Chigozie Obioma

Orkiestra bezbronnych

Podczas lektury Orkiestry bezbronnych cały czas towarzyszyła mi pewna myśl, bliżej nieokreślone skojarzenie powieści Obiomy, z czymś, co już znam. Nie mogłem dojść do tego, o co dokładnie chodzi. Dopiero gdy usiadłem przed komputerem, by napisać te słowa, uświadomiłem sobie, że w trakcie czytania książki, w głowie cały czas odtwarzałem chór niewolników z opery Nabucco. Z tym że, w wykonanie orkiestry nigeryjskiego pisarza wkradło się trochę fałszywych nut.

Orkiestra bezbronnych w niczym nie przypomina Rybaków, powieści Obiomy, którą jakiś czas temu wydało Wydawnictwo Literackie. Nawet miejsce akcji diametralnie się różni, choć w obu przypadkach jest nim Nigeria. W Rybakach była dość egzotyczna, ale wciąć realna. W Orkiestrze, poprzez wprowadzenie elementów nadprzyrodzonych i nigeryjskiej mitologii, staje się krainą oderwaną od rzeczywistości, przynależną do zupełnie innego świata, rządzącego się swoimi prawami.

Narratorem powieści jest duch opiekuńczy, chi, głównego bohatera Chinonso, zdający relację przed głównym, bóstwem, z poczynań swojego podopiecznego. Tu właśnie pojawiają się pierwsze fałszywe takty. Owo chi raz jest tylko duchem opiekuńczym, istniejącym od setek lat i opiekujących się kolejnymi przedstawicielami rodziny Chinonso, a innym znów razem jest jego duszą i sumieniem. Przy czym w powieści pada przynajmniej raz stwierdzenie, że chi w pełnieniu swoich obowiązków często przegrywa z wewnętrznym duchem człowieka.

Chi nie może też wypływać na poczynania swojego podopiecznego lub jak to nieustannie powtarza ów duch, swojego gospodarza, ale czasem mu się to udaje. Jaki więc z niego duch opiekuńczy? Stojąc przed głównym duchem czy też bogiem, w obronę Chinonso wplata często wyjaśnienia dotyczące życia na ziemi i specyfiki relacji międzyludzkich, tak jak gdyby Ezeuwa, jak brzmi jedno z wielu imion bóstwa, nie był też sędzią i stwórcą wszystkiego. Choć tego, kim ono jest, nie można być pewnym. Na początku książki umieszczone są dwa schematy, przedstawiające dosyć skomplikowaną strukturę duchowego świata, ale to zbyt mało. Zabrakło wyjaśnień, przypisów czy jakiegokolwiek komentarza, wprowadzenia w tę bardzo tłoczną krainę dobrych duchów, demonów i przodków, ale to już zaniedbanie wydawcy.

Czytamy natomiast o towarzyskich pogawędkach chi, opuszczających ciało swoich podopiecznych, o chi zażywających kąpieli, odwiedzających zaświaty, by spotkać konkretne duchy i z nimi porozmawiać, o bardzo głośnych, hałaśliwych duchach przybierających przedziwne kształty. Choć opiekun Chinonso zarzeka się, że o życiu podopiecznego opowie jak najkrócej i tylko o tym, co ma bezpośredni związek z popełnioną przez niego zbrodnią, bez przerwy popada w dygresje, z głównym wątkiem mające niewiele wspólnego, albo wcale.

To wszystko sprawia, że Orkiestra bezbronnych jest przegadana i ciągnie się jak spaghetti western. Ciężar opowieści o związku biednego, prostego farmera Chinonso i pięknej Nadali pochodzącej z bogatej, wysoko postawionej rodziny, gubi się w tym chaosie. A niesie ona ze sobą ważne, szczególnie dzisiaj, przesłanie. Obioma pisze o tym, jak niebezpieczne są wszelkie negatywne emocje. Jak trudno nad nimi zapanować i jak łatwo mogą przerodzić się w gorejącą nienawiść, wyniszczającą, sprawiającą ból nienawidzącemu i znienawidzonemu.

Gdyby odrzucić mniej więcej połowę książki, cały realizm magiczny, byłaby to znakomita powieść, nawiązująca do klasycznych dzieł literatury światowej. Można w Orkiestrze doszukiwać się współczesnej wersji Odysei i odniesień do kryzysu uchodźczego. Widzę tu także Romea i Julię oraz Otella. Niestety jest, jak jest. Chigozie Obioma przedobrzył, a czytelnik pozostaje po lekturze Orkiestry bezbronnych w konsternacji, z ulgą odkładając książkę na półkę.

Albatros, 2020


(Visited 364 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.