Sigrid Nunez

Pełnia miłości

Pełnia miłości, kolejna, wydana przez Pauzę powieść Sigrid Nunez, nie wiedzieć czemu otrzymała taki właśnie polski tytuł. Pasuje on do oryginału, czyli rzuconego w przestrzeń pytania, może stwierdzenia, „Przez co przechodzisz”, jak pięść do nosa. Oryginalny tytuł zdecydowanie lepiej oddaje treść książki, oraz to, przez co przechodzą obie bohaterki.

Niewidziana od lat przyjaciółka narratorki zmaga się z chorobą nowotworową, bez szans na wyleczenie, prosi kobietę o niecodzienną przysługę. Narratorka ma towarzyszyć jej w ostatnich dniach i samą swoją obecnością pomóc dokonać eutanazji. Nie mnie oceniać moralność tego planu, co zresztą nie jest możliwe. Z pewnością jednak taka prośba, uwikłanie kogoś w swoją śmierć jest cholernie samolubnym czynem. Stawia tę osobę w potwornie trudnej sytuacji. Bohaterka nie czuje się z tym dobrze, o czym świadczy zajadanie stresu, przeciąganie do maksimum chwil poza domem, z dala od umierającej, czy wreszcie jej reakcja, gdy jest przekonana, że jest już po wszystkim.

Doświadczanie czyjeś śmierci, jest bardzo traumatycznym przeżyciem dla tego, kto pozostaje. Im bliżej było się z tą osobą, tym jest trudniej. Prośba o towarzyszenie, bycie częścią tego procesu, choćby przez zaniechanie jakichkolwiek działań, nie ma nic wspólnego z miłością ani przyjaźnią. Nikt, kto prawdziwie kocha, nie narazi świadomie kochanego człowieka na takie cierpienie. Natomiast fakt, że narratorka zgodziła się spełnić tę prośbę, choć wydaje się, że nie miała już innego wyjścia, złapana przez drugą kobietę w sidła litości, faktycznie można określić pełnią miłości. Warto też się zastanowić nad tym, czy umierający człowiek potrzebuje towarzystwa w tej ostatniej chwili. Czy wtedy dostrzega się coś więcej poza końcem własnej fizyczności? Na przykładzie drugiej z bohaterek, możemy przekonać się, że im bliżej końca, tym bardziej była ona odcięta od świata, skupiona na sobie i swoim odchodzeniu. Więc czy prośba o towarzyszenie w ostatniej drodze, nie była powodowana głęboko skrywanym lękiem przed wiecznym potępieniem, próbą przerzucenia części odpowiedzialności, żeby nie napisać winy, na kogoś innego?

 

Czytając Pełnię miłości, zwłaszcza jej pierwszą część, odnosi się wrażenie, że to napisana trochę na siłę kontynuacja Przyjaciela. Obie książki opowiadają o nienaturalnej, samobójczej śmierci bliskiej osoby, ale to nie jedyne podobieństwa. Narratorka jest, jak w poprzedniej powieści, alter ego pisarki. Obie powieści są napisane dokładnie w taki sam sposób. Jest trochę bezosobowo, chłodno, z dystansem, jakby narratorka była jedynie obserwatorką, nie tylko opisywanych wydarzeń, ale całego swojego życia. Jakby tylko w nim statystowała. Główny wątek przeplatają liczne anegdoty, luźno z nim powiązane.

Tak jak w poprzedniej książce, jest też obecne zwierzę. Tym razem to kot, z którym bohaterka nie nawiązuje emocjonalnej więzi, który w ogóle nie odgrywa żadnej roli w opowiadanej historii, ale i tak zapada w pamięć, dzięki temu co robi pewnej nocy, gdy wskakuje na łóżko, w którym śpi kobieta. Przemawia ludzkim głosem, relacjonując swoją niełatwą drogę do obecnej pani i domu. Tę kocią opowieść narratorka słyszy oczywiście tylko we własnej głowie, ale i tak budzi ona konsternację.

Druga i trzecia część Pełni miłości nie jest już tak dygresyjna, a bardziej skupiona na głównym wątku. Choć wydaje się to niemożliwe, biorąc pod uwagę ciężar tej historii, momentami jest nawet zabawnie, ale tym czarnym, ciężkim poczuciem humoru, które pojawia się w najtrudniejszych chwilach, jako ostatnia deska ratunku przed popadnięciem w rozpacz i obłęd. Dowcip sytuacyjny, który nie każdemu przypadnie do gustu.

Jak przystało na specjalistkę od twórczego pisania, jaką jest Sigrid Nunez, nauczającą tej sztuki kolejne pokolenia, jej powieść czyta się gładko i przyjemnie. Jest to jednak lektura pozbawiona świeżości, trochę odtwórcza, jakby napisana według z góry ustalonego schematu. A przecież wiemy, że można pisać powieści na tyle oryginalne, jak dalece to jeszcze jest dziś możliwe, bardzo różne od siebie, zachowując przy tym swój niepowtarzalny, rozpoznawalny przez czytelników styl. Może z Nunez jest jak z Johnatanem Carrollem, w którego przypadku tylko ta powieść, którą czytało się jako pierwszą, prawdziwie zachwyca?

Wydawnictwo Pauza, 2020


(Visited 253 times, 1 visits today)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.