeniach. Towarzyszą nam one od zarania dziejów. Przez długie lata w uśpieniu, rozwijają się powoli, niezauważalnie, łatwe do przeoczenia, aż do chwili, gdy słyszane setki razy śmierć żydom, paraliżuje strachem. Równie dobrze może to przebiegać też w drugą stronę. Powtarzane wiele razy słowa gubią swoje znaczenie, przysłaniają je usprawiedliwienia, wyssane z palca statystyki i krzywdzące stereotypy.

Mihail Sebastian, pisząc Od dwóch tysięcy lat, dołączył do grona autorów, dających im współczesnym, jak i przyszłym pokoleniom dowód na to, że w naszej długiej i skomplikowanej historii jesteśmy w nieustannym konflikcie. Nie jesteśmy dzisiaj ani bardziej, ani mniej skłóceni niż kiedyś. Zmieniają się tylko sposoby i formy okazywania nienawiści. Po lekturze tego niby dziennika trudniej jest uwierzyć w to, że kiedyś będzie naprawdę dobrze.

Książkowe Klimaty, 2020


(Visited 443 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.